Archive for September, 2000

Jak smok ze smokiem – Wisła z FC Porto

Saturday, September 30th, 2000

W drugiej rundzie Pucharu UEFA los skojarzył ze sobą zespoły Wisły Kraków i Porto. Portugalczycy noszą przydomek ,smoki Porto”, a wiadomo, że maskotką krakowian jest wawelski smok. Kto wyjdzie zwycięsko z tej konfrontacji?

Pierwszy mecz zostanie rozegrany w Krakowie 26 października, rewanż dwa tygodnie później w Porto.

Losowanie wskazało inaczej – wiślacy mieli grać pierwszy mecz na wyjeździe, jednak inny zespół z Porto, Boavista, w tym samym terminie co FC Porto podejmować ma piłkarzy AS Roma. By mecze nie ,nakładały” się w jednym mieście – spotkanie zostało przeniesione.

Klub FC Porto założy został w 1906 roku, jako Futebol Club do Porto. Mecze rozgrywa na Estadio dos Antas, o pojemności 76 000 miejsc na trybunach. Portugalczycy to uznana firma na europejskim rynku piłkarskim. Największym sukcesem był triumf w finale Pucharu Europy Mistrzów Krajowych w 1987 r, gdy na wiedeńskim Praterze pokonali Bayern Monachium 2:1. Później dołożyli do tego zwycięstwo w Pucharze Interkontynentalnym (z Penarolem Montevideo) i Superpucharze Europy (z Ajaxem Amsterdam). W tamtym zespole występował wówczas nasz bramkarz Józef Młynarczyk. FC Porto był także finalistą rozgrywek o Puchar Zdobywców Pucharów w 1984 r. kiedy to w decydującej grze przegrał 1:2 z Juventusem Turyn.

Porto to wielokrotny mistrz i zdobywca pucharu swego kraju. Do gwiazd ekipy należy zaliczyć Jorge Costę, Ljubinko Drulovica.

Dobra wiadomość dla Wisły – odszedł przed tym sezonem najlepszy snajper Portugalczyków – Mario Jardel, który przeniósł się do Galatasaray Stambuł.

Porto to atualny zdobywca Pucharu Portugalii. Po pięciu ligowych kolejkach zajmuje drugie miejsce, mając w dorobku 12 punktów i ustępuje Bradze o jeden. Ostatnio Porto pokonało Maritimo 1:0.

Najlepszym strzelcem jest Pena – Brazylijczyk, dla którego jest to pierwszy sezon w nowym klubie – ma na koncie już pięć trafień. W pierwszej rundzie Pucharu UEFA Porto, uporało się z Partizanem Belgrad (1:1 i 1:0).

Autor artykułu: Żuk

Złoty nokaut

Saturday, September 30th, 2000

Wczoraj po czterodniowym olimpijskim poście wreszcie odwróciła się karta. Polacy wywalczyli dwa złote medale! W rzucie młotem triumfowała Kamila Skolimowska a krakowianin Robert Korzeniowski zwyciężył w Sydney po raz drugi, tym razem na swym koronnym dystansie – chodzie na 50 km. Żona Roberta Korzeniowskiego – Agnieszka (na zdj.), odbierała wczoraj gratulacje w rodzinnym sklepie w Krakowie. Z mężem po jego sukcesie rozmawiała tylko przez kilka minut

Takie zwycięstwa są początkiem sportowych legend! Robert Korzeniowski zdobył w Sydney dwa złote medale w konkurencjach niemal się wykluczających. Najpierw został mistrzem olimpijskim na 20 km, gdzie najważniejsza jest szybkość, a wczoraj mistrzem olimpijskim na 50 km, gdzie na pierwszym miejscu postawić trzeba wytrzymałość. Połączenie tych dwóch umiejętności możliwe jest tylko w przypadku mistrza absolutnego, jakim jest krakowianin Robert Korzeniowski!

