Archive for September, 2000

Zakopane – uwaga na osy!

Thursday, September 14th, 2000

Kilka razy dziennie do izby przyjęć szpitala SP ZOZ w Zakopanem zgłaszają się osoby pożądlone przez osy. – Użądlenie może być groźne w wypadku uczulenia, przy czym możemy nie wiedzieć, że mamy alergię akurat na jad osy – mówi lekarz dyżurny. Wczesną jesienią osy są szczególnie aktywne. W tym roku owadom sprzyja także słoneczna pogoda. Nie ma jednak mowy o pladze os.

- Nie ma mowy o pladze os. Wypadki pogryzień notujemy systematycznie o tej porze co roku – mówi lekarz dyżurny. Faktem jednak jest, że codziennie do izby przyjęć zgłaszają się pożądlone osoby. Objawem jest ból, zaczerwienienie i opuchlizna użądlonego miejsca. Użądlenie z reguły nie jest groźne, chyba żeÉ

- Ktoś jest uczulony na jad. To zdarza się jednak rzadko. Częściej notujemy wypadki uczulenia na przykład na sierść konia. Zdarzyło nam się ratować pacjenta z ciężką astmą, który chciał przejechać się bryczką – mówi lekarz dyżurny.

Osa może być także groźna, jeżeliÉ wpadnie komuś do gardła. To wcale nie żart – kilka lat temu lekarze zakopiańskiego szpitala SP ZOZ z tego właśnie powodu intubowali motocyklistę.

Autor artykułu: Asz

Obława w orawskich lasach

Thursday, September 14th, 2000

40 tysięcy złotych w dolarach i słowackich koronach zrabowali wczoraj czterej uzbrojeni bandyci małżeństwu handlarzy walut na jarmarku w Jabłonce na Orawie. W pościgu i obławie w orawskich lasach wzięło udział około 80 policjantów i funkcjonariuszy Karpackiego Oddziału Straży Granicznej.

- Do napadu doszło w biały dzień, o godzinie 13.20 – mówi komendant powiatowy policji w Nowym Targu, podinsp. Stanisław Gubała, powołując się na zeznania jednego ze świadków zdarzenia. – Mężczyźni, ubrani w niebieskie i czerwone dresy i w bejsbolówkach na głowach podeszli do małżeństwa nowotarżan. Grożąc bronią, kobiecie zabrali torbę z pieniędzmi, uderzając ją przy tym w twarz. Z gotówką wsiedli do seata i natychmiast uciekli z miejsca zdarzenia, przy okazji potrącając męża nowotarżanki. Oboje trafili na pogotowie.

Początkowo zarządzono blokadę dróg. W okolicach miejscowości Załuczne policjanci odnaleźli jednak porzuconego seata, jak się okazało, jego numery rejestracyjne należały do innego pojazdu. Auto, dla zatarcia śladów oblano kwasem. Z kolei w okolicach pobliskiego Piekielnika, na polnej drodze, policjanci znaleźli kolejny, porzucony samochód, opla astrę, do którego najprawdopodobniej przesiedli się z seata bandyci. Policjanci z psami ruszyli z obławą w orawskie lasy, wspierani przez ,Wilgę” z aeoroklubu tatrzańskiego.

W jednym z samochodów znaleziono torbę, prawdopodobnie należącą do nowotarżanki. Na razie nie wiadomo – pustą, czy też ścigani przestępcy porzucili swój łup. Pytany o to komendandant Gubała odpowiedział: – Nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam. Coś tam jest, ale nie wiem co. Być może są to pieniądze z napadu, ale nie otworzę jej do jutra, torbę trzeba zabezpieczyć do badań.

Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, wieczorem w orawskich lasach udało się ująć jednego z bandytów.

Fot. Agnieszka ŚWIST

Autor artykułu: pit

Baszczyński wyłączył z gry Olisadebe

Monday, September 11th, 2000

Wszyscy piłkarze Wisły rozegrali wczoraj bardzo dobre spotkanie. Doceniając strzeleckie popisy Tomasza Frankowskiego, postanowiliśmy jednak wyróżnić mianem piłkarza kolejki zawodnika, który wykonał mnóstwo dobrej ,czarnej roboty”.

