HUTNIK Kraków – ORLEN Płock 0:0. Sędziował P. Siedlecki ze Szczecina. Żółte kartki: Chmiest, Kostera – Woroniecki, Romuzga i Budka. Widzów 1,2 tys.
HUTNIK: Skórski – Powroźnik, Lewandowski, Szewczyk (24. Kostera) – Księżyc – Jasiak, Chmiest (64. Kołodziej), Bernas, Makuch – Białek, Lambo (81. Kępa).
ORLEN: Krupski – Pastuszka, Romuzga, Wojnecki – Sobolewski – Łobodziński (71. Szarnecki), Budka, Soczewka, Woroniecki (46. Maćkiewicz) – Iheanacho (25. Avaa), Geworgian.
Faworyzowany Orlen w pierwszych minutach zyskał przewagę w środku pola i po kilku akcjach ofensywnych inicjowanych głównie przez Budkę wydawało się, że trudno będzie Hutnikowi ustrzec się od straty gola. Nawet gdy od udanych interwencji zaczął swój występ bramkarz Skórski. Obrońcami Hutnika ,kręcili” Geworgian i Iheanacho, z głębi pola wspomagał gości w grze ofensywnej dobrze znający Hutnika Romuzga (w końcu się tu wychował).
Ale ten animusz zespołu z Płocka skończył się z chwilą przykrego wypadku jaki zdarzył się obrońcy Hutnika Szewczykowi oraz napastnikowi Orlenu, Iheanacho. Przy wyskoku do piłki onaj zderzyli się głowami i padli na murawę zalani krwią. Wyglądało to groźnie szczególnie w przypadku Szewczyka, który nie był w stanie opuścić boiska o własnych siłach. Obu piłkarzy ze stadionu wywiozła karetka na sygnale, ale jak później powiedział trener Władysław Łach, Szewczyk po założeniu szwów na rozbitą głowę powinien szybko dojść do siebie. A Iheanacho pojawił się na stadionie z powrotem jeszcze przed końcem spotkania.
Po tym wypadku do końca pierwszej połowy pewnie nic by się już nie działo, gdyby nie Księżyc. Defensywny pomocnik Hutnika kapitalnie uderzył z dystansu, ale Krupski zdołał piłkę odbić.
Po przerwie Hutnik grał zdecydowanie odważniej, co nie znaczy, że miał jakiś pomysł na ,rozbicie” solidnej obrony Orlenu z byłymi hutnikami, Romuzgą i Wojneckim w składzie. Brakowało dokładnych długich podań, które otwierałyby drogę do bramki Krupskiego. Szansą na gole mogły być w tej sytuacji strzały z dystansu bądź błędy defensywy rywala. Takie się zdarzyły, ale ani Lambo ani Makuch nie potrafili ich wykorzystać. A co do strzałów z dystansu, to zarówno po silnym uderzeniu Księżyca jak i technicznym strzale Makucha w ,okienko” Krupski pokazał, że zna swój fach wyśmienicie.
Hutnik meczu nie wygrał, ale w końcu przerwał passę ligowych porażek. I to w meczu, w którym z góry skazywano krakowian na przegraną. Oczywiście chciałoby się zwycięstwa, tym bardziej że sytuacje ku temu były, ale regularna dobra gra zespołu w końcu pewnie przyniesie zamierzone efekty. Tym bardziej, że te gole obiecuje Zakari Lambo…
Autor artykułu: Janusz KOZIOŁ