Zawodnik krakowskiego Wawelu znokautował wczoraj rywali w perfekcyjny sposób, wygrywając z przewagą 1 min 18 sek. nad Łotyszem Fadiejewem. Na trasie ta przewaga momentami była jeszcze większa, ale Polak w obawie o reakcje sędziów, którzy mogli spróbować go zdyskwalifikować, na ostatnich kilometrach nie szarżował.
Robert Korzeniowski był na mecie niezmiernie szczęśliwy.

Najpierw ucałował tartan, na którym dwukrotnie wywalczył tytuł mistrza olimpijskiego, a potem oczywiście była runda honorowa z biało-czerwoną flagą. Pan Robert wiedział, że zdobycie dwóch złotych medali na jednej olimpiadzie, to w polskim sporcie wyczyn wyjątkowy, ale nie był w stanie powiedzieć, kto tego wyczynu dokonał przed nim.
- Może pani Irena Szewińska? Nie, no to przyznaję, że to pytanie jest dla mnie trudniejsze niż przejście tych 50 kmÉ A tak, przecież w Barcelonie podwójnym mistrzem był Arek Skrzypaszek, a wcześniejÉ W każdym razie Marion Jones to ja nie mam szansy zostać, chociaż gdybyśmy zmierzyli się nie na 100 m, ale na 50 km, to mógłbym jej uciec – żartował Polak.

Zawodnik jakiś czas temu mówił, że Sydney może być ukoronowaniem jego sportowej kariery. Wczoraj już nie było mowy o wycofywaniu się ze sportu.
- Emerytura olimpijska przysługuje od 35 roku życia, no to mam jeszcze trochę czasu – powiedział Robert Korzeniowski. – Teraz na pewno nie odpowiem sobie czy była to moja ostatnia olimpiada, czy też może spróbuję jeszcze sprawdzić się w Atenach. Ale na najbliższy rok czy dwa parę zwycięstw chcę sobie zaplanować!

Fot. Jacek KOZIOŁ

Autor artykułu: Janusz KOZIOŁ (Sydney)

Rudy Dżil i jego pies – premiera w krakowskiej Grotesce

Saturday, September 30th, 2000

Tolkien napisał kilka baśniowych opowiadań, które były pewnego rodzaju wprawkami do powstającej właśnie trylogii. Są to parodie staroagnielskich przypowieści. Właśnie wśród nich znalazła się historia Rudego Dżila i jego psa – mówi Beatą Pejcz (na zdj.), reżyserka spektaklu. Premiera ,Rudego Dżila” w niedzielę.

- Tolkien znany jest przede wszystkim jako autor trylogii ,Władca pierścieni”. Pani jednak sięgnęła po mało znane opowiadanie tego pisarza.

- Tolkien napisał kilka baśniowych opowiadań, które były pewnego rodzaju wprawkami do powstającej właśnie trylogii. Są to parodie staroagnielskich przypowieści. Właśnie wśród nich znalazła się historia Rudego Dżila i jego psa.

- O czym opowiada przedstawienie?

- Jest to historia przygód psa Garma, dzięki któremu jego pan zaczyna awansować w hierarchii społecznej. Sprytny zwierzak, podobnie jak kot w butach, uruchamia maszynę zdarzeń, które poprowadzą Dżila do kolejnych zwycięstw i w końcu włożą mu na głowę koronę. Z chłopa stanie się on królem. Jak na początku bohater jest przedmiotem kpin i żartów, tak później wszyscy biją przed nim pokłony.

- W jakiej konwencji utrzymane jest przedstawienie?

- Wprowadziliśmy konwencję teatru w teatrze. Spektakl zaczyna się od sceny, w której sympatyczny wiejski powsinoga Garm słyszy balladę wędrownych aktorów o niezwykłych czynach pewnego rycerza. Od tego momentu zaczyna marzyć o tym, by jego pan Rudy Dżil stał się również bohaterem i pogromcą smoków. Następnie ci sami aktorzy, którzy wykonują pieśń, stają się animatorami lalek.

- W utworach Tolkiena występuje zawsze dużo dziwnych stworów, smoków, olbrzymów. Czy na scenie ,Groteski” spotkamy takie postacie?