Mowa o Marcinie Baszczyńskim, który praktycznie wyłączył z gry najgroźniejszego gracza Polonii Emmanuela Olisadebe.

Baszczyński poczyna sobie coraz lepiej, będąc jednym z filarów defensywy ,Białej Gwiazdy”. Po spotkaniu z Polonią sympatyczny piłkarz tak mówił o sposobie na Olisadebe:

- Nieskromnie powiem, że należę do dość szybkich zawodników. Zdając sobie sprawę, że jednym z atutów Olisadebe jest właśnie szybkość, starałem się pokonać go jego własną bronią. Do tego należało dodać nieustępliwość i przyniosło to taki efekt jak było widać.

Autor artykułu: bk

Lenczyk myśli już o Saragossie

Monday, September 11th, 2000

Po zakończeniu spotkania trener Orest Lenczyk jakby starał się ukryć swoją radośćÉ

- Po smutnych dla nas meczach z Widzewem i Pogonią, ten dzisiejszy miał dać odpowiedź na temat tego, co zrobiliśmy w ciągu ostatnich tygodni. Zdobyliśmy choćby gola, gdzie piłka odbiła się od słupka. Gdyby w meczu z Pogonią odbijała się tak, jak dzisiaj, to wtedy bylibyśmy w innych nastrojach i nie musiałoby być trochę nerwowych chwil przed dzisiejszym spotkaniem.

Cóż, do 45 minuty graliśmy głównie tak, jak pozwalała na to Polonia. Ona starała się rozgrywać piłkę na całym boisku, walczyła, pragnęła wykorzystywać swoich napastników. To jej się udawało, a my zaczęliśmy się chwilami bronić większą liczbą niż powinniśmy. Oddaliśmy też środek pola. Przykładowo – rozgrywać próbował Niciński, który tego po prostu nie potrafi. A inni moi zawodnicy jakby za mało szukali gry. W przerwie było smutno w naszej szatni, czym byłem trochę zaskoczony. Optymizmem natchnął mnie jednak moment wyjścia na drugą połowe. Chłopcy stwierdzili bowiem, że wszystko co najgorsze, to już było. I zaczęli walczyć.

Nie będę chwalił Frankowskiego. Po prostu dla wielu przeciwników jest on zbyt inteligentnym zawodnikiem. Poza tym wie, co ma robić na boisku. Po drugim golu mogliśmy grać, jak zazwyczaj czyni to Polonia. Choć na jej postawie mogła zaważyć absencja Pawlaka w obronie. Cóż, u młodych defensorów, jacy dziś wystąpili, różnie bywa z umiejętnościamiÉ

Generalnie jednak nie powiem, że był to wielki meczÉ

Poza tym zasmuciło mnie to kibicowskie skandowanie ,ole, ole", w obliczu naszego czwartkowego występu pucharowego w Hiszpanii. Po prostu zdaję sobie sprawę, ile moi zawodnicy muszą zrobić, aby nie było podobnego ,ole, ole", ale w wydaniu sympatyków SaragossyÉ

Autor artykułu: BAT

Wisła stawia mistrza do kąta

Monday, September 11th, 2000

W prestiżowym piłkarskim meczu pierwszoligowym mistrza z wicemistrzem Polski górą ten drugi! Wisła nadspodziewanie wysoko pokonała Polonię Warszawa 4:0 (0:0). Gole: Frankowski 48 karny i 79, Kosowski 65, Moskalewicz 69. Trener gości, Dariusz Wdowczyk miał wątpliwości co do zasadności podyktowania rzutu karnego. Z kolei Orest Lenczyk chwalił piłkarzy za waleczność.

