Archive for July, 2000

Weryfikacja za kółkiem

Thursday, July 20th, 2000

Każdy chętny do otrzymania prawa jazdy powinien obecnie dokładnie sprawdzić, czy ośrodek, w którym się szkoli, posiada zezwolenie właściwego starosty na prowadzenie takiej działalności. Może się bowiem zdażyć, że delikwent nie zostanie dopuszczony do egzaminu, gdyż naukę pobierał u instruktora nie posiadającego uprawnień. Skończyły się bowiem czasy szkolenia kierowców przez szkoły nauki jazdy prowadzone w barakach i dysponujące jednym, rozpadającym się małym fiatem.<p>
Od 1 lipca ośrodki zajmujące się szkoleniem kandydatów na kierowców muszą posiadać na to zezwolenie wydane przez starostę. Przewiduje to Prawo o ruchu drogowym z 1988 roku. Starosta wydaje takie zezwolenie obecnie tylko wówczas, gdy szkoła nauki jazdy, oprócz wpisu do ewidencji działalności gospodarczej, posiada odpowiednie warunki lokalowe (biuro, salę szkoleniową o powierzchni nie mniejszej niż 25 m kw., wyposażenie dydaktyczne z planszami, toaletę), utwardzony i wyposażony w pachołki plac manewrowy (powierzchnia co najmniej 120 m kw.), umożliwiający wykonanie każdego z zadań przewidzianych na egzaminie państwowym oraz co najmniej jeden pojazd do nauki jazdy. <p>
- Wszystkie przedstawiane nam dokumenty są dokładnie weryfikowane, a to czy szkoła nauki jazdy spełnia kryteria wymienione w aktach prawnych jest skrupulatnie sprawdzane na miejscu przez pracowników, działających przy starostwach, referatów kontroli i nadzoru nad stacjami diagnostycznymi i ośrodkami szkolenia – mówi kierownik krakowskiego referatu, Anna Iglicka i dodaje, że aby podnieść wartość i rzetelność szkolenia, wszyscy instruktorzy musieli przejść weryfikację i zdać ponownie egzamin. O ile w Krakowie jeszcze w ub. roku było ok. 600 instruktorów, to po weryfikacji uprawnienia posiada obecnie 466.<p>
Na terenie Krakowa wydano do tej pory już 113 zezwoleń dla ośrodków szkolenia, a 14 podań jest jeszcze w trakcie weryfikacji. Wcześniej takich szkół było 160-180. <p>
Przed wprowadzeniem reformy administracyjnej kraju na terenie województw: krakowskiego, tarnowskiego i nowosądeckiego działało, często na dziko, ok. 2 tys. instruktorów. Po weryfikacji zostało ich obecnie ok. 1600-1700, ale liczby te są tylko szacunkowe, bo dopiero teraz napływają ze starostw dane do Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego, który zajmuje się m. in. egzaminowaniem kierowców i prowadzić ma ewidencję legalnie działających szkół nauki jazdy i instruktorów.

Autor artykułu: woko

Przyjechał po śmierć

Thursday, July 20th, 2000

W Łącku, w powiecie sądeckim kosa, którą 15-letni Krystian ścinał chwasty przy drodze nieopodal domu rodzinnego, nagle uderzyła w kamień, odbiła się i ugodziła w brzuch kuzyna, 11-letniego Mateusza, który przyjechał do krewnych z pobliskich Gołkowic. Chłopiec zmarł kilka chwil później pomimo natychmiastowej pomocy medycznej.<p>
- Taki uczynny i gospodarny był ten Krystian z sąsiedztwa i sam bez ponaglania przez rodziców chciał uporządkować obejście – mówi przez łzy kobieta w średnim wieku, stojąca przy drodze do przysiółka nazywanego w Łącku Tarnawa. – Z nim był chłopak, chyba jego młodszy kuzyn, który przybył w odwiedziny do krewniaków. Nawet mi przez myśl nie przeszło, że te karetki, które mknęły jak oszalałe, wezwano do tych dwóch chłopaków. We wsi złe wiadomości rozchodzą się dość szybkie, więc kiedy się dowiedziałam, że ten młodszy zginął, to ani głosu ani łez nie mogłam z siebie wydobyć. Dopiero po chwili zaczęłam pytać jak to się stało.<p>
- Krystian bez polecenia rodziców wziął kosę i zabrał się do ścinania wysokich ostów koło hydrantu przeciwpożarowego po przeciwnej stronie drogi niż stoi dom, w którym mieszka – relacjonuje asesor Prokuratury Rejonowej w Nowym Sączu Kazimierz Piszczek. – Z nim był 11-letni Mateusz z Gołkowic. Po bardzo grubej i twardej łodydze ostu kosa ześlizgnęła się w dół i uderzyła w kamień, którego nikt nie mógł widzieć, gdyż był skryty w trawie. Ostrze odskoczyło i wbiło się w brzuch Mateusza. Chłopiec chwycił się za brzuch i pobiegł do domu krewnych. Dotarł tam strasznie krwawiąc. Bardzo szybko przybył miejscowy lekarz. Po chwili była na miejscu karetka reanimacyjna. Ostrze wbiło się jednak fatalnie i spowodowało straszliwy krwotok wewnętrzny. Mimo prób ratunku Mateusz stracił życie. Była to straszliwa tragedia.<p>
Na podwórzu zadbanego gospodarstwa rodziców Krystiana trwa procedura dokumentowania tragedii. Pracują: prokurator oraz policjanci. Krystian i jego rodzice są w domu. Przed domem siedzą dwie nastolatki, którym smutek odmalowujący się na twarzach nie pozwala rozmawiać ze sobą. Jedna z nich co pewien czas bierze rower, prowadzi kilka metrów, wraca, odstawia go i znów tkwi w bezruchu.<p>
Mężczyzna powożący furmanką, gdy mija dom, luzuje lejce, zdejmuje z głowy kapelusz i ręką robi na piersiach znak krzyża.<p>
Na zdjęciu kamień ukryty wśród ostów, który był pośrednim sprawcą tragedii.<p>
Fot. Stanisław ŚMIERCIAK

