Archive for October, 2000

W Dębicy bandyci zakatowali wędkarza

Tuesday, October 24th, 2000

Wędkarz, który odmówił oddania bandytom 5 złotych, został zakatowany na śmierć przez pięciu mieszkańców Dębicy. Tragedia rozegrała się w tym mieście nad Wisłoką.

Do kilku wędkarzy podeszło pięciu młodych ludzi. Napastnicy byli pijani. Zażądali pieniędzy. Ponieważ wędkarze odmówili, bandyci zaczęli ich bić. Jeden z napadniętych został pobity tak dotkliwie, że zmarł w miejscu, gdzie pięciu bandytów napadło na wędkujących. Zabrali mu pięć złotych. Brakowało im na wódkęÉ Dwaj inni wędkarze zostali dotkliwie pobici. Po bójce pijana banda uciekła z miejsca napadu.

- Spokojnie łowiliśmy ryby. Wtedy podeszło tych pięciu drani. Znałem ich z widzenia. Zażądali pieniędzy. Kiedy im odmówiliśmy, zaczęli nas okładać czym popadnie, byli rozwścieczeni, zachowywali się jak bestie – mówi jeden z pobitych mężczyzn. – Nam udało się jakoś z tego ujść, nasz kolega pozostał tam, nad Wisłoką. Potem dowiedzieliśmy się, że zmarł, bo tak mocno go pobili.

Ofiarą śmiertelnego pobicia jest 41-letni mieszkaniec osiedla Słonecznego w Dębicy. Pozostawił żonę i czwórkę dzieci.

- Najmłodsze ma niecałe trzy latka. Biedne dziecko, pewnie nie zapamięta ojca – mówią zbulwersowani bestialskim mordem mieszkańcy Dębicy.

Miejscowej policji szybko udało się ustalić personalia morderców.
- Tuż po zabójstwie zatrzymaliśmy czterech podejrzanych. Piąty został zatrzymany w nocy z poniedziałku na wtorek. Wszyscy byli pijani – powiedział Ryszard Nykiel, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Dębicy.

Jeden z zatrzymanych miał 2,7 promila alkoholu we krwi. Bandyci mieszkali na osiedlu Słonecznym w Dębicy. Byli wielokrotnie notowani przez policję. Znali wędkarza, którego zakatowali. Był ich sąsiadem.

Najmłodszy z podejrzanych nie ukończył jeszcze 18 lat, najstarszy ma 24 lata.
- Podejrzani zostali tymczasowo aresztowani. Trwają czynności dochodzeniowo-śledcze – mówi prokurator Barbara Białek, szefowa Prokuratury Rejonowej w Dębicy. – Najpierw musimy ustalić, jaką rolę odegrał w morderstwie każdy z zatrzymanych. Najprawdopodobniej postawimy im zarzut morderstwa. Grozi im kara nie mniejsza niż 12 lat więzienia.

Mieszkańcy Dębicy niechętnie rozmawiają o tej potwornej tragedii. To przecież niewielkie miasto, liczące zaledwie 50 tysięcy mieszkańcówÉ Na osiedlu Słonecznym, skąd pochodzą bandyci i ich ofiara, wszyscy się doskonale znają.

- Znam ich rodziców. To tacy porządni ludzie – mówi starsza kobieta, mieszkanka osiedla Słonecznego. – Tutaj wszyscy się ich bali. Słyszało się na osiedlu o drobnych kradzieżach, wymuszeniachÉ

Dębica nie należy do najbezpieczniejszych miast w Polsce.
- Mamy tu spore bezrobocie. Młodzi są bez pracy, całymi dniami przesiadują pod blokami i kombinują, skąd by tu wziąć jakieś pieniądze – dodaje uczeń miejscowego liceum. – Często widywałem tych ludzi, jak pili tanie wino, słyszałem, że niektórzy na osiedlu musieli płacić im haracz na alkoholÉ

Autor artykułu: Mirosław KOWALSKI

Manko w kasie Krakowa

Tuesday, October 24th, 2000

W budżecie miasta brakuje około 45 mln zł. Przyczyną niedoboru są mniejsze wpływy z podatków i opłat skarbowych oraz mniejsze, niż zakładano, wpływy z dzierżawy i sprzedaży mienia komunalnego. Braki zostaną wyrównane dzięki oszczędnościom w wydatkach m.in. na inwestycje strategiczne.

