Archive for November, 2000

Rozbrajali niewypał wiertarką

Monday, November 20th, 2000

Dwóch młodych mężczyzn doznało ciężkich obrażeń na skutek wybuchu niewypału artyleryjskiego, który usiłowali rozbroić przy pomocy wiertarki.

W piątkowy wieczór w miejscowości Zalesie Golczowskie (powiat Olkusz) wieczorną ciszę przerwał huk eksplozji w garażu przy jednej z prywatnych posesji. Zgromadzeni na miejscu sąsiedzi wezwali pogotowie do dwóch ciężko rannych mężczyzn. Tuż za karetkami na miejce zdarzenia przybyła Straż Pożarna powiadomiona o wybuchu butli zawierającej popan – butan.

Dopiero po bliższych oględzinach okazało się, że prawdziwą przyczyną wypadku był przechowywany w pomieszczeniach garażowych niewybuch artyleryjski, oraz bezmyślność policjanta i towarzaszącego mu znajomego, którzy usiłowali rozbroić pocisk przy pomocy wiertarki. Obaj mieli wyjątkowe szczęście, że przeżyli wybuch w niewielkim, zamkniętym pomieszczeniu.

Natychmiast przetransportowano ich do szpitali w Sosnowcu i Krakowie. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

O szczęściu mogą mówić też okoliczni mieszkańcy. Obszar eksplozji był niewielki, gdyż wybuchł tylko zapalnik a nie cały pocisk. Materiał wybuchowy znajdujący się wewnątrz niewypału był w stanie zniszczyć kilka najbliższych domostw.

Najprawdopodobniej pocisk pochodzi z obszaru niedalekiej Pustyni Błędowskiej, która do niedawna służyła żołnierzom jako poligon ćwiczebny. Co jakiś czas na tym obszarze znajdowane są mniej lub bardziej groźne pozostałości po manewrach.

Autor artykułu: ar

Śląsk żąda głowy Nowaka

Monday, November 20th, 2000

Trwa zmasowany nacisk na rząd ze strony tzw. lobby śląskiego, aby nie dopuścił do kontrolowanej upadłości Huty Katowice. Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, na czele lobby obrony Katowic stoi Marian Krzaklewski i wojewoda Marek Kempski. W piątek zgromadzeni w Hucie Katowice związkowcy żądali odwołania wiceministra gospodarki Edwarda Nowaka.

W opinii związkowców wiceminister Edward Nowak uchodzi za jedynego winnego katastrofalnej sytuacji, w jakiej znalazła się Huta Katowice. Prasa śląska cytuje wypowiedź jednego ze związkowców: nasz Emilek nigdy by do tego nie dopuścił (chodzi o poprzedniego ministra skarbu Emila Wąsacza, który wcześniej był dyrektorem Huty Katowice).

W jaki sposób minister Nowak, który pełni swój urząd od września, mógł doprowadzić do katastrofy największą polską hutę, związkowcy milczą.
Śląsk raz jeszcze zaimponował sprawnością politycznej organizacji. Rząd premiera Buzka znalazł się pod zmasowanym naciskiem parlamentarzystów i samorządowców śląskich reprezentujących wszystkie kierunki polityczne, którzy ze sprawy Huty Katowice czynią priorytetową sprawę państwa.

Według oświadczeń resortów: skarbu i gospodarki, państwo udzieli wsparcia Katowicom, przy czym nie będzie ono polegało na dokapitalizowaniu, przejęciu długów, czy restrukturyzacji poprzez kontrolowaną upadłość.
Na czym ma więc polegać pomoc państwa – na razie nie wiadomo, bowiem jedynym pewnym faktem jest powołanie przez rząd zespołu kryzysowego.

Tymczasem nad Hutą Katowice zawisło nowe niebezpieczeństwo: ze względu na notoryczne niepłacenie rachunków grozi jej odcięcie dostaw gazu.