- Oczywiście. Oprócz głównych bohaterów, czyli psa i jego pana, pojawi się olbrzym i smok. Te baśniowe postacie wprowadzą pewnie element grozy, a przez swoją interesującą formę plastyczną będą na pewno podobały się dzieciom.

- Czy przedstawienie jest przeznaczone tylko dla najmłodszych?

- Zawsze staram się tak pracować, a jest to już moja 15. realiazacja, by na spektaklach dla dzieci nie nudzili się ich rodzice. Mam nadzieją, że i tym razem mi się to udało.

Na zdj.: Beata Pejcz z Rudym Dżilem

Fot. Andrzej GAŁKOWSKI

Autor artykułu: Rozmawiała Magda Huzarska-Szumiec

Kradli tylko polonezy

Thursday, September 28th, 2000

Policjanci zlikwidowali w ostatnim czasie piątą ,dziuplę” działającą na terenie powiatu tarnowskiego. W jednej z podtarnowskich wsi, w wynajętych zabudowaniach, demontowano kradzione polonezy. Części sprzedawane były następnie na giełdach w Rzeszowie i Krakowie.

- Auta kradzione były na terenie Krakowa. Grupa specjalizowała się tylko w polonezach, których przebieg nie przekraczał 100 tysięcy kilometrów. Przestępcy działali bardzo szybko. Z naszych informacji wynika, iż zabudowania wynajmowane były od trzech tygodni. W tym czasie rozłożono na części 6 polonezów a trzy następne czekały już na swoją kolejkę – informuje Andrzej Sus, rzecznik prasowy tarnowskiej policji.

W ,dziupli” zatrzymano dwóch mieszkańców Tarnowa, byli oni już karani za kradzieże. Aby przewieźć na policyjny parking wszystkie zdemontowane części, trzeba było wynająć ciężarowego stara. Dzięki działalności w tarnowskiej Miejskiej Komendzie Policji grupy samochodowej, w ostatnim czasie o co najmniej jedną trzecią spadła liczba kradzieży aut w powiecie tarnowskim.

Na zdj.: Andrzej Sus pokazuje części z rozebranych kradzionych polonezów. Zajęły cały garaż

Fot. Krzysztof FULARA

Autor artykułu: KF

Siatkarski Puchar Polski

Wednesday, September 27th, 2000

Już dziś rozpoczyna się runda siatkarskiego Pucharu Polski, w której biorą już udział najlepsze zespoły w kraju. Dzięki awansowi do niej siatkarzy Aleksandrii Wawelu oraz siatkarek II-ligowych Muszynianki i Dalinu (wiślaczki grają z urzędu), kibice siatkówki w Małopolsce będą wreszcie mogli zobaczyć na własne oczy aktualnych i niedawnych mistrzów Polski.

Rozgrywki w grupie A siatkarki Muszynianki rozpoczynają meczem na własnym parkiecie z Gedanią, która występuje w serii A. Podopieczne Bogdana Serwińskiego przejdą więc najpoważniejszy test swoich możliwości. Za trzy dni Gedania pojawi się pod WawelemÉ

Jeszcze trudniejszy rywal przyjedzie do Myślenic. Będzie nim Pałac Bydgoszcz – zespół, który w tym sezonie chce nawiązać walkę z Naftą Piła o mistrzostwo Polski. Trenera Jerzego Bicza bardziej jednak zajmuje konfrontacja z najbliższym rywalem w II lidze – Orłem Kozy.

W grupie B występuje Wisła Kraków. Drużyna prowadzona przez Leszka Kędrynę wyjeżdża do Opola, gdzie oczekuje ją miejscowy AZS. Powinien to być pożyteczny sprawdzian dla wiślaczek przed inauguracją sezonu ligowego – już w sobotę na ulicę Reymonta zawitają gdańszczanki.