- Nie spowoduje to ani ograniczenia, ani zahamowania tempa tych inwestycji. Oszczędność wynika z niższych cen uzyskanych w przetargach od wykonawców – zapewnił Tomasz Szczypiński, odpowiedzialny w zarządzie miasta za finanse.

Szczypiński dodał także, iż, choć kwota niedoboru wydaje się wysoka, w skali całego budżetu (1,5 mld zł) stanowi jedynie 3,5 proc. Nie spowoduje więc jakiegokolwiek zachwiania budżetem.

Konieczna natomiast jest korekta tegorocznych założeń budżetowych przez zmniejszenie planowanych dochodów i wydatków o 45 mln zł. Z wydatków na inwestycje strategiczne ściągnięte zostanie 33,8 mln zł, które zaoszczędzono w przetargach. Z kolei inwestycje programowe zostaną zmniejszone o 11 mln zł, nie powstanie m.in. park rodzinny w Krowodrzy, na jaki zaplanowano 4,3 mln zł. W skorygowanym budżecie Krakowa na ten rok przewidziano wydatki w wysokości 1,524 mld zł i wpływy do budżetu w wysokości 1,352 mld zł. Zaplanowany deficyt wyniesie 172 mln zł.

Według wiceprezydenta Szczypińskiego zmiany w budżecie wymusiły mniejsze subwencje i dotacje z budżetu centralnego, które stanowią 70 proc. dochodów gminy (pozostałe 30 proc. to dochody własne). Udział gminy w podatkach został pomniejszony o 12,4 mln zł, w opłatach pobieranych przez Urzędy Skarbowe o 14 mln zł. Dochody własne natomiast są mniejsze o 12,5 mln zł, te braki wynikają m.in. z ograniczenia sprzedaży mieszkań komunalnych, których wykup zahamowała próba wprowadzenia przez Sejm ustawy uwłaszczeniowej.

- Na razie nie ma powodu do niepokoju. Jeśli jednak tendencja spadkowa w dochodach gminy utrzyma się w kolejnych latach – niewykluczone, że trzeba będzie ograniczyć inwestycje zaplanowane na lata 2002, 2003 – dodał wiceprezydent Szczypiński.

Autor artykułu: nit

Wygrana próba generalna Wisły

Monday, October 23rd, 2000

WISŁA Kraków – RUCH Chorzów 2:0 (0:0). – Ci, którzy wiedzą co czeka nas w czwartek domyślają się, że ten mecz był przygotowaniem do pucharowej konfrontacji – powiedział po meczu trener Orest Lenczyk.

Który z wariantów taktycznych przerabiali wiślacy? W pierwszej połowie wyglądało to mniej więcej tak, że gospodarze chcieli wymusić na rywalu grę atakiem pozycyjnym. Stąd chyba wzięło się świadome oddanie przewagi w środku pola, a bronią ,dobijającą” Ruch miały być szybkie kontrataki.

Założenie dobre, gorzej z wykonaniem. Ani Kosowski ani M. Zając, dwaj skrajni pomocnicy, nie byli wczoraj tak dynamiczni w atakach jak by trzeba było tego od nich wymagać. Poza tym uważnie grająca defensywa chorzowian radziła sobie dość sprawnie z wybijaniem piłek spod nóg gospodarzy. Zapewne te wydarzenia miałyby inny bieg, gdyby rzut karny wykorzystał już w 6 min. Frankowski. Niestety najlepszy strzelec Wisły nie po raz pierwszy nie poradził sobie z tym, wydawałoby się prostym zadaniem, co z jednej strony pobudziło wiarę Ruchu w dobry wynik, a z drugiej osłabiło wolę ataku u gospodarzy.

Od strony Wisły sytuacja znacznie lepiej wyglądała po przerwie. Podopieczni trenera Lenczyka zagrali z większym animuszem, częściej strzelali na bramkę Wierzchowskiego. Po dwóch nieudanych próbach Frankowskiego oraz Kałużnego i Nicińskiego wreszcie do bramki trafił właśnie Kałużny. Piłkarz ten wczoraj wyszedł na boisko ze świadomością, że nie jest w najlepszej dyspozycji. Dlatego nie ,szarpał” jak to w jego zwyczaju, nie wdawał się w liczne pojedynki, ale oszczędzał siły na na 2-3 wejścia w jego stylu. I raz się udało. Brawo, bo to dobrze świadczy o piłkarzu, który potrafi na boisku używać nie tylko nóg, ale i głowy.