Autor artykułu: jp

Rehabilitacja szkoły krakowskiej

Thursday, November 16th, 2000

W związku z osiągnięciem przez piłkarzy Wisły dogodnej pozycji wyjściowej w rywalizacji o przyszłoroczny tytuł mistrza kraju, rozliczni komentatorzy szukają przyczyn przewag wiślaków. Jeden z analityków rozczulił mnie prostotą konstatacji. Daje w niej do zrozumienia, że skuteczna gra ,Białej Gwiazdy” to efekt porzucenia tak zwanej krakowskiej szkoły uprawiania futbolu! Konia z rzędem temu, który tak naprawdę wie, czym w istocie wyróżniała się in plus i in minus szkoła krakowska. Jest raczej zbiorem luźnych dywagacji publicystów najczęściej warszawskich, którzy na przestrzeni dziejów polskiego futbolu, ukuli ten termin. Ciekawe, że powoływany on był do istnienia medialnego zawsze wtedy, gdy ligowe ekipy krakowskie, czy Wisła, Cracovia, Hutnik, Garbarnia, czy Wawel (incydentalnie Tarnowia, Jutrzenka i Podgórze), przeżywały kryzys. Bredzono wówczas o anachronicznej taktyce, nadmiernej skłonności do gry kombinacyjnej na małej przestrzeni, indolencji strzeleckiej, niedostatecznej dynamice akcji zaczepnych. Jako antytezę takich przymiotów powoływano kategorie szkoły śląskiej, także warszawskiej, stanowiących wedle tego stereotypu uosobienie futbolu nowoczesnego.

Mizeria tej ,krakauerschule” brała się z grzechu pierworodnego piłki krakowskiej. Jej piłkarze i drużyny czasu heroicznego jako poddani monarchii austrowęgierskiej przyjmowali wzory metodyczne i taktyczno-taktyczne płynące z Wiednia, Pragi i Budapesztu. Tak im ten kierunek wszedł w krew, że po dziś dzień, trudno uwolnić się od historycznego nawyku. Prawda i nieprawda zarazemÉ Jest faktem, że futbol podwawelski długo pozierał na to, co z futbolówką wyczyniają gracze Rapidu, Vienny, Admiry, Sparty, Slavii, Ferencsvarosu czy MTK. Trudno było go za to atakować, ponieważ w tych klubach przez trzy dekady koncertowało się wszystko co najlepsze w światowej piłce.

Bez względu na to, jak i kiedy z biegiem lat, z biegiem dni ewoluowały światowe centra piłkarskie, czy mieściły się na Węgrzech, Anglii, Argentynie, w Niemczech, Holandii czy we Włoszech, krakowski zaścianek niezmiennie stawiał na priorytet techniki. Ten akcent dominował zawsze i jeśli już koniecznie chcemy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dziś Wisła przebija krajową konkurencję, to właśnie dbałością o techniczno-estetyczny wyraz gry. I chociaż raczej ustępuje warszawskiej Polonii ostrością gry defensywniej, Ruchowi i Górnikowi nieozdobną prostotą konstruowania działań ofensywnych, Legii i Widzewowi elementami walki i przymiotami motorycznymi, priorytet techniki zdaje się popłacać. Sprawa staje się mniej akademicka, gdy postawimy obok siebie Frankowskiego i Mięciela, a Bogdana Zająca przy KaliszanieÉ

