Tylko godziny dzielą nas od zakończenia roku, a tym samym zamknięty zostanie okres transferowy w naszej hokejowej lidze na sezon 2000/2001. ,Szarotki” postanowiły w tym sezonie postawić na własnych wychowanków. Niemniej sternicy Podhala wielokrotnie zapewniali, że w grudniu dokonają spektakularnych transferów.
- Sięgniemy po zawodników z tej najwyższej półki – wielokrotnie powtarzał członek zarządu SSA Podhale, Wieńczysław Kowalski.
- Zdawaliśmy sobie sprawę – mówi Kowalski – że odmłodzenie wiąże się ze słabszymi wynikami w sezonie zasadniczym, ale dla nas najważniejszy jest play off. Myślimy o zakontraktowaniu dwóch-trzech wysokiej klasy graczy z zagranicy, którzy będą wzorami dla naszej młodzieży.
Trener ,Szarotek”, Andrzej Słowakiewicz po takich deklaracjach natychmiast przystąpił do akcji poszukiwania graczy zza Oceanu. Uruchomił swoje niemieckie kanały. Menedżerowie przysłali mu blisko 40 nazwisk zawodników, którzy grali, bądź ocierali się o NHL. Potem dokonał ich sprawdzenia. Oczywiście znowu ewentualnych nowych hokeistów podpatrywali zaufani ludzie ,Mąki”. Po sprawdzeniu zawodników, kierownictwu spółki przedstawił listę zawodników, których chciałby widzieć w swoim teamie. Obecnie z tej listy dwa nazwiska są już nieaktualne. Burke Murphy i Johen Lelly znaleźli już zatrudnienie w niemieckiej DEL. Czy ,Szarotki” zdąża z zatrudnieniem pozostałych? Tym bardziej, iż stolicę Podhala coraz częściej odwiedzają Kanadyjczycy ze… wschodu. próbowali już sił Ukrainiec Jewgienij Katanec oraz dwaj Białorusini: Aleksander Zarudnyj i Wiktor Szaryton. Trener Słowakiewicz już po kilku treningach odesłał ich do domu.
- To są zawodnicy do nauki, a ja takich w zespole mam na pęczki. Potrzebuję graczy, którzy pomogą podciągnąć tą drużynę i czegoś nowego ją nauczyć – twierdził. Obecnie wokół Podhala krąży kolejny ,innostraniec”, który już w ubiegłym sezonie przywlekał koszulkę z szarotką na piersi, Siergiej Witer.
- To kwestia kilku godzin, gdy podejmiemy decyzję, w którym kierunku pójdziemy – mówi Wieńczysław Kowalski. – To co wydarzyło się w Unią Oświęcim daje asumpt do tego, by problem Kanadyjczyków głębiej przemyśleć. Zatrudnienie Kanadyjczyków ze względów organizacyjnych nie jest łatwe, ale zawsze jest taki los pionierów. Na pewno łatwiej pracuje się z graczami ze wschodu. Łatwiej się z nimi komunikuje, ale raczej do nich już nie wrócimy.
- Jeżeli Kanadyjczycy nie dotrą do Nowego Targu, to o co Podhale będzie walczyć w play off?
- Po wstrząsach jakie nas dotknęły z różnych stron nie stawiamy sobie zbyt wysoko poprzeczki. Nasze oczekiwania są mniej więcej takie jak obecne miejsce w tabeli. Czyli gdzieś w granicach 6-7 miejsca.
- Play off rządzi się innymi prawami. Czy uważa pan, że tak młody zespół wytrzyma psychicznie presje play off i zdoła uratować dla Nowego Targu ekstraklasę?
- To jest problem, który spędza nam sen z powiek. Jesteśmy jednak dobrej myśli.
Nadal jednak w Nowym Targu trwa dyskusja po tym, jak zawodnicy nie wyszli na ostatni w tym roku mecz z Unią Oświęcim.
- Nie ukrywamy, że mamy zaległości finansowe w stosunku do graczy – przyznał Wieńczysław Kowalski. – Z różnych przyczyn pracujemy na styku. Informowaliśmy zawodników o opóźnieniach. Do nich to nie dotarło. Uważam, że zawodnicy nie powinni narzekać, tylko grać!
W miniony piątek kibice byli ogromnie zawiedzeni. Dość długo blokowali przejazd i autokar Unii nie mógł wyjechać spod lodowiska. Jak zwykle w takich sprawach wśród kibiców były zdania podzielone. Jedni murem stali za zawodnikami, twierdząc, iż jest to zalążek tworzenia się drużyny z charakterem, która wie czego chce. Inni mieli za złe zawodnikom, że ich przedstawiciel nie wyszedł do nich i nie poinformował ich o konflikcie.
Podczas uroczystości opłatkowych w restauracji ,Kaprys” wspominano nie tylko miniony rok, ale również stare dobre lata Podhala. Życzono sobie, by następny rok był lepszy od mijającego. Chciano uniknąć rozmów na temat nierozegranego spotkania z oświęcimską Unią, ale temat ten wracał jak bumerang.
- Czas pokaże czy był to słuszny krok – skwitował krótko kapitan, a zarazem asystent trenera, Jacek Szopiński.
Autor artykułu: Stefan LEŚNIOWSKI