Równie dobre zdanie należy wyrazić o Moskalewiczu, który w 63 min. nie przejmował się tym, że piłkę przed swoją bramką miał na nodze Jamróz. ,Olo” dopuszczając możliwość popełnienia błędu ze strony rywala do końca walczył o to, by wepchnąć piłkę do siatki i gdy ten błąd został przez piłkarza Ruchu popełniony, on swoją szansę wykorzystał.

Jak więc wypadła ta próba generalna Wisły przed meczem pucharowym z Porto? Próby mogą być tylko jakąś tam podstawą do prognoz, raczej nie są zapowiedzią tego co zobaczymy w czwartek. Wisła w lidze musiała nieco oszczędzać siły i w miarę umiejętnie to robiła osiągając przy tym cel najważniejszy, ligowe punkty. Więcej niż poprawnie grała krakowska defensywa, trochę gorzej było z organizacją gry w środku pola. Trener Lenczyk znany z tego, że potrafi zaskakiwać, być może właśnie na Porto wyciągnie asa z rękawa, którym zaszachuje Portugalczyków.

Będący w odwodzie Czerwiec i chyba już po kontuzji gotów na czwartek Kulawik, mają wszelkie dane ku temu, by zaskoczyć renomowanych rywali.

Bramki: Kałużny 60 i Moskalewicz 63 min. Sędziował K. Słupik z Tarnowa. Żółte kartki: Moskal, Niciński (W) – Surma, Szuflita (R). Widzów 7,5 tys.

WISŁA: Sarnat – Baszczyński, B. Zając, Moskal, Głowacki – M. Zając (72. Ihenacho), Niciński, Kałużny, Kosowski (72. Pater) – Frankowski (80. Czerwiec), Moskalewicz.
RUCH: Wierzchowski – Szuflita, Masternak, Wleciałowski – Jamróz – Kwieciński (75. Mizia), Surma, Dżikija (69. Bizacki), Górski – Paluch (75. Tarachulski), Śrutwa.

Autor artykułu: Janusz KOZIOŁ

Danuśki, Jagienki i Zbyszki – casting pod okiem Żamojdy

Sunday, October 22nd, 2000

Wczoraj w Czorsztynie reżyser Jarosław Żamojda wybierał kandydatki i kandydatów do głównych ról ,Krzyżaków” – swojej nowej superprodukcji. Na casting przybyło kilkadziesiąt kandydatek do ról Jagienki i Danuśki. Nie brakowało też Zbyszków.

Zdjęcia do ,Krzyżaków” w reżyserii Jarosława Żamojdy rozpoczną się 4 czerwca, ale reżyserowi brakuje jeszcze aktorów odtwarzających role Zbyszka, Jagienki i Danuśki. Mimo czterech castingów przeprowadzonych w Warszawie, Żamojda nie zdecydował się jeszcze na konkretną obsadę. Wczorajszy casting w Czorsztynie był szansą dla młodych aktorów z południa Polski, którym ciężko wybrać się na zdjęcia do Warszawy.

Dla wielu z nich było to pierwsze zetknięcie się z profesjonalną ekipą filmową.

- Nie jeżdżę konno, ale lubię konie. Jako dziecko bawiłem się też bronią, więc myślę, że jako Zbyszko poradzę sobie z mieczem – mówi 17-letni Tomasz Malara, który na casting przyjechał specjalnie z Kielc.

Zdecydowanie najwięcej było kandydatek do roli Danuśki. Wskazywały na to długie blond włosy i szczupłe sylwetki dziewcząt, a wiadomo przecież, że Jagienka siadając na ławę rozbijała orzech. Na szczęście Jarosław Żamojda nie przeprowadził ,testu orzecha”. Kandydatki i kandydaci musieli wykazać się jednak podstawowymi umiejętnościami aktorskimi. Po okiem reżysera recytowali więc fragmeny zapamiętanych wierszy oraz inscenizowali sceny rodzajowe.

- Nie zakładam konkretnego wizerunku Jagienki czy Danuśki. Nieważne, czy Danuśka będzie niższa czy wyższa od Jagienki. Liczy się ogólne wrażenie, obraz, który pamiętamy z powieści. Jagienka ma być dynamiczna, pełna energii, wysportowana. Zbyszko mimo młodego wieku powinien być męski i gotów do walki – mówi reżyser Jarosław Żamojda. Wiadomo jedynie, że ze względu na wymogi filmu, którego akcja zaczynać się będzie nieco później niż akcja powieści, aktorzy mogą wyglądać nieco bardziej poważnie. Danuśka wyglądać ma na ok. 16 lat, Jagienka – na 18.