Imperatyw bezwzględnego stawiania na technikę uzmysłowiły całej polskiej piłce cztery pojedynki pucharowe Wisły z ekipami zza Pirenejów. Zarówno Saragossa, jak i Porto ujawniły z całą mocą, że motorem i dźwignią postępu jest i będzie suma przyrostu umiejętności w zakresie indywidualnego panowania nad futbolówką! Jakiejkolwiek taktyki by nie przyjąć, i z żelazną konsekwencją ją realizować, zawsze o efektywności zadecyduje improwizacja w grze 1:1. A wielka improwizacja, to nie futbolowa wersja ,dziadów”, jeno umiejętność uwolnienia się od kryjącego przeciwnika za pomocą nieskończenie wszechstronnych gresów, tricków, zawodów, stanowiących clou technicznego wtajemniczenia. Kryjący pressingiem na 3/4 boiska Portugalczycy wiedzieli, że wiślakom nie starczy umiejętności do wygrywania pojedynków bezpośrednich, twarz w twarz. Mogli więc bez większego ryzyka grać literalnie kontaktowo, stosować flesze i wślizgi bez obawy. Tak więc nie brak ambicji, odwagi, czy szybkości postawił Wisłę w sytuacji pewnej porażki, ale właśnie luki w technice wyższej, europejskiej generacji. Nad jej doskonaleniem trudzić się musi Orest Lenczyk, jeśli chce w roku przyszłym zrobić parę sztychów w eliminacjach Ligi Mistrzów. Mówię Lenczyk, a wyzwanie dotyczy wszystkich polskich szkoleniowców, a także samych zawodników, ciągle za mało doceniających znaczenie ćwiczeń indywidualnych, samodoskonalenia. W tym kontekście uznawanie szkoły krakowskiej, preferującej nadmierną dbałość o artyzm, dochodzenie do mistrzostwa w sztuce opanowania piłki, za anachronizm, jest postulatem fałszywym. Podobnie jak traktowanie warszawskiej proweniencji prezesa SSA Wisła Bogdana Basałaja, jako zaczynu grzebania kanonów szkoły krakowskiejÉ

Autor artykułu: Ryszard Niemiec

Marzenia o sukcesach

Thursday, November 16th, 2000

Uroczystą akademią w Teatrze im. Juliusza Słowackiego kończą się w najbliższą niedzielę obchody 80 lecia Polskiego Związku Narciarskiego. Z tej okazji prezes PZN, Paweł Włodarczyk, zaprosił dziennikarzy na konferencję prasową poświęconą nie tyle jubileuszowi, co aktualnej kondycji polskiego narciarstwa.

Polskie narciarstwo klasyczne i alpejskie tylko sporadycznie mogło pochwalić się wynikami na skalę światową. Złoty medal olimpijski Wojciecha Fortuny, mistrzostwo świata Józefa Łuszczka, to już zamierzchła przeszłość. W ostatnich latach pozostawało tylko żyć nadzieją, że w naszych sportach zimowych pojawi się wielki talent, który podbije świat. Kandydatów nigdy nie brakowało – obecnie są nimi skoczek Adam Małysz i alpejczyk Andrzej Bachleda jr – ale jak dotąd nadzieje z nimi związane się nie spełniają.

- Na pewno Andrzej Bachleda piątym miejscem w klasyfikacji slalomu PŚ potwierdził swój ogromny talent – mówi prezes Paweł Włodarczyk. – Myślę, że i w tym sezonie sprawi miłe niespodzianki. Uważam, że polskie narciarstwo alpejskie w ogóle jest na fali wznoszącej, a świadczą o tym postępy nie tylko Bachledy, ale i Kałwy, Krzyżyńskiej czy Tańczak. Jest jeszcze silna grupa młodzieży z Podgórnym, Kaczmarkiem i Klimek. Postaramy się, by na mistrzostwa świata pojechały dwie zawodniczki i dwóch zawodników. W narciarstwie klasycznym na pewno można wiązać nadzieje ze skoczkami, natomiast nad odbudową biegów będziemy musieli ciężko popracować.

Trudno jednak dziwić się tej mizerii, skoro PZN wydał w narciarstwie klasycznym i alpejskim zaledwie 890 licencji dla seniorów, juniorów i juniorów młodszych. Nadzieja w obecnych dzieciach, których w 240 Uczniowskich Klubach Sportowych zrzeszonych jest około 2 tys.

O ile wielkich wyników w sportach zimowych nie osiągamy, to można pochwalić się rozbudową bazy na miarę organizacji dużych zawodów międzynarodowych.