Bodaj najciekawszego rywala będzie miał męski jedynak w tym towarzystwie – krakowska Aleksandria Wawel AGH. Wojskowi, którzy z powodu wycofania się z rozgrywek warszawskiej Legii sezon serii B I ligi rozpoczną dopiero w sobotę meczem w hali przy ul. Rakowickiej z Resovią, dzisiaj podejmować będą Galaxię AZS Częstochowa. Trudno o bardziej prestiżowego przeciwnika.

- Podejdziemy do tego spotkania, jak do każdego innego – mówi trener, Ryszard Pozłutko. – To przecież tylko ludzie. Bądziemy chcieli jak najlepiej zaprezentować się publiczności. Mamy sygnały, że hala się zapełni. I trudno się dziwić. Dawno już w Krakowie nie gościł zespół tej klasy co częstochowianie. Mam nadzieję, że kibice obejrzą interesujące widowisko, w którym udział będzie miał także mój zespół.

Autor artykułu: no

Hiszpanie z Saragossy już w Krakowie

Wednesday, September 27th, 2000

Jutro o godzinie 15 na stadionie przy ul. Reymonta, rozpocznie się rewanżowy mecz I rundy piłkarskiego Pucharu UEFA, w którym Wisła zmierzy się z Saragossą.

Wczoraj Hiszpanie zameldowali się w podwawelskim grodzie. Przylecieli samolotem czarterowym, którym bezpośrednio po zakończeniu czwartkowego spotkania udadzą się w drogę powrotną do domu. Byli w dobrych nastrojach odnośnie rewanżu z Białą Gwiazdą. Inaczej odnosili się do swojego dorobku w Primera Division, jednakże pocieszali się, że to dopiero początek ligowej rywalizacji. Dziś o godz. 15 niebiesko-biali przeprowadzą trening na wiślackim stadionie.

Krakowianie z kolei mieli wczoraj zajęcia jakby dwufazowe. Normalne na boisku i seans wideo, podczas którego m.in. analizowali swój występ w Saragossie. Niestety, jeżeli chodzi o sprawy zdrowotne, to trener Orest Lenczyk ma problemy ze swoimi podopiecznymi.

Na przeziębienie narzeka Radosław Kałużny, drobne urazy kończyn zgłosili Olgierd Moskalewicz i Tomasz Frankowski, a Grzegorz Pater miał zajęcia indywidualne, gdyż odczuwa ból skręconego w sobotę stawu skokowego. Wydaje się mało prawdopodobne, aby popularny ,Grzela” był brany pod uwagę przy ustalaniu kadry na jutrzejszy pucharowy rewanż.

Po 4:1 na Estadio La Romareda nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że faworytem jutrzejszej konfrontacji będzie czwarty zespół Primera Division w ostatnim sezonie. Nie musi to jednak oznaczać, że wiślacy mają wyjść na boisko z nisko spuszczonymi głowami. Nie mają już przecież nic do stracenia, a tylko udanym występem przeciwko hiszpańskiej drużynie mogą przekonać do siebie tych, którzy dwa tygodnie temu zwątpili w możliwości Białej Gwiazdy.

Na zdj.: Drużyna Wisły – czy jutro będzie powód do takiej radości?

Fot. J. KOZIOŁ

Autor artykułu: BAT

Giełda pocztówek

Monday, September 25th, 2000

Kobiety, którym zaglądnąć można pod spódnicę, psy bokserki grające w ciuciubabkę, Żyd puszczający oczko i aniołki sypiące z nieba gwiazdki – to cuda, które wczoraj można było zafundować sobie na VII Giełdzie Pocztówek w Krakowie.

Jednych przyciągnęła para carska, która odwiedziła Kraków w roku 1918. Innych strojne panie w kapeluszach, jamniki lub różne typy żydowskie. Każdy mógł znaleźć rodzynek dla siebie.

Na aukcji, która każdego roku towarzyszy giełdzie, rekord pobiła pocztówka zaprojektowana jako litografia przez Juliusza Kossaka. Przedstawia ona krakowiaka na koniku oraz Teatr Miejski w Krakowie w roku 1895, dziś – Teatr Słowackiego. Cenę wywoławczą ze 120 zł podbito do 780 zł!

