Zaczyna się kolejny dzień i znów pełne auto darów pojedzie do potrzebujących. Świat powoli zapomina o powodzi na Sądecczyźnie. Tutaj jednak ludzie cały czas wołają o pomoc. Dojeżdża do nich wsparcie od Społecznego Komitetu ,Pomoc Powodzianom”.
Najpierw to były przede wszystkim dary rzeczowe, później coraz więcej było gotówki. Teraz mówi się o pomocy długofalowej, może kilkuletniej.
Komitet działa niemal od pierwszego dnia powodzi.
- Po prostu któregoś dnia po pracy zebraliśmy się w Starostwie Powiatowym w Nowym Sączu i stwierdziliśmy, że trzeba pomóc poszkodowanym – opowiada jeden z członków Komitetu. – Honorowo prezesem wybraliśmy starostę Jana Golonkę, a jego zastępcą dyrektora Wiktora z Banku PBK S.A. Tam też szybko założono nam konto. Później jeszcze było czekanie na pozwolenie na prowadzenie zbiórki i zaczęliśmy pracę.
Szefem ,od roboty” w Komitecie jakoś samorzutnie został Marek Wójcik, członek Zarządu Powiatu Nowosądeckiego. To on osobiście jeździł do powodzian i sprawdzał co komu potrzeba.
Czasami brakowało drogi, zostawiał samochód i szedł pieszo. Wracał na następny dzień albo za dwa dni. Tum razem przynosił plecak pełen najpotrzebniejszych rzeczy.
- Raz jechałem autem dnem potoku, kiedy indziej szedłem pół godziny w górę, bo dojazdu żadnego do tych ludzi nie było – opowiada Marek Wójcik. – Na początku staraliśmy się pomóc zaspokoić ludziom elementarne potrzeby, a teraz konieczne jest wsparcie w odbudowie.
Pomoc od Komitetu docierała do gmin najbardziej poszkodowanych w kataklizmie: Korzennej, Kamionki, Chełmca, Gródka, Podegrodzia, Starego Sącza, Łososiny Dolnej i Nowego Sącza.
- Trudno w tej chwili oszacować do ilu rodzin dotarło wsparcie rzeczowe – mówią członkowie Społecznego Komitetu. – Mamy dokładnie zapisane gdzie i w jakich kwotach trafiały pieniądze, a było tego nie mało.
Do dzisiaj przez konto Społecznego Komitetu ,Pomoc Powodzianom” przeszło ponad 350 tysięcy złotych. Większość została już rozdysponowana jako zapomogi dla potrzebujących.
Pieniądze w kwotach od 500 zł do ponad 10 tys. zł zostały przekazane ponad dwustu rodzinom. Wysokość przekazanych kwot zależała od zniszczeń, które dotknęły danych ludzi i życzeń ofiarodawców.
- Teraz myślimy o pomocy długofalowej – dodaje Marek Wójcik. – Chcemy wesprzeć odbudowujących swe domy. Wyszliśmy z etapu kupowania kilofów, gumowców czy strzykawek i igieł. Nadchodzi czas na materiały budowlane.
Potrzeby bywają przeróżne, sporo rodzin trzeba wesprzeć w finansowaniu ekspertyz geologicznych, bo teraz bez tego nikt nie chce ryzykować stawiania domu na stoku góry.
- Nasz Komitet jest jednym z wielu, które pomagają – stwierdzają społecznicy. – To dobrze, że pomoc płynie szeroko. Gminy też robią co mogą. Kwoty wpływające na dziesiątki kont pomocowych świadczą o ludzkich sercach.
Dobrze, że są one otwarte na innych. Chociaż lepiej, by już więcej nie było takich, jak ta ostatnia, okazji.
Autor artykułu: Maria OLSZOWSKA