- Po kontroli tras biegowych w Karkonoszach, przedstawiciele FIS namawiali nas, by starać się o organizację zawodów PŚ w Jakuszycach. Licencje FIS otrzymał nie tylko ten obiekt, ale również te w Szklarskiej Porębie i Karpaczu. Niemal na sto procent pewne jest, że w styczniu 2002 r powraca do Zakopanego PŚ w skokach. Jest szansa na organizację zawodów PŚ w kombinacji – mówi P. Włodarczyk.

Oczywiście trudno o te wyniki sportowe, gdy brak pieniędzy na rozwój sportów zimowych. PZN szuka sponsorów i obecnie z tych wpłat sponsorskich pokrywa się już ponad 30 procent swoich wydatków. Przy okazji wczorajszego spotkania zaprezentowało się włoskie stowarzyszenie hoteli i stacji narciarskich Cooraltur z Lombardii. Przygotowywan jest umowa pomiędzy tą firmą i PZN, na mocy której nasi sportowcy będą mogli nieodpłatnie trenować i mieszkać w tamtejszych kurortach. Prezydent Cooraltur Felice Spampatti i Demetrio Tomasoni prezentowali uroki Lombardii oczywiście nie tylko z myślą o zabezpieczeniu przyszłości polskim sportowcom, ale i z nadzieją, że uda im się ten region wypromować wśród polskich turystów.

Przy okazji spotkania odbyła się promocja książki dr Haliny Zdebskiej ,Mistrzowie nart”. Recenzje z tej książki zamieścimy wkrótce na naszych łamach.

Na zdjęciu Adam Małysz

Autor artykułu: JK

Medal sieciom

Thursday, November 16th, 2000

Jakość energii elektrycznej oraz jej efektywne użytkowanie to główne tematy seminariów towarzyszących V. Targom Elektro-Energy w Krakowie. Jak co roku, przyznano medal prezesa Stowarzyszenia Elektryków Polskich – otrzymał go Zakład Wykonawstwa Sieci Elektrycznych z Krakowa za rozdzielnicę średniego napięcia o doskonałych parametrach i małych gabarytach. Medal odebrał dyr. Stanisław Górka.

W Centrum Targowym krakowskiej Chemobudowy swą ofertę przedstawiło 40 firm z całej Polski. Prezentowały one aparaturę elektrotechniczą i elektroniczną, systemy sterowania, nowoczesne kable i złącza, systemy alarmowe i oświetleniowe. Przedstawiło się nawet biuro rzecznika patentowego. Za najbardziej atrakcyjną ekspozycję wyróżniono m.in. krakowski Prefamel. Targom towarzyszyła II wystawa Techniki Satelitarnej SAT KRAK, prezentująca m.in. systemy telewizji cyfrowej urządzenia i systemy transmisji.

Autor artykułu: rtk

Przede wszystkim zagrać

Wednesday, November 15th, 2000

Jeśli Olgierd Moskalewicz zagra dzisiaj przeciwko Islandii, to będzie to dla niego oficjalny debiut w reprezentacji Polski. Wcześniej bowiem ,Olo” już w orbicie zainteresować selekcjonerów był. Zaliczył nawet tournee po Kolumbii, ale tam reprezentacja akurat oficjalnych spotkań nie grała. Moskalewicz czeka zatem na ten prawdziwy, pierwszy mecz w reprezentacji.

Zawodnika zastaliśmy, gdy po kolacji odpoczywał w hotelowym pokoju, który dzieli z innym wiślakiem, Tomaszem Frankowskim. Spytaliśmy jak został przyjęty w zespole narodowym?

- Bardzo dobrze. Nie było problemów, bowiem większość chłopaków znam bardzo dobrze z ligowych boisk. Nawet tych, którzy teraz grają już w klubach zagranicznych.

- Czy samo powołanie było dla Ciebie zaskoczeniem?

