Przed świętami ,domowe zacisze” trzęsie się zwykle od sporów. Chodzi oczywiście o Wigilię, a dokładnie o ilość potraw, jaka powinna się znaleźć na wigilijnym stole. Siedem czy dwanaście? I czego nie wolno pominąć? Postanowiliśmy to sprawdzić, zasięgając języka u szefów kuchni najlepszych restauracji w regionie. W prezencie dla Czytelników mamy wigilijne przepisy, dotąd strzeżone przez mistrzów patelni.
Na pierwszy ogień poszedł Kraków, a w nim Hawełka-Tetmajerowska.
- Musowo dwanaście! – nie waha się ani chwili Robert Wojtoń, szef kuchni w Hawełce-Tetmajerowskiej. – Ale liczy się tak: barszcz osobno, a uszka osobno. Barszcz z uszkami to podstawa. Obok niego koniecznie musi pojawić się ryba, najlepiej karp. Może być po żydowsku albo w słodkawym szarym sosie. Ostatecznie panierowany, ale wtedy obowiązkowo z tartym chrzanem. Świeżym, nie ze słoiczka! Musi być także kapusta z grochem lub pierogi z kapustą i grzybami. Moja rodzina pochodzi z kresów, więc do zestawu obowiązkowego dodajemy też kutię albo kluski z makiem.
Z szefem Hawełki zgadza się szefowa nowotarskich restauracji Kupiecka i Ratuszowa, Elżbieta Pazdan:
- Dwanaście, nie ma o czym gadać! W naszym regionie nie może się obyć bez barszczu z uszkami. Niektórzy podają też barszcz z fasolą i zupę grzybową z łazankami. O karpiu też nie ma co dyskutować, bez niego Wigilia się nie liczy. Na stół powinna też wjechać kapusta z grochem, pierogi z kapustą, kluski z makiem i kasza z suszonymi śliwkami, duszona na maśle.
Miód na serce zwolenników siedmiu wigilijnych potraw leje za to Jacek Zych, szef kuchni w krakowskim Wentzlu.
- Nie ważne ile, ważne jakie i jak podane – uważa Jacek Zych. – U mnie w domu wieczerzę wigilijną przygotowuje mama. Tego dnia ja się do garnków nie mieszam. Mama jest mistrzynią pierożków, łazaneczek i barszczu. Wiadomo, że bez karpia się nie obejdzie. Jestem zwolennikiem tradycyjnej, panierowanej ryby. Do tego ziemniaczki, buraczki i chrzan. Proszę dodać kapustę, pierogi z grzybami, na deser makowiec – i będzie zestaw podstawowy jak malowanie.
Liczba potraw nie jest też sztywno określona na Podhalu.
- Teraz gotuje się więcej, ale dawniej Wigilie góralskie były skromne – mówi Jan Wojtanek, szef kuchni w słynnej zakopiańskiej restauracji Bąkowa Zohylina. – W biedniejszych chałupach i siedmiu potraw by się nie uzbierało. Była zupa grzybowa, albo tylko kwaśnica z grulami, hauski – góralskie kluski – z suszonymi śliwkami i ziemniaki z kapustą, nawet bez ryby. Wszystko gotowane jałowo, bez śmietany, bo przecież w Wigilię obowiązuje ścisły post. W bogatszych domach pojawiały się ryby i słodycze: kluski z makiem, drożdżowa babka, zawijaniec z marmoladą i makowiec. Dziś tradycje się wymieszały. Ja, kiedy mam czas na przygotowywanie wigilijnych potraw, wymyślam różne rybne dania. Ostatnio był to szczupak z kurkami w śmietanie i leszcz w galarecie z sosem cytrynowym.
Kutia Roberta Wojtonia z Hawełki
- Sparzony mak ucieram w makutrze z miodem. Dodaję do tego ugotowaną na szybko pszenicę i bakalie: rodzynki, orzechy, migdały, kandyzowane owoce, skórkę pomarańczową. Mieszam, i na koniec jeszcze trochę miodu. Niektórzy dają też śmietanę, ale ja nie. Taka kutia jest pyszna i bardzo syta. Nie da się zjeść więcej, niż kilka łyżek.
Szczupak z kurkami Jana Wojtanka z Bąkowej Zohyliny
- Szczupaka biorę w całości, czyszczę, nacinam od spodu, wyciągam wnętrzności i kręgosłup. Doprawiam solą, pieprzem, daję trochę masełka i skrapiam od środka sokiem z cytryny. Zawijam w folię – i na 20 minut do piekarnika nagrzanego na 180-200 stoponi. W tym czasie podsmażam na masełku cebulkę, dodaję kurki z zalewy albo mrożone, przyprawiam, smażę jeszcze chwilę i oprószam mąką. Potem można dodać trochę delikatnego wywaru, np. z kurczaka, albo od razu śmietanę kremówkę. Szczupaka można polać sosem, albo podawać osobno: rybę na półmisku, a grzybki w sosjerce.
Uszka Elżbiety Pazdan z Kupieckiej
- Daję do nich duszoną cebulkę i mieszane grzyby: podgrzybki, prawdziwki, borowiki. Przez godzinę trzeba je parzyć, żeby nabrały miękkości. Wywar, który zostanie, można dodać do barszczu – podniesie jego smak. Potem grzyby drobno siekamy, dodajemy cebulkę, sól, pieprz, wegetę – smak musi być wyrazisty. Żeby się farsz lepiej trzymał można dodać trochę jajka. Ciasto robimy takie, jak na pierogi, ale zamiast zwykłej wody lejemy do niego wrzątek, żeby było bardziej miękkie. Formowanie uszek to tajemnica każdej gospodyni. Ja wykrawam formę kieliszkiem do wódki, żeby były zgrabne i malutkie.
Autor artykułu: Marta PIĘTKA