W słoneczne niedzielne popołudnie walczono przy Reymonta nie tylko o cenne ligowe punkty. Także, a może nawet przede wszystkim, o prestiż – wszak wicemistrz Polski podejmował najlepszy rodzimy zespół ubiegłego sezonu, który jeszcze w drugiej połowie sierpnia miał aspiracje występowania w elitarnej Lidze Mistrzów. Poza tym Biała Gwiazda ,miała na pieńku” z Czarnymi Koszulami za trzy ostatnie mecze w ekstraklasie (trzy kolejne przegrane) oraz wyeliminowanie z ubiegłorocznej edycji Pucharu Ligi. I wolno powiedzieć, że w bezpardonowej walce wiślacy trochę sobie powetowali te wzmiankowane sportowe upokorzenia, stawiając przeciwników po prostu do kąta.
Można jednak być zaskoczonym. Po pierwsze rozmiarami wygranej gospodarzy. Po drugie tymi rozmiarami, ale biorąc pod uwagę przebieg pierwszej połowy spotkania. Czterdziestu pięciu minut, w których krakowianie zdawali się przejawiać chyba przesadny respekt przed przyjezdnymi. W tym okresie Polonia zdawała się być pewniejsza w swoich poczynaniach, odważniejsza. Obustronnie jednak, w pierwszej części gry, zespoły nie stworzyły interesującego widowiska. W tym kontekście przebieg II połowy, ze szczególnym uwzględnieniem postawy Wisły, na pewno wolno określić mianem niespodziewanego.

Utrata gola z rzutu karnego nie ,rozmiękczyła” jeszcze Polonii, która poderwała się do walki i gdyby nie intuicja Sarnata, to ,główka” Kaliszana pewnie wylądowałaby w siatce i… wszystko mogło się wtedy zdarzyć. W sporcie trzeba mieć jednak trochę szczęścia i ono było wczoraj przy Białej Gwieździe. Weźmy choćby okoliczności zdobycia kolejnych goli. Przy drugim Kosowskiemu wreszcie wyszedł strzał, na jaki czekał chyba od chwili przyjścia do Wisły. Przy trzecim Moskalewicz, będąc z piłką przy nodze, okazał się szybszy, niż warszawscy defensorzy, którzy mogli przecież biec swobodnie. Dzięki temu popularny ,Olo” mógł się cieszyć ze swojego jubileuszowego, pięćdziesiątego trafienia na boiskach ekstraklasy! I wreszcie przy czwartej bramce Frankowski zagrał prawie jak… Gerd Mueller podczas meczu RFN – Jugosławia w finałach MŚ’74. Gol uzyskany w pozycji parterowej gloryfikuje jego autora, ośmieszając jednocześnie defensora Wyciszkiewicza i bramkarza Szczęsnego.

Na koniec co cesarskie chcemy oddać Baszczyńskiemu, którymi długimi fragmentami gry opiekował się naszym nowym rodakiem, Olisadebe. Jeżeli ,Emsi” w niczym nie przypominał bohatera z murawy Stadionu Republikańskiego w Kijowie, jednoznacznie świadczy to o jakości pracy wiślackiego defensora. Jak mawiają kibice – Olisadebe nie zrobił wczoraj ,sztycha”! A przecież nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że jest napastnikiem niezłej klasy.

WISŁA: Sarnat – Głowacki, Moskal, Baszczyński – M. Zając (54. Pater), Kałużny, Czerwiec (64. Kulawik), Niciński, Kosowski – Frankowski (80. Żurawski).

POLONIA: Szczęsny – Żvirgżdauskas, Dziewicki (82. Scherfchen), Wyciszkiewicz – Gołaszewski (69. Bartczak), Kaliszan, Bąk, Wieszczycki, Kiełbowicz, Ekwueme (64. Bykowski) – Olisadebe.

Na zdj.: karny w wykonaniu Frankowskiego

Fot. Jacek KOZIOŁ

Autor artykułu: Wojciech BATKO

Forum Mediów Polonijnych

Thursday, September 7th, 2000

W Tarnowie ponad 150 dziennikarzy z 30 państw świata uczestniczyło w inauguracji VIII Światowego Forum Mediów Polnijnych.

Spotkanie to jest swoistym pomostem Polski z rodakami zamieszkałymi za granicą, którzy na co dzień propagują polskość na wszystkich kontynentach.

- Dziękuję za to co zrobiliśie dla zachowania języka polskiego i klutury polskiej, polskiej tożsamości, utrzymywania więzi wśród Polaków i Polonii za granicami oraz łączności z Polską – powiedziała podczas uroczystego otwarcia ŚFMP marszałek Senatu RP Alicja Grześkowiak.
W trakcie konferencji, dyskusji i spotkań mówiono o możliwościach prasy oraz stacji radiowych i telewizyjnych działających w środowiskach Polonii, w kreowaniu pozytywnego wizerunku Polski oraz jej promocji gospodarczej, kulturalnej i turystycznej.