- Nie nazwałbym tego w ten sposób. Każdy zawodnik marzy o występie w reprezentacji swojego kraju. Jeśli gra się w takim klubie jak Wisła, to stale trzeba być na to przygotowanym. Nie ukrywam, że liczyłem, że kiedyś to powołanie przyjdzie. Cieszę się, że się doczekałem.

- Jak długi pobyt na boisku będzie Cię satysfakcjonował podczas meczu z Islandią?

- Trudno powiedzieć. Kiedy się debiutuje w kadrze, to chce się przede wszystkim zagrać, a ja przecież jeszcze nie wiem czy w ogóle na boisko wyjdę. Gdy już jednak się na nim pojawię to będę chciał zaprezentować się jak najlepiej. A gdyby jeszcze udało się strzelić bramkę to byłoby cudownie.

Autor artykułu: bk

HUTNIK: wbrew złym prognozom

Wednesday, November 15th, 2000

Po degradacji z II ligi krakowskiemu Hutnikowi przepowiadano rychły upadek. Odejście bodaj 10 zawodników z kadry zespołu, w tym wiodących piłkarzy Prokopa i Wasilewskiego, zdawało się te złe prognozy potwierdzać. Hutnik z całą gromadą własnych wychowanków nie miał prawa podnieść się z upadku. Ale wszelkie prawa są po to, by je łamać. I zespół Jerzego Kowalika tego dokonał zdobywając tytuł mistrza jesieni z przewagą 5 pkt. nad wiceliderem Pogonią Staszów i 7 pkt. nad trzecią w tabeli Cracovią.

- Tak, ten tytuł mistrza jesieni jest dla mnie i zespołu podniesieniem się z dna – mówi Jerzy Kowalik. – Po spadku z II ligi wydawało się, że zespół nie będzie w stanie odbudować psychiki, a i jego wartość sportowa zmalała, gdy odeszło kilku doświadczonych piłkarzy. Takie przepowiednie wobec drużyn zdegradowanych nie są bezpodstawne, widać to po zespołach, które podzieliły nasz los. Okazuje się, że tylko Hutnik się nie poddał i walczy o awans. To miłe.

- Mistrzostwo jesieni, to bardzo dużo. Ale droga do awansu ciągle jest daleka.

- Zdaję sobie z tego sprawę, myślę, że podobnie patrzą na sprawę działacze. Gdyby przed rozgrywkami ktoś dawał nam ten dorobek co mamy i taką przewagę nad konkurentami, to bralibyśmy to w ciemno. Teraz już nie można żyć tym co się zrobiło, ale myśleć o przyszłości, bo tylko wówczas ten awans może stać się realny. Drużyna jest nie zmanierowana, ambitna, ale mało doświadczona. I dlatego konieczne jest sprowadzenie do niej doświadczonych piłkarzy na pozycje obrońcy kryjącego i pomocnika, który będzie w stanie grę poprowadzić. Brak Prokopa i Wasilewskiego jest bardzo widoczny, ale nawet teraz przydałby się nam Nowak czy Lacabidze. Każdy kto zna ten zespół wie, że brak doświadczenia jest naszym największym mankamentem.

- Kto powinien ten zespół uzupełnić?

- To już raczej nie jest moja rola, by o transferach decydować. Złożyłem rezygnację z pracy z ostatnim dniem grudnia, na 99 procent jest to decyzja nieodwołalna. Jeszcze 16 grudnia Zarząd Hutnika ma wysłuchać mojego sprawozdania z naszych jesiennych dokonań, wtedy będą rozmowy z prezesem. Mało jednak prawdopodbne jest, by cokolwiek mogło wpłynąć na zmianę mojej decyzji. Jeżeli więc padają pytania o to, kto ma Hutnika wzmocnić, to dopóki nie ma mojego następcy, listę transferową dzierży w ręku prezes Popiołek.

- Proszę o ocenę tego co Hutnik ma już za sobą. Jaka to była jesień dla krakowskiej drużyny?