Osoby wybrane po czorsztyńskim castingu pojadą do Warszawy na dalsze zdjęcia próbne. Po wstępnej selekcji trudno bowiem reżyserowi zdecydować, kto będzie napiękniejszą Danuśką, najmężniejszym Zbyszkiem i najbardziej dynamiczną Jagienką.

Na zdj.: Kandydatki do ról Jagienki i Danuśki pod profesjonalnym, ale przyjaznym okiem Jarosława Żamojdy, pozbywały się tremy

Autor artykułu: ASz

Cymbergaj, zośka i domki z kart

Sunday, October 22nd, 2000

Dwie stare piątki, kawałek twardego grzebyka i sporo zdolności trzeba było mieć, aby zdobyć tytuł mistrza w Jesiennym Turnieju Cymbergaja, który odbył się w Centrum Młodzieży im. dr. H. Jordana w Krakowie w ramach turnieju gier nietypowych.

Prym w konkursie wiodła rodzina Kościeniów. Pan Ryszard z synem Mateuszem od lat nie opuścili ani jednych zawodów mini-futbolu na stolikach.

- Nie pamiętam, ile lat miał mój syn, kiedy po raz pierwszy trafił groszówką do bramki. Nauczyłem go grać w cymbergaja, gdy okazało się, że potrafi już coś trzymać w ręce. Rok temu uczeń przerósł mistrza – pokonał mnie w finale Mistrzostw Polski w Cymbergaju – mówi Ryszard Koścień, który pierwszy mecz na szkolnym stoliku rozegrał 40 lat temu.

Każdy cymbergajowiec ma swoje sposoby. Jedni kultywują starą tradycję i grają grzebykiem. Większość jednak do posuwania pieniążka na płycie boiska używa linijki.
- Trzeba mieć wyczucie, dobre oko i godziny ćwiczeń za sobą, aby osiągnąć coś w tym sporcie. Ćwiczenie czyni mistrzem – twierdzi Krystian, który w cymbergaja gra od trzech lat.

Zawody w grach nietypowych rozgrywane są w Centrum Młodzieży od dziesięciu lat. Latem park Jordana pokrywa się kółkami, które wyznaczają pole gry, zwanej zośką. W tym roku zainaugurowano nową grę – I Zawody w Budowaniu Domków z Kart.

- Od Krakowskich Zakładów Wyrobów Papierniczych otrzymaliśmy kilkadziesiąt talii kart. Postanowiliśmy zorganizować nowe zawody – budowanie domków z kart. Sprawdzić się można było w trzech konkurencjach: projektant, kierownik budowowy oraz budowniczy.

Zawody to ,ukłon” w kierunku polityków – własny dom może zbudować każdy. Zawody w Budowaniu Domków z Kart chcemy rozgrywać każego roku. Kto wie, może coś z tego wyniknieÉ – zastanawia się Jan Blajda z Krakowskiego Okręgowego Związku Brydża Sportowego.

Na zdj.: W mini-futbolu na stolikach emocje są nie mniejsze, niż podczas piłkarskich rozgrywek na pełnowymiarowym boisku

Autor artykułu: AMusz

Pierwszy niedźwiedź w Pieninach

Friday, October 20th, 2000

Pierwszy od niepamiętnych czasów niedźwiedź pojawił się w Pieninach. Od kilku dni pracownicy Pienińskiego Parku Narodowego dokumentują ślady jego pobytu, a mieszkańcy pienińskich miejscowości nasłuchują po nocach hałasów, pełni obaw.

Sądząc po śladach niedźwiedź jest młody, ma może niewiele ponad 2 lata, niedawno odszedł od matki i szuka sobie swojego terenu do życia. W Pieniny przyszedł prawdopodobnie ze Spisza, gdzie jego ślady były obserwowane w rejonie Niedzicy.

- To ciekawostka, pierwszy przypadek obecności niedźwiedzia na tym terenie w czasach historycznych – powiedział nam dyrektor PPN Michał Sokołowski.

Pracownicy parku udokumentowali min. ślady nóg niedźwiedzia na błocie, ślady pazurów na drzewach, spod kory których wydobywał larwy owadów. Znaleziono charakterystyczne doły po rozkopanych gniazdach os ziemnych, gdzie także szukał larw. Miś zostawił ślady na jabłoni, na którą wspinał się za jabłkami. Parkowcy zabezpieczyli wreszcie odchody niedźwiedzia, które trafią do specjalistycznej analizy.