Przypomiano, iż Polonia i media polonijne odegrały znaczącą rolę w budowaniu poparcia dla akceptacji wejścia Polski do NATO. Wiele mówiono o ustawie obywatelskiej, karcie Polaka, reprywatyzacji, repatriacji oraz udziale Polonii w wyborach prezydenckich.

Dziś uczestnicy Forum będą gościć w Krakowie.

Autor artykułu: JAS

Tatry dla PKP?

Thursday, September 7th, 2000

Polskie Koleje Państwowe mogą dostać w wieczyste użytkowanie tereny w Tatrach znajdujące się w granicach Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zadecydują o tym posłowie podczas dyskusji nad ustawą o restrukturyzacji PKP.

Sejmowe Komisje zgodziły się z poprawką Senatu, aby PKP nabyły prawo wieczystego użytkowania gruntów znajdujących się na terenie TPN na trasie Kuźnice-Myślenickie Turnie-Kasprowy Wierch, wzdłuż trasy kolei linowej. Do tej pory mimo użytkowania tych terenów przez Państwowe (obecnie Polskie) Koleje Linowe, które do niedawna były zakładem PKP, przedsiębiorstwo nie posiadało dokumentów świadczących o przekazaniu mu tych gruntów. Jeżeli posłowie przegłosują poprawkę o nabyciu przez PKP prawa wieczystego użytkowania gruntów w Tatrach, Polskie Koleje Linowe SA, których obecnie PKP jest 100-procentowym udziałowcem, będą prawdopodobnie użytkować ten teren. W praktyce oznaczać to może zwiększony wpływ ,lobby olimpijskiego” stawiającego na udostępnienie Tatr jak najszerszej rzeszy turystów oraz rozwój infrastruktury sportowej.
- Byłoby to dla nas bardzo niekorzystne rozwiązanie. Jeżeli tereny Skarbu Państwa oddane zostaną spółce akcyjnej, którą są Polskie Koleje Linowe, to dlaczego nie oddać ich właścicielom prywatnym, którzy także ubiegają się o ich zwrot? – powiedział wczoraj dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, Wojciech Gąsienica Byrcyn.

Autor artykułu: ASz

Walka polityczna w Krynicy zaostrza sięÉ

Thursday, September 7th, 2000

Wczoraj policja zatrzymała czterech jegomości, którzy raczyli się tanim winem przed gimnazjum w Piorunce w Gminie Uzdrowiskowej Krynica. Zdaniem nie tylko nauczycieli i policjantów incydent ma związek z niedzielnym referendum w sprawie odwołania radnych i Zarządu. Fundatorem transporterów ,skata” był miejscowy obywatel, zaangażowany w komitet referendalny i mocno skłócony z władzami samorządowymi Krynicy.

Panowie chlali dwa dni. Jak ustaliła policja, we wtorek mieszkaniec Piorunki, Krzysztof P. przez osobę trzecią zakupił dla nich w miejscowym sklepie 7 skrzynek wina (po 12 butelek w jednej). Panowie ustawili stół wedle drogi, obok posesji fundatora, wywiesili kartkę ,Teren Prywatny” i zaczęło się. Już po pierwszych butelkach poleciały przekleństwa. Na oczach gimnazjalistów pijacy załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne, w końcu wzięli się za łby. Spokój przywróciła policja.
- Biesiadowali tuż za płotem, parę metrów od naszych okien – opowiada jedna z nauczycielek. – Towarzystwo się zmieniało, jak ktoś spadł na trawę, to dowożono nowe siły, bo nikt nie dałby rady długo wytrzymać przy tak suto zastawionym stole. Widząc co się dzieje przenieśliśmy jedną klasę do innej sali, żeby uczniowie na to nie patrzyli. Naszym obowiązkiem jest chronić młodzież przed takimi obrazkami.

Wśród pijaków było dwóch miejscowych, reszta opojów pochodzi z sąsiednich wiosek. Dzieli ich wiek, łączy – upodobanie do mocnych trunków i ten charakterystyczny, czerwony nos.