- Jesień była dobra, lepsza niż przewidywano. Zespół, mimo że prezentował zróżnicowaną formę, zdołał wypracować przewagę nad rywalami w walce o awans. I wszyscy, którzy w kadrze byli na ten sukces zapracowali.

- Jak wyglądały poszczególne formacje?

- Mamy dwóch wyrównanych bramkarzy. Początkowo bronił Kwedyczenko, ale po wpadce w meczu z Polonią Przemyśl między słupkami stanął Skórski i już do końca sezonu obronił się na tej pozycji. W obronie uporządkował grę Orzeszek, nasza młodzież ma się od kogo uczyć seniorskiej piłki. W ogóle najlepszym piłkarzem zespołu moim zdaniem był Łatka, który grał bądź to w obronie, bądź w pomocy. Duże postępy zrobił Kostera. W pomocy najrówniejszy był Makuch, na lewej stronie w końcówce rundy pokazał się Szewczyk. W środku pomocy grali Przytuła, Bernas i Przała, każdy z nich wniósł coś cennego do gry Hutnika. Myślę, że gdy Przała przepracuje normalnie zimę, to będzie piłkarzem wiodącym w zespole. I wreszcie atak, gdyby trójka Białek, Chmiest i Jasiak była zdrowa, to atak mamy rzeczywiście najlepszy. Niestety kontuzje i choroby nie pozwalały na to, by móc z każdego z nich korzystać. Może wiosną takiego dyskomfortu Hutnik już nie będzie miał.

- Nie szkoda opuszczać zespołu, który zrobił tak duży krok do awansu?

- Szkoda, bo wykonaliśmy wspólnie rzeczywiście kawał dobrej roboty.

Autor artykułu: Janusz KOZIOŁ

Krakowianie powitają nowy wiek po polsku

Wednesday, November 15th, 2000

Krakowianie coraz rzadziej decydują się na sylwestrowy wyjazd zagraniczny. Oferty – owszem – są kuszące, jednak nie na dzisiejszą kieszeń. Lampka szampana na Wyspie Bali to wielki luksus.<p>
- Zastój – pracownicy biur podróży są zgodni. W ubiegłych latach w połowie listopada trudno było o miejsce na jakiejkolwiek zagranicznej wycieczce. Na dzień dzisiejszy bogata sylwestrowa oferta jest wykorzystana zaledwie w 15 proc.<p>
- W ubiegłym roku w tym czasie o każde wolne miejsce była walka. To było szaleństwo – wspomina Elżbieta Baran, pracowniczka biura podróży Skarpa. – W tym roku zainteresowanie jest niewielkie, mimo rozległego wachlarza propozycji. <p>
Im więcej ofert, tym mniej chętnych. Zdanie to potwierdza większość biur i agencji organizujących wyjazdy sylwestrowe za granicę kraju. <p>
- Jak najniższa cena, dobre warunki, krótko (ograniczony urlop, obowiązek pełnej dyspozycyjności w pracy), atrakcyjne tereny, to najczęstsze wymagania klientów – wymieniają w Kolturze. – A to trudno pogodzić. Egzotyczne tereny wykluczają cenę dostępną przeciętnej kieszeni.<p>