- Nikt z pracowników parku do tej pory nie widział niedźwiedzia, nie słyszał też jego ryczenia – mówi dyr Sokołowski – Nie wiemy nawet czy jeszcze przebywa na naszym terenie. Dla takiego osobnika obszar tak mały jak PPN, to tylko drobna część jego całego terenu.

Jest jednak szansa, że w grudniu niedźwiedź znajdzie sobie gawrowisko w Pieninach, gdzie nie brakuje skalnych nisz, jaskiń i wykrotów, doskonale nadających się na przezimowanie. Wśród mieszkańców pienińskich miejscowości, zwłaszcza wzdłuż Dunajca, coraz częściej słyszy się obawy, czy niedźwiedź nie stanowi dla nich zagrożenia. Każdy alarm jest natychmiast przekazywany do siedziby parku. Ostatnio np. w miejscowści Tylka ujadały nocą psy, bardzo intensywnie, co może świadczyć o zbliżaniu się misia. Pracownicy PPN czekają na pierwszy śnieg, żeby ewentualnie po śladach ustalić, czy miś pozostaje jeszcze na tym terenie.

- To jeszcze osobnik młody, sądzę, że jest bardzo ostrożny, unika spotkań z ludźmi. Prawdopodobnie zresztą nikt do tej pory go nie widział – mówi dyr PPN – W przypadku spotkania z niedźwiedziem należy zachować spokój i ostrożnie odejść tyłem, patrząc na niedźwiedzia.

Autor artykułu: KS

Chopin po chińsku

Friday, October 20th, 2000

– Jestem szczęśliwy, że przyjechałem do Warszawy po zwycięstwo – tym zdaniem zdobywca I Nagrody XIV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. F. Chopina 18-letni Yundi Li wciąż dzieli się ze wszystkimi, którzy gratulują mu zwycięstwa. Od werdyktu jury młodziutki Chińczyk (na zdjęciu) noszony jest przez publiczność na rękach. Dosłownie. Wczoraj, podczas uroczystego koncertu laureatów dla VIP-ów w Filharmonii Narodowej Li z tryumfującą nutą grał Andante spianato i Wielkiego Poloneza przed królową Hiszpanii Sophią, prezydentem RP Aleksandrem Kwaśniewskim z żoną, marszałkami Sejmu i Senatu, ministrami i ambasadorami.

Ogłoszenie wyników XIV Konkursu Chopinowskiego przyjęte zostało przez publiczność okrzykami radości. Jest wreszcie I nagroda! Przyznano ją, wraz ze złotym medalem, wieńcem laurowym i 25 tys. USD najmłodszemu finaliście, 18-letniemu Yundi Li z Chin. Li jest studentem słynnej chińskiej Akademii w Shenzhen niedaleko Hongkongu. Jedynak. Syn menedżera w fabryce. Jest już laureatem konkursów pianistycznych im. Strawińskiego w USA, Liszta w Utrechcie, turnieju w Pekinie. Zaczął grać na fortepianie, gdy miał 4 lata. Uwielbia nie tylko muzykę Chopina, ale w ogóle muzykę romantyczną.

II Nagroda, srebrny medal (20 tys. USD) przypadła 27-letniej Ingrid Fliter z Argentyny. III Nagrodę i brązowy medal (15 tys. USD) zdobył Rosjanin 20-letni Alexander Kobrin. Pozostałe miejsca zajęli: IV (11 tys. USD) prawie 21-letnia Sa Chen z Chin, V (8 tys. USD) 21-letni Alberto Nosé z Włoch i VI (6 tys. USD) 27-letnia Mika Sato z Japonii.

Niezależnie od tych nagród jury przyznało ex aequo Nagrodę Towarzystwa im. F. Chopina za najlepsze wykonanie poloneza (po 5 tys. USD) Sa Chen oraz Yundi Li z Chin. Nagród Polskiego Radia za najlepsze wykonanie mazurków i Filharmonii Narodowej za najlepsze wykonanie koncertu nie przyznano.

Wczoraj po uroczystości zakończenia obchodów Roku Chopinowskiego w Filharmonii Narodowej odbyło się rozdanie laurów i koncert lauretatów

Ograniczenia czasowe (mecz Gołoty po bezpoćredniej tansmisji) sprawiły, że organizatorzy dali do zrozumienia jurorom, którzy układali program, by koncert nie był za długi. Laureatom natomiast, by się szybko kłaniali i bisowali krótkimi utworami – preludium albo etiudą.