Następny krakowski rarytas – strojnych w ludowe stroje muzyków z Bieżanowa sprzedano za 280 zł. Wylicytował ich kolekcjoner, oczywiście z Bieżanowa.

W galerii Nafta, gdzie odbyła się wczoraj VII Giełda Pocztówek, zjawili się także miłośnicy jamników, świętych aniołków i trzy kobiety, członkinie Klubu Miłośników Pocztówki w Krakowie. Jedna z nich polowała na kobiety w kapeluszach, druga na koty, trzecia towarzyszyła mężowi, który od lat kocha się w pocztówkach. Byli też i tacy filokartyści, którzy poświęcili urlop w Zakopanem, aby w Krakowie pochwalić się kartonowymi cudami.

Na zdj.: Niektóre pocztówki przewidziano jedynie dla dorosłych

Fot. Agnieszka MUSZALSKA

Autor artykułu: AMusz

Spotkania Zdrowia i Niezwykłości

Monday, September 25th, 2000

Pierwsze Krakowskie Spotkania Zdrowia i Niezwykłości, wychodzące naprzeciw zainteresowaniom tych wszystkich, którzy pragną skorzystać z możliwości najszerzej pojętej medycyny naturalnej, zakończyły się sukcesem. Podczas trzech weekendowych dni stoiska w hali Klubu Sportowego Korona odwiedziło kilka tysięcy osób. Organizatorzy zapowiadają, że kolejna edycja odbędzie się jeszcze w grudniu lub z wiosną przyszłego roku.

Wśród bogatej oferty blisko stu wystawców największym powodzeniem cieszyły się stoiska proponujące naturalne metody leczenia. Ale i wróżbici, choć w mniejszym stopniu, znajdywali odbiorców.

- Przyjechaliśmy z Grodkowa na Opolszczyźnie. Bardzo ineteresuje nas ta tematyka. Mamy sentyment do tego typu spraw odkąd trzy lata temu na podobnych targach we Wrocławiu wróżka przepowiedziała nam narodziny Kacperka – mówi Ewa Nowakowa, która Spotkania odwiedziła wraz z mężem Andrzejem i córką Moniką.

Jadwiga Lewicka, fryzjerka z Krakowa, przyszła specjalnie by poddać się zabiegowi u znanego nie tylko w Polsce bioenergoterapeuty Stefana Wrony.

- Pracuję wśród ludzi i nieraz wysłuchując opowiadań klientek o ich problemach czuję się trochę jak śmietnik. Przyszłam odreagować. Po banieczkach i masażu jestem jak nowo narodzona – mówi zadowolona.

Sporo chętnych czekało na diagnozowanie z dna oka, dawkę energii od Wandy Falczyńskiej, Niny Dul czy Krzysztofa Jasienieckiego. Tłoczno było przed stoiskiem oferującym Osobisty Zestaw Run, gdzie zgodnie z kodem osobowym, można było zaopatrzyć się w magiczny znak pomagający najlepiej wykorzystać drzemiący w nas potencjał.

Nie brakowało amatorów na wstawienie w ucho igieł, mających rozległe znaczenie lecznicze, ale także pomagających zrzucić zbędne kilogramy. Zajmował się tym chiński lekarz Erdenebat Batbuyan. – Ostatnio mam kłopoty z uszami. Sporo muzykuję i bardzo mi to przeszkadza – mówi Grzegorz Kukla, który po zabiegu świecowania czuł się odprężony. Dlatego oddał w ręce chińskiego doktora także swą córeczkę Olę.

- Taki zabieg ma wszechstronne zastosowanie. Uspokaja, wycisza. Na pewno nie zaszkodzi, czego nie można powiedzieć o chemii, którą faszeruje nas medycyna konwencjonalna – mówi pan Grzegorz.