W tym roku Słowacja cieszy się największym powodzeniem. Jedne z niższych cen, dogodne warunki narciarskie i dobry dojazd kuszą zwolenników białego szaleństwa. Cena za kilkudniowy pobyt waha się od 660 zł do 1 tys. Atrakcyjna tego roku może być i Chorwacja. W ofercie Skarpy, w cenie 1 tys. 50 zł są bowiem aż dwa bale: sylwestrowy i noworoczny (witający nowy wiek). Zwolenników leniuchowania kusi Sylwester w basenach termicznych (Węgry), bądź wyjazd bliżej równika.<p>
- Hiszpania i Grecja wciąż są dla nas egzotyczne, dlatego często krakowianie wybierają te kraje na powitanie nowego roku – informują w Eko-Tourists. – W tym roku w Paryżu bawić się można na ulicach, bądź wyjechać na wieżę Eiffla (za 920 zł). <p>
Izrael, Indie, Chiny, Meksyk, Tajlandia, RPA, Kenia, Brazylia dostępna od 1 tys. 600 do 3 tys. dolarów kuszą nielicznych.<p>
- Ceny odstraszają – informują w Orbisie. – Egzotyczny Sylwester na wyspach Bali za 2 tys. 500 – to luksus. Więcej osób wybierze swojski bal, dostępny ich kieszeniom.<p>
Turystyczne porównanie ubiegłych lat, szczególnie zaś roku 1999 z bieżącym – wypada mdło. – Krakowianie nigdy nie byli rozrzutni, a teraz po prostu nie mają pieniędzy na wyjazdy i wycieczki. Zagraniczny sylwester jest luksusem na nieliczne kieszenie. Dzwonią, pytają, informują się, rzadko jednak przychodzą po bilet – twierdzą.

Autor artykułu: kach

Małolaty pod sąd?

Tuesday, November 14th, 2000

Wczoraj w Tarnowie, po raz pierwszy w Polsce, zaprezentowany został, przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości, projekt zmian ustaw: Kodeks karny, Kodeks postępowania karnego i Kodeks karny wykonawczy. Tarnów został doceniony w ten sposób za akcję zbierania podpisów pod petycją do ministerstwa o zaostrzenie kar dla przestępców.

- Są to materiały przekazane mi przez ministra Lecha Kaczyńskiego, aby zaprezentować je w Tarnowie. Nie zostały jeszcze przesłane parlamentowi- wyjaśnia inicjator akcji zbierania podpisów poseł Grzegorz Cygonik.

Projekt obejmuje 441 zmian i poprawek do ustaw. Prawie połowa dotyczy zaostrzenia kar dla przestępców. Są też poprawki na nowo normujące postępowania sądów i prokuratur wobec przestępców oraz 160 zmian dotyczących egzekwowania kar wobec skazanych i więźniów.

Ministerstwo proponuje

m. in., aby nieletni po ukończeniu 15 lat mogli odpowiadać karnie przed sądem za wszystkie zbrodnie. Kierowcy, którzy pod wpływem alkoholu spowodują wypadek, w myśl poprawek mogą zostać pozbawieni dożywotnio prawa jazdy.

Proponuje się zaostrzenie kar wobec tzw. środków psychomanipulacyjnych (sekty) oraz wobec nagminnych kradzieży kieszonkowych. W dokumencie pojawiły się przepisy do zwalczania tzw. piramid finansowych oraz objęcie zakresem kryminalizacji umyślnego doprowadzenia do upadłości bądź niewypłacalności. Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje też rozszerzenie zasad stosowania tzw. aresztu tymczasowego oraz zaostrzenie rygorów odpowiedzialności karnej w przypadku samowolnych oddaleń żołnierzy z jednostki wojskowej. W projekcie zmian znalazły się też przepisy umożliwiające lepszą i skuteczniejszą izolację od społeczeństwa wielokrotnych przestępców – będą oni mieli ograniczone prawo do korzystania z warunkowego zwolnienia. Proponuje się też zwiększenia dolnego progu ustawowego zagrożonego karą w przypadku recydywy wielokrotnej. W tym wypadku kolejne naruszenia prawa przybierać będą postać poważnych przestępstw.

- Są to zmiany rewolucyjne, a do tego proponuje się zastosowanie uproszczonego trybu postępowania w sądach wobec podejrzanych. Gdyby udało się te zmiany przeforsować, to budżet państwa zyska ponad 8 mln zł., przede wszystkim na szybkim zakończaniu spraw. Do tej pory ciągnęły się one nieraz latami – twierdzi poseł Cygonik.