Wręczanie nagród poszło sprawnie. W przerwie koncerty w górnym foyer Filharmonii laureaci przedstawieni zostali Królowej Sophii i prezydenckiej parze. Przed koncertem w krótkim przemówieniu prezydent Aleksander Kwaśniewski zamknął Rok Chopinowski.

I Nagroda Yundi Li

- I nagroda to ogromne szczęćcie – tylko tyle mogę powiedzieć. Cieszę się, że nie tylko jury, ale i publiczność mnie doceniła. Grało mi się dla niej wspaniale. Czułem tę specyficzną, uskrzydlającą więź podczas występów. To mi pomogło zwyciężyć.

II Nagroda Ingrid Fliter

- Jestem niezmiernie szczęśliwa. To wydarzenie podsumowuje moją ogromną pracę. Ta nagroda w zupełności mnie satysfakcjonuje. Rodzice trzymali za mnie kciuki, teraz są tak jak ja bardzo szczęćliwi.

III Nagroda Aleksander Kobrin

- Miałem nadzieję, że dostanę III nagrodę. Czy jestem zawiedziony? Oczywiście trochę, przecież zawsze powinno się mieć nadzieję na zwycięstwo. Ale słuchając od III etapu w radio i telewizji konkurencji zdawałem sobie sprawę, że wygrać w tym konkursie nie będzie łatwo.

Autor artykułu: Adrianna GINAŁ

Kto zabił myśliwego?

Friday, October 20th, 2000

Jedziemy po ciało Marka P. dwukołowym wozem zaczepionym do ciągnika. Ludzie we wsi już wiedzą i są poruszeni tragedią. Kilkunastu sąsiadów, miejscowi strażacy i policjanci z Suchej Beskidzkiej szukali Marka przez całą ubiegłą noc po tym, gdy nie wrócił z samotnego polowania. Miał zaledwie 38 lat. Pół roku temu wziął ślub. Zostawił żonę w ciąży, matkę. Znaleźli go o drugiej nad ranem, na skraju lasu, z kulą w głowie.

Droga wyboista, stroma, wydrążona pomiędzy polami. Zanurzamy się w las. Około 1,5 kilometra za ostatnimi zabudowaniami na skraju rozległej polany grupka miejscowych zmieszana z policjantami kręci się wokół zamkniętego w czarnym worku ciała. Jadąc w ich kierunku mijamy myśliwską ambonkę. – To zrobił Marek – wskazuje jeden ze współpasażerów na drewnianą budkę myśliwską. – Myśliwym był nie dłużej jak półtora roku. To nie był kozak, nie był agresywny. Kłótnie to nie w jego stylu. Uczynny, spokojny człowiek. Mało takich w dzisiejszych czasach.

- Wydaje mi się, że to przypadek – powiedział Krzysztof Gielata, sąsiad zabitego. Nie wierzy, żeby ktokolwiek chciał zabić Marka z zemsty. – Nie wyobrażam sobie, żeby miał wrogów – mówi dalej Krzysztof Gielata – W kwietniu byliśmy na jego weselu. A teraz ta tragedia. Gorzej nie mogło się stać.

Wóz zatrzymuje się obok zwłok. Policjanci nie są rozmowni. – Badania balistyczne będą dopiero jutro. Nic się nie da powiedzieć – mówi jeden ze specjalistów. Wykluczają jednak samobójstwo albo przypadek. Strzał był oddany prawdopodobnie z bliska. Kula weszła z tyłu głowy i jeszcze tkwi w ciele. Mały kaliber – 5,5 lub 6 milimetrów. Może kula kabekaesu? Broń Marka P. nie była używana. Znaleziono ją nieodbezpieczoną. Jeden z mieszkańców Bieńkówki mówi nam o strzale, który słyszał przedwczoraj około godz. 17 – To był nietypowy wystrzał. Nie jak z dubeltówki. Głuchy i bez echa. Tutaj często są polowania, to się wie. To było jak stuknięcie, a potem cisza.

Myśliwi mają jednak wrogów. Tego samego dnia, gdy zaginął w lesie Marek widziano kręcącego się w okolicy znanego wszystkim kłusownika. – On często się odgrażał, że zabije jak mu jeszcze raz myśliwi wnyki popsują. Z takim nic nie wiadomo – mówią sąsiedzi.