Wielkie wrażenie wywarła na uczestnikach sobotnia wyprawa do czakramu wawelskiego i medytacja pod fachową opieką Adama Myśliwca. Ci, którzy osobiście odczuli ozdrowieńczą moc promieniowania, przyrzekli sobie przychodzić tu częściej.

Autor artykułu: mar

Spadochroniarski piknik

Monday, September 25th, 2000

Żołnierze w czerwonych beretach zaprosili przyjaciół i rodziny na święto swojej brygady. W koszarach odbyły się oficjalne uroczystości, wręczono medale i nagrody. Potem wszyscy przenieśli się na poligon, gdzie odbył się spadochroniarski piknik.

6. Brygada Desantowo-Szturmowa im. gen. Stanisława Sosabowskiego obchodzi swoje święto 23 września, w rocznicę sformowania 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej, którą przed 53 laty utworzył w dalekiej Szkocji Stanisław Sosabowski.

W 1957 roku weterani-spadochroniarze dzielnej Brygady spod Arnhem i Diel zamieszkali w Polsce, czynnie włączając się w formowanie 6. Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej i służąc swym doświadczeniem i wiedzą wojskową gen. Józefowi Kuropiesce, dowódcy Warszawskiego Okręgu Wojskowego.

W dywizji zawsze służyli ludzie, którzy nigdy nie zapominali o pełnych chwały tradycjach bojowych jednostki. Delegacje krakowskich spadochroniarzy uczestniczyły w odsłonięciu w 1965 r. pomnika Polskich Spadochroniarzy i Cichociemnych oraz w pogrzebie twórcy i bojowego dowódcy 1. SBS, gen. bryg. Stanisława F. Sosabowskiego na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie w 1967 r.

Po przeformowaniu Dywizji w 6. Brygadę Desantowo-Szturmową starano się o nadanie jej imienia generała Sosabowskiego. Znalazło to finał w 1989 r.

Dewizą spadochroniarzy 6. BDSz jest starorzymska dewiza Audaces fortuna juvat! (Śmiałym szczęście sprzyja). Symbolem Brygady stał się również bordowy beret, noszony przez spadochroniarzy od 1958 r., który zyskał im niezmiernie popularne w całym kraju miano ,Czerwonych Beretów”.

Skokami na spadochronach, pokazami walki wręcz, demonstracją sprawności fizycznej żołnierze potwierdzali podczas pikniku, że zasługują na uznanie. Pokazali także, że potrafią się wspaniale bawić.

Na zdjęciu: dowódcy i wychowankowie Brygady: płk Roman Polko – były dowódca bielskiego batalionu, dziś dowódca ,Gromu”, płk Jerzy Wójcik – dowódca 6. BDSz, ppłk Krzysztof Boczkowski – były dowódca 16. batalionu, obecnie szef sztabu 25. Brygady Kawalerii Powietrznej, gen. bryg. Bronisław Kwiatkowski – były brygadier, dziś szef sztabu Korpusu Powietrzno-Zmechanizowanego, z zaprzyjaźnionymi przedstawicielami historycznego oddziału artylerii fortecznej

Fot. Marian SATAŁA

Autor artykułu: mas

Tarnów – napad na szesnastolatka

Thursday, September 14th, 2000

16-letni tarnowiani został brutalnie pobity przez dwóch, niewiele starszych, nastolatków. Chłopak ma złamaną szczękę i wybite zęby.

Do napadu doszło na ulicy Piłsudskiego w Tarnowie, w pobliżu budynku Zespołu Szkół Zawodowych. Przechodzący tamtędy chłopak został uderzony pięścią w twarz. Napastnicy zażądali od niego oddania pieniędzy i papierosów. Gdy 16-latek oznajmił, że nie pali i nie ma przy sobie gotówki, został dotkliwie pobity. Ze złamaną szczęką i wybitymi czterema zębami przewieziono go do tarnowskiego szpitala.

Policja kilkanaście minut później zatrzymała dwóch nastolatków podejrzanych o ten napad. Jeden jest mieszkańcem Luszowic, drugi – Tarnowa.

Autor artykułu: dnie