Wisła przystąpiła do pierwszej finałowej potyczki Pucharu Ligi w mocno zmienionym składzie. Faktem niezaprzeczalnym jest, że te korekty w składzie wyraźnie Wiśle posłużyły. ZAGŁĘBIE Lubin – WISŁA Kraków 0:3 (0:2)
W bramce ponownie pojawił się Sarnat, szansę gry w całym spotkaniu dostali piłkarze niegdyś zdecydowanie częściej wykorzystywani dla potrzeb zespołu, a ostatnio przesiadujący na ławce, jak Niciński i Sosin, zagrali wreszcie Iheanacho i młody Nawotczyński.
Zmian sporo, po części wynikały one z faktu, że na zgrupowanie reprezentacji wyjechali Kałużny i Pater (pierwsza drużyna) oraz Głowacki (młodzieżowa). Niemniej trener Adam Nawałka zastrzegał się, że ten finał PL miał być generalną próbą przydatności dla Wisły dotychczasowych rezerwowych, stąd takie a nie inne ustawienie.
Faktem niezaprzeczalnym jest, że te korekty w składzie wyraźnie Wiśle posłużyły. Walorem Wisły były bowiem na boisku nie tylko umiejętności, z wykorzystaniem których różnie ostatnio bywało, ale także ogromna ambicja, by wszystko co się potrafi jak najlepiej ,sprzedać”. Mimo upału ta sztuka udała się każdemu z uczestników tego meczu, po stronie Wisły oczywiście.
Sosin podjął rywalizację z Czerwcem o miano najlepszego piłkarza tego spotkania i wyniki mieli podobne. Po jednym strzelonym golu i asyście. Ponadto Sosin znalazł sobie jeszcze kilka innych pozycji strzeleckich, w ataku unikał snobistycznej gry pod siebie, dostrzegając lepiej ustawionych partnerów.
Bramka Moskalewicza jest tego najlepszym przykładem. Z kolei gra Czerwca była dokładnie tym czego można sobie po piłkarzu tej klasy i z takim doświadczeniem obiecywać. A ukoronowaniem jego gry był gol o jakim marzy każdy klasowy piłkarz. Bramka z 73 min. godna była stadionów świata, chociaż sam Czerwiec skromnie przyznał, że taki strzał z woleja choć trudny, to jednak powinien się częściej w meczach ligowych, a nie tylko na treningach zdarzać.
Kilka świetnych interwencji Sarnata (przy jednym poważnym błędzie naprawionym przez Moskala), ambitna i pożyteczna dla zespołu gra Nicińskiego, to wszystko w sumie złożyło się na przekonywające zwycięstwo. Ale błędem byłoby rozumowanie, że wygrana jest zasługą tylko i wyłącznie tych piłkarzy, którzy wiosną lepiej zapoznali się z ławką rezerwowych niż murawą boisk. Wisła nie miała w sobotę słabych punktów, a bardzo mocni byli tacy zawodnicy jak Moskal, wprowadzony na niespełna 40 minut Frankowski, niewiele za nimi Baszczyński czy Kosowski. Zagłębie na tle wiślaków wypadło słabo i oby tak już było do końca sezonu, bo z tym zespołem przyjdzie ,Białej Gwieździe” potykać się w tym sezonie jeszcze dwukrotnie.
Bramki: Sosin 32, Moskalewicz 34 i Czerwiec 73 min. Sędziował G. Gilewski z Radomia. Żółte kartki: Grzybowski – Baszczyński, Czerwiec. Widzów 2 tys. Rewanż 3 czerwca w Krakowie.
ZAGŁĘBIE: Mioduszewski – Bubnowicz, Żuraw, Przerywacz – Krzyżanowski (70. Manuszewski) – Radżius, Piotrowski, Kowalski, Szewczyk – Grzybowski, Narwojsz (79. Osipowicz).
WISŁA: Sarnat – Nawotczyński, Moskal, Baszczyński – Iheanacho (66. Żurawski), Szymkowiak, Czerwiec, Niciński, Kosowski (84. Sunday) – Sosin, Moskalewicz (52. Frankowski).
Autor artykułu: JK