Przyjaciele i sąsiedzi podnoszą ciało w plastikowym worku i układają na wozie. Wracamy na dół, do wsi. – Historia nie zna czegoś takiego – mówi łamiącym się głosem Tadeusz Gaura, sąsiad Marka P., jak mówi, zza ściany – To wszystko jest niewyobrażalne. To był dobry człowiek. Ostatni, który mógł mieć wroga – dodaje. Miejsce zbrodni pustoszeje.

Podinspektor Dariusz Biel, komendant powiatowy w Suchej Beskidzkiej nie wyklucza, że sprawcą mógł być kłusownik, który znał ofiarę. – Ustalenie kalibru pocisku naprowadzi nas na rodzaj broni – mówi komendant – Układ znalezionych zwłok i samo miejsce wskazuje, że nie był to nieszczęśliwy wypadek lub samobójstwo. Ktoś celowo oddał strzał w kierunku mężczyzny. Myśliwy mógł siedzieć w oczekiwaniu na zwierzynę, ktoś podszedł, być może rozmawiali, a potem strzelił. Oprawca mógł także strzelić do myśliwego siedząc na drzewie, bo kula uderzyła z góry. Prawdopodobnie strzał oddany był z bliska – powiedział komendant.

Policjanci z wydziału kryminalnego ustalili listę kilku osób, które mogą być zamieszane w zabójstwo. Dokonują przeszukań okolicy miejsca tragedii. Ustalono rysopis zabójcy i sporządzono jego portret pamięciowy

Autor artykułu: Grzegorz SPISAK

Raty inżyniera Jasiówki

Thursday, October 19th, 2000

Kto powiedział, że futbolowi arbitrzy to panowie świetnie przygotowani teoretycznie, ale na bakier z praktyką? Powyższej teorii zadano kłam podczas towarzyskiego meczu oldboyów Garbarni z reprezentacją krakowskich sędziów. Zadano kłam jednoznacznie, bez jakichkolwiek niedomówień. Zawiadywana przez prezesa Edwarda Iwańskiego ekipa rozjemców wygrała aż 7:2 (5:0), choć na usprawiedliwienie strony przeciwnej zaznaczyć trzeba o absencji kilku filarów (m.in. Zdzisława Janika, Macieja Śmiałka, Ryszarda Biernacika czy Wiesława Dziuby). Tak jednak czy inaczej wyższość sędziowskiej jurysdykcji nie podlegała dyskusji, zaś wiele akcji Roberta Ziętary, Piotra Jawienia, Rafała Bursy, Piotra Nowaka, Roberta Strojka, Tomasza Chajdeckiego, Mariusza Dąbka, Kazimierza Miśtaka czy Pawła Sikory przyjęto z powszechnym aplauzem. ,Garbarze” rewanżowali się rzadko, w jednym jednak przypadku ciśnie się pod pióro odstawione do reporterskiego lamusa słowo ,majstersztyk”. Bo i pomysł był tyle stary, co świetny… Oto zasłużony weteran Jerzy Jasiówka przy pomocy Krzysztofa Szopy z golowym skutkiem przypomniał na czym polegało kiedyś egzekwowania karnego na dwie raty. Czyli po lekkim podaniu piłki od partnera pewne wygranie przez Jasiówkę bezpośredniego pojedynku z bramkarzem (zresztą wspaniałym, Grzegorzem Dudkiem).

Towarzyskie zawody bezbłędnie prowadziły panie Urszula Wrona, Ewa Gajewska i Magdalena Wrona. Sędziowska ,wierchuszka” w osobach prezesa Iwańskiego, Wiesława Bartosika, Aleksandra Suchanka czy Jerzego Sekundy była wielce ukontentowana wynikiem. Oldboye – jakby mniej. Zanim w kuluarach umówiono się na rewanż – tematem dnia była ratalna obsługa karnego. Że bez żadnych odsetek – panowała co do tego pełna zgoda…

Autor artykułu: JC

Dyplomacja lodowa

Thursday, October 19th, 2000

Wprawdzie miasto Nowy Targ mało co przypomina Bliski Wschód, ale ostatnio robią tam niesamowitą karierę dwa słowa jakby żywcem wyjęte z ust rzeczników Baraka i Arafata. Chodzi o ,zamrożenie” i ,ocieplenie” – wytrychy wyznaczające stan konfliktu żydowsko-arabskiego. Specyfiką nowotarską jest wszakże to, że dwa pojęcia nie oznaczają stanów wzajemnie się eliminujących, podobnie jak to jest w przyrodzie. Nowotarski konflikt pomiędzy samorządowymi władzami miasta, a zarządem spółki sportowej KS ,Podhale” ma swoją niepowtarzalność i dynamikę. Także retorykęÉ Ocieplenie wzajemnych stosunków, do czego dochodzono w drodze parumiesięcznych negocjacji, miało w efekcie doprowadzić do zamrożenia tafli lodowej, a tym samym umożliwić proces szkoleniowy hokeistom. Z hokejem jak z łyskaczem: bez lodu trudno go używaćÉ