Autor artykułu: KF

Układanka

Tuesday, November 14th, 2000

Prezes warszawskiej Legii Janusz Lach zapowiedział: jeśli wygramy trzy ostatnie mecze, z Amiką w lidze, Śląskiem w Pucharze Polski i wyeliminujemy Wisłę w Pucharze Ligi, trener Smuda zostanie w Legii. Jako że istnieją warunki pozostawienia Franciszka Smudy u sterów Legii, liczyć się trzeba z tym, że mogą one nie zostać spełnione.

Odejście Smudy mogłoby oznaczać, że do Warszawy przeprowadzi się były gracz tego klubu, a obecnie trener Amiki Wronki, Stefan Majewski. Tego we Wronkach ma zastąpić Janusz Wójcik, co gwarantuje dyrektor sportowy Amiki i przyjaciel Wójcika zarazem, Paweł Janas. Dariusz Wdowczyk złożył w sobotę rezygnację z pracy przy ul. Konwiktorskiej i raczej nie musi martwić się o nową posadę, bo skoro nie zdecydował się na powrót do Polski Henryk Kasperczak, to właśnie Wdowczyk zostanie trenerem Orlenu Płock. Z kolei jego w Polonii ma zastąpić Mirosław Jabłoński, co spowoduje, że w Zagłębiu Lubin powstaje szansa bądź to dla młodego trenera, który będzie chciał w polskiej ekstraklasie zabłysnąć, bądź też na arenę powróci jakiś stary zgred, wcześniej z tej trenerskiej karuzeli wyimpasowany. Albin Mikulski po dymisji w Orlenie przygotowuje się do przeprowadzki do Katowic, w Radzionkowie i Zabrzu – na razie w roli konsultantów – występują Jan Żurek i Antoni Piechniczek. W Stomilu Olsztyn powrócił na stare śmieci Józef Łobocki, a w Śląsku Wrocław i Ruchu Chorzów kombinują jak tu delikatnie się pozbyć szkoleniowców, z którymi umowy o pracę się podpisało.

Z tej wyliczanki, w której rzeczywistość miesza się z plotkami, wynika że najbardziej nienormalny świat w polskim futbolu to właśnie świat trenerów. Stworzyli go sobie po części sami szkoleniowcy, ale ci pewnie pazurami broniliby swoich posad, gdyby nie jedynie słuszne racje prezesów. Stąd może bardziej niż przymiarki do zmian trenerów zainteresowało mnie oświadczenie prezesa Krzysztofa Gawłowskiego z Orlenu Płock, że na własną prośbę (?) traci swoją posadę. Z jakiej przyczyny? Bo krytykowali go kibice i dziennikarze! Jakże mało odporny psychicznie okazał się prezes, który jeszcze do soboty był postrachem swoich podwładnych. Tasował piłkarzami – kupował ich na pęczki, po czym wyrzucał, bo w końcu nie płacił ze swojej kieszeni – i zmieniał trenerów niczym rękawiczki, przy czym z długiej listy przez niego zwolnionych tylko o pogonienie Kasalika nie można mieć do niego pretensji. Gawłowski mówił ,dajemy pieniądze i wymagamy”. Rzeczywiście, pieniądze nie tyle dawał, co rozdawał, bo nie były jego. A że Orlen znany jest na polskim rynku jako jedna z najbardziej rozrzutnych firm – tak oceniono działania koncernu związane z promocją jego nowego wizerunku – to i Gawłowski miał się dobrze, nikt mu na ręce nie patrzył. No może poza użytkownikami samochodów, którzy nigdy nie pojmą kolejnych komunikatów o zwyżce cen paliw w Polsce w związku z sytuacją na rynkach światowych. Gdy cena baryłki na świecie spadała, to w Orlenie ceny paliw wzrastały, a drużyna piłkarska i tak dostawała baty. Żeby te zależności wykorzystać z pożytkiem dla siebie, zmotoryzowani powinni zacząć kibicować Orlenowi. Byłby to największy klub kibica nie tylko w polskim futbolu. No cóż, gdyby Gawłowski pojął sens tych zależności, to może nie musiałby zmieniać roboty.

Autor artykułu: Janusz KOZIOŁ