Wczoraj rano wszystko zaczęło się od nowa, tylko zmienił się skład towarzystwa. Wezwana powtórnie policja tym razem zareagowała twardo. Zabezpieczono skrzynkę wina. Czterech, najbardziej pijanych biesiadników zawieziono do policyjnego aresztu w Nowym Sączu. Po wytrzeźwieniu staną przed Kolegium ds. Wykroczeń za zakłócanie spokoju w miejscu publiczny i gorszenie nieletnich.

- Nie ulega wątpliwości, że komuś wyraźnie zależało na wywołaniu niepokojów pod szkołą – mówi komisarz Krzysztod Dubiela, z-ca komendanta komisariatu policji w Krynicy. – Poszukujemy fundatora dwudniowej imprezy, który gdzieś się ulotnił. Jemu prokurator postawi zarzut podżegania i sprawstwa pomocniczego łamania ustawy o wychowaniu w trzeźwości.

Gimnazjum w Piorunce zwalczała jesienią zeszłego roku opozycja na czele z radnym Czesławem Jungiem z Berestu. Ostatecznie powstało, jako filia Centrum Edukcji Szkolnej w Bereście. Uczęszcza tu młodzież z Piorunki, Berestu, Kamiannej, Polan i Czyrnej. Dzieci dowozi gimbus. – Rodzice zaakceptowali gimnazjum, wszystkie dzieci przychodzą na lekcje, więc mamy prawo przypuszczać, że organizatorom tej uczty chodziło o skompromitowanie naszej szkoły. Chcieli udowodnić, że pod gimnazjum można pić, przecież im robiono zdjęciaÉ – mówi nauczycielka.

W niedzielę odbędzie się referendum w sprawie odwołania radnych Gminy Uzdrowiskowej Krynica. Najlepiej byłoby ogłosić prohibicję na terenie całej gminy. ,Wynalazek z Tymbarku” (laureat godła promocyjnego ,Teraz Polska” nie tylko soki produkuje), kosztuje tylko 4 złote i można go dostać w każdej gospodzie.

Autor artykułu: HSZ

Pierwsza wygrana Cracovii

Monday, September 4th, 2000

STAL Sanok – CRACOVIA 1:4 (1:2) Krakowianie przerwali serię remisów na obcych boiskach i odnieśli pierwsze wyjazdowe zwycięstwo. Nie obstawiony Zegarek otrzymał podanie od Powroźnika i nie miał problemów ze skierowaniem piłki głową (!) do siatki z 4 metrów. Krakowianie poszli za ciosem. Sędzia dostrzegł faul Węgrzyna w polu karnym na Gruszce i nakazał egzekwowanie rzutu karnego. Ziółkowski wykorzystał pewnie ,jedenastkę”. Wrzutka Bernackiego do Guzickiego przyniosła kontaktową bramkę gospodarzom.

,Pasy” miały szczęście w 25 min, gdy Kopyść, chcąc zapobiec utracie bramki, wybił piłkę, która trafiła w poprzeczkę – cudownie obronił Paluch, ratując zespół od samóbójczego gola. Fudali strzelał groźnie obok słupka w 36 min.

Gospodarze mieli wiele pretensji o niepodyktowanie rzutu karnego w 52 min, gdy Badowicz upadł w ,szesnastce”. Był to kluczowy moment spotkania. Gospodarze grali od tej pory bez koncepcji, a krakowianie inicjowali groźne kontrataki. Zegarek strzelał głową z 5 metrów, ale trafił w bramkarza. Zrehablitował się po minucie – w 79 min, po błędzie Węgrzyna uciekł obrońcy i z 5 metrów posłał piłkę przy słupku. Niebawem z bliska strzelił trzeciego gola. Chwilę wcześniej, w 81 min Gruszka będąc w sytuacji sam na sam z bramkarzem nie trafił w bramkę.

Bramki: Guzicki 34 – Zegarek10, 79, 84, Ziółkowski 23 (karny). Sędziował J. Rożen z Chełma. Żółte kartki: Baster, Gruszka. Widzów 800.
STAL: Sołtysik – Ząbkiewicz, Bernacki, Węgrzyn – Kosiba (84 Masio), Gorzynik, Płoucha, Kuzicki (74 Furdak), Badowicz – Pilszak, Tarnolicki (65 Spaliński).
CRACOVIA: Paluch – Powroźnik, Ziółkowski, Dziobek, Kopyść – Kowalik (55 Wacek), Fudali (75 Księżyc), Gruszka (88 Morawski), Baster – Hrapkowicz (86 Martyniuk), Zegarek.

Autor artykułu: Żuk

Głupia sprawaÉ

Monday, September 4th, 2000

HUTNIK Kraków – POLONIA Przemyśl 3:3 (2:1) Po meczu trener Jerzy Kowalik ocenił grę Hutnika w drugiej jej części jako głupią. Rzeczywiście, to głupia sprawa przegrać taki mecz, który wygrać można i trzeba było wysoko. Najprościej byłoby zrzucić całą winę za ten remis na bramkarza Kwedyczenkę, który miał w sobotę wpadki, jakie na Suchych Stawach nigdy przedtem mu się nie zdarzały. Ale byłby to zbyt głęboki ukłon wobec pozostałych piłkarzy Hutnika, którzy również powinni wziąć na siebie część odpowiedzialności za to co wydarzyło się w meczu z Polonią. Słabo grał Szewczyk, fatalne kiksy były udziałem Lacabidze, środka pola właściwie nie było, bo zarówno Przała jak i Bernas nie byli w stanie poprowadzić gry swojego zespołu. A w ataku słabszy niż zwykle Jasiak, co było szczególnie widoczne na tle grającego zdecydowanie najlepiej w zespole Hutnika Chmiesta.

Jedno jest pewne, Polonia przyjeżdżając do Krakowa nie brała pod uwagę, że aż tyle słabości będzie w tym dniu w drużynie gospodarzy, dlatego na boisko wyszła mocno wystraszona. Dzięki temu krakowianie szybko zyskali przewagę, raz po raz stwarzali sytuacje podbramkowe, co wcześniej czy później musiało się skończyć zdobyciem goli. I chociaż na te bramki czekaliśmy długo, to z dwóch co najmniej względów czekać warto było. Bo po peirwsze, bramka Chmiesta – strzał w ,okienko” z około 25 m – była przecudna, a po drugie zaraz dorzucił do tej zdobyczy drugiego gola Makuch i wydawało się, że teraz Hutnik będzie ,woził” przeciwnika na wszystkie strony. Tymczasem ten nadmiar pewności siebie spowodował, że gospodarze ,przewieźli” się sami i to w sposób rzeczywiście bardzo głupi. Niewyobrażalne gapiostwo Kwedyczenki pozwoliło Polonii zdobyć bramkę tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę spotkania.

A w drugiej części gry było jeszcze gorzej. Polonia zostawiła strach przed przeciwnikiem w szatni, przyspieszyła grę i potrzebowała zaledwie 7 minut, by od stanu 1:2 wyjść na prowadzenie 3:2. Przeciwnicy strzelali gole ogrywając Hutnika niczym dzieci, a największy udział w tym upokarzaniu gospodarzy miał były zawodnik krakowskiego klubu, Kloc. Autor trzeciego gola i współautor dwóch poprzednich. Po tym sobotnim spotkaniu jedno jest pewne, Hutnik obecnie nie ma lidera tej klasy co Kloc. Można nawet powiedzieć, że nie ma lidera w ogóle, bo Przała jest do gry nie przygotowany, a kreowany na lidera Bernas chyba psychicznie tym wymaganiom wobec niego nie sprostał.

HUTNIK: Kwedyczenko (55. Skórski) – Łatka (57. Ciesielski), Kostera, Lacabidze, Szewczyk – Makuch, Bernas, Przała (51. Białek), Przytuła (89. Kępa) – Jasiak, Chmiest.

POLONIA: Galanty – Szarek, W. Jaroch, Jabłoński, Strzałkowski – Sierżęga, Kawecki, Kloc, Pankiewicz – D. Jaroch, Hajduk (46. Pastuszak, 56. Kościelny).

Autor artykułu: Janusz KOZIOŁ