Kiedy jeszcze w Nowym Targu nie powołano do życia ,dyplomacji lodowej”, co jest absolutnym osobistym wkładem burmistrza Fryźlewicza i menadżera Kowalskiego w historię stosunków międzynarodowych, lodowisko regularnie zamrażano w porze wynikającej z cyklu treningowego i startowego ,Podhala”. To był jedyny warunek organizacyjny, którego spełnienie od ręki załatwiało problem mistrzostwa Polski w hokeju na lodzie. Góralom oznakowanym ,szarotką” na piersi, przez całe sezony nikt nie był w stanie odebrać prymatu w kraju. Owszem, bywały lata przewagi warszawskiego CWKS, katowickiego GKS, czy Zagłębia Sosnowiec, ale trwały krótko, przy czym ,Podhale” jeśli już bywało spychane w dół tabeli ligowej, to nie dalej jak na miejsce drugie. Ostatnio hegemonem ligi stała się oświęcimska ,Unia”, ale tam nie mowy o jakichś rozbieżnościach pomiędzy klubem, samorządem czy dyrekcją Zakładów Chemicznych ,Dwory”. Wszyscy ciągną wózek w jedną stronę, a burmistrz Krawczyk nie udaje znawcy hokeja, oddając prezesowi Woźnickiemu należne mu prerogatywy. W Nowym Targu dokładnie odwrotnie. Na hokeju znają dosłownie wszyscy, tak samo jak na moralności, której niedostatek radni wytknęli urzędującemu prezydentowi RP. Gwałtowny przyrost poczucia moralności w sercach radnych, spowodował ocieplenie programowej oziębłości wobec hokejowych interesów i działaczy. Objęto miłosierdziem nawet prezesa Kowalskiego, który w odróżnieniu od prezydenta łeb do trunków i to szlachetniejszych ma niezgorszy, a kontuzje kończyn dolnych nie imają się go wcale. Dość na tym, że w wyniku długotrwałych negocjacji, w których rolę Koffi Anana – sekeretarza generalnego pełnił prezes PZHL Zenon Hajduga, dzielnie wspierany przez Leszka Lejczyka, tafla w Nowym Targu została sztucznie zamrożona! Wysokie umawiające się strony, wyraziły przekonanie, że pora była po temu najwyższa, w związku z tym, że nadchodząca gwałtowna obniżka temperatury na Podhalu, mogła wyręczyć w sposób naturalny negocjatorówÉ

Rozpoczęcie procesu pokojowego w Nowym Targu, może mieć taki sam skutek jak kolejny rozejm na Bliskim Wschodzie. Sprawy zaszły za daleko, żeby odbębniać z tego tytułu triumfalną kantatę. Hokejowi w tym mieście przetrącono kręgosłup! Biurokratyczna tępota, brak wyobraźni i ośli opór spowodowały, że klub od wielu lat reprezentujący nasz sport w rywalizacji europejskiej wszedł w fazę sportowej agonii. Żeby przyśpieszyć proces upadku postanowiono otworzyć konkurencyjny wobec ,Podhala” klubik, co to ma się specjalizować w szkoleniu młodzieży. Pociągnięcie iście genialne: zmniejszane z roku na rok samorządowe środki na sport, będzie się odtąd dzielić na dwoje.

Dążąc do ocieplenia stosunków z Chińską Republiką Ludową, administracja Stanów Zjednoczonych, wymyśliła dyplomację pingpongową, starając się zelżyć zamrożone relacje z Kubą, podjęła dialog za pośrednictwem dyplomacji basketbalowejÉ Po upływie ćwierć wieku stało się jasne, że niewiele z tych misji wynikło dla praw człowieka w Chinach i na Kubie. Co wyjdzie z dyplomacji lodowej w Nowym Targu, zobaczymy na horyzoncie czasowym o wiele krótszym?!Na razie jest lód i pierwsze zdobyte na nim punkty.Nie chodzi jeno zegar ścienny mierzący czas gry.Po prostu stoi…Signum temporis?

Autor artykułu: Ryszard Niemiec