Autor artykułu: Stanisław ŚMIERCIAK

Deszczowy początek

Monday, July 17th, 2000

Zespół polonijny ,Młoda Karolinka" z Wielkiej Brytanii jako pierwszy wystąpił wczoraj na estradzie w Polance Wielkiej koło Oświęcimia podczas koncertu rozpoczynającego I Międzynarodowy Dziecięcy Festiwal Folklorystyczny ,Darujmy Światu Pokój" pod patronatem ,Gazety Krakowskiej".<p>
Impreza odbywa się w ramach Forum Dziecięcych Inicjatyw Pokojowych Mityng 2000. Pogoda pokrzyżowała nieco plany organizatorom: od rana padał rzęsisty deszcz. Nie przeszkodziło to jednak mieszkańcom, którzy zgromadzeni w parku spod parasoli obserwowali występujących na scenie młodych artystów. <p>
- Niebo tak się wzruszyło, że aż łzy na nas leje – skomentował pogodę wójt Polanki Józef Kała.<p>
Obok ,Młodej Karolinki" wczoraj zaprezentowały się: ,Nrutyeshwar" z Indii, ,Barwinok" z Ukrainy, ,Sakartvelo" z Gruzji i miejscowa ,Tęcza". <p>
Dla ,Młodej Karolinki" z Wielkiej Brytanii (na zdjęciu) występ w Polance był debiutem estradowym na polskiej ziemi.<p>
Fot. Piotr TARCZYŃSKI

Autor artykułu: ski

Sokoły ruszają na łów

Monday, July 17th, 2000

Dwa sokoły wędrowne mieszkające od ponad tygodnia na Baszcie Złodziejskiej Zamku Królewskiego na Wawelu lada dzień rozpoczną naukę polowania. Służby ochrony przyrody i realizatorzy programu ratowania ginącego gatunku ptaków drapieżnych apelują, by nie zbliżać się do sokołów, nie robić im krzywdy, gdyby ze swą ofiarą przysiadły na ziemi.<p>
Sokoły są pod ścisłą ochroną. Wyrządzenie im choćby najmniejszej krzywdy jest karalne. Jednak w zeszłym roku źle pojmowana troska o przyrodę stała się w Warszawie przyczyną śmierci jednego z odchowanych z olbrzymim trudem drapieżników. Młodemu sokołowi zabrakło sił i z upolowanym w powietrzu gołębiem przysiadł na ziemi. Bezmyślny obrońca zwierząt chcąc ratować martwego już gołębia zabił sokoła. <p>
- Sokół wędrowny zawsze zabija swoją ofiarę już w powietrzu. Wawelskie sokoły lada dzień rozpoczną polowanie. Są młode, także może im zabraknąć sił apelujemy więc, by zostawić je w spokoju, by nikt nie zrobił im krzywdy ratując ich martwą ofiarę – podkreśla Jacek Jarnuszkiewicz, kierownik akcji wprowadzania sokołów wędrownych na Wawel. <p>
Miłośnicy gołębi nie mają powodów do większych obaw. Sokoły nie stanowią żadnego zagrożenia dla krakowskich ptaków. Dorosły zjada raz na dwa dni posiłek wielkości jednego gołębia. Poza tym drapieżniki zawsze polują na najsłabsze ptaki, pełniąc przy tym rolę naturalnego selekcjonera. <p>
Warto pamiętać, że sokołów mamy w Polsce najwyżej kilkanaście. Ptaków, które mogą stać się ich ofiarami – niezliczoną ilość. <p>
Krakowskie sokoły są cały czas dokarmiane, nie będą więc specjalnie głodne. Ale by przetrwać na wolności, muszą się nauczyć polowania. Już za tydzień, dