Sześć ofiar śmiertelnych, jedna osoba ciężko ranna i jedna uznana za zaginioną to tragiczne żniwo wczorajszej powodzi w Małopolsce. Ulewne deszcze podtopiły wczoraj kilkaset budynków, zniszczyły drogi, uprawy i sieci melioracyjne, unieruchomiły dwa pociągi. Nasączona wodą ziemia grozi osuwiskami. Wczoraj w Krakowie obradował Wojewódzki Komitet Przeciwpowodziowy, dziś najbardziej dotknięte żywiołem tereny odwiedzi wojewoda Ryszard Masłowski. Tymczasem meteorolodzy zapowiadają, że opady, choć od jutra mniejsze, potrwają co najmniej przez następne 5 dni.
Ewakuacje w Tarnowskiem
Takiej powodzi nie pamiętają nawet najstarsi mieszkańcy regionu. W Ciężkowicach poziom wody na rzece Białej dochodził do siedmiu metrów. Woda zalała tutaj m.in. komisariat policji, stację benzynową, zakład masarski. W nocy ewakuowano 250 mieszkańców miasteczka. Żeby ocalić życie kilku osobom, strażacy musieli poruszać się po rozlewisku Białej pontonem.
Nie wszyscy mieli szczęście. Nieopodal Tuchowa odnaleziono ciało 47-letniego mieszkańca Rzepiennika Strzyżewskiego, który dzień wcześniej wybrał się na ryby. Wędkarza porwała woda, jego zwłoki zaplątały się w krzakach, około 10 kilometrów od miejsca, w którym łowił. Policja poszukuje również starszego małżeństwa Bielemuków, które zaginęło w poniedziałkowy wieczór w Dzierżaninach koło Zakliczyna.
- Przez kilka godzin wstrzymany był ruch na drodze Tarnów-Krynica. Najgorsze jest jednak to, że został podmyty most na rzece Białej. Policja warunkowo dopuściła ruch pojazdów, mogą się jednak po nim poruszać tylko samochody osobowe – wyjaśnia burmistrz Tuchowa Mariusz Ryś.
Woda zrujnowała także drogę łączącą Tarnów z Nowym Sączem, w Paleśnicy powstała dwudziestometrowa wyrwa.
Sądecki horror
Na Sądeczyźnie, doświadczonej powodzią w lipcu 1997 r., nowa tragedia zaczęła się w poniedziałek około godz. 19. Nikt wtedy nie przypuszczał, że żywioł zbierze swe śmiertelne żniwo. Wczoraj wyłowiono ciała trzech ofiar, kilka innych osób jest poszukiwanych, choć szanse, że żyją, są równe zeru.
Ciało mężczyzny, który w poniedziałek wieczór zaginął w Łęce podczas próby ratowania swej żony, zostało odnalezione wczoraj. W sąsiadującej z Łęką miejscowości Librantowa widziano, jak w czasie ulewy inny mężczyzna wsiadał do samochodu i wszelki ślad po nim zaginął. Poszukiwania trwają. Kolejna tragedia rozegrała się w miejscowości Roztoka-Brzeziny. Tam, wraz z fiatem tipo, zaginęły cztery osoby: mężczyźni w wieku 31, 41, 62 lat oraz 62-letnia kobieta. Ich zwłoki zostały wyłowione po południu.
Nowy Sącz został praktycznie odcięty od świata. Stok góry osunął się w Witowicach na główną drogę do Krakowa. Na drodze utknęły autobusy pełne pasażerów. Błotne lawiny i woda podmywająca tory unieruchomiła też pociągi na szlaku Nowy Sącz – Muszyna i Stróże – Tarnów.
- To jest horror gorszy niż w słynnym dziewięćdziesiątym siódmym – mówi Józef Zygmunt, członek Zarządu Powiatu Nowosądeckiego odpowiedzialny za bezpieczeństwo. – Na nasz teren jutro przybywa wojewoda małopolski, bowiem występujemy o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej na Sędecczyźnie.
W Krakowie odbyło się wczoraj wieczorem posiedzenie Wojewódzkiego Komitetu Przeciwpowodziowego.
- Sytuacja jest nietypowa, gdyż średnie dane o ilości opadów ani stan dużych rzek nie są niepokojące – mówił wojewoda Ryszard Masłowski. – Dramatycznie przedstawia się natomiast sytuacja wokół małych rzek, a nawet strumieni górskich. Tam powódź poczyniła większe straty niż osławiona wielka woda w roku ’97.
Kazimierz Krzowski, komendant wojewódzki PSP poinformował, że od poniedziałku wieczorem straż w województwie interweniowała w 1100 przypadkach. W walkę z powodzią zaangażowane jest 4 tys. strażaków i ponad 250 policjantów.
Zator odcięty od świata
Wczoraj do wieczora najdramatyczniej wyglądała sytuacja w powiatach nowosądeckim i tarnowskim, a także limanowskim, gorlickim, tatrzańskim i nowotarskim. Wieczorem ulewa rozszalała się nad Małopolską zachodnią, odcinając od świata miasteczko Zator i wyrządzając poważne straty w powiatach oświęcimskim i wadowickim.
Autor artykułu: MP, SŚ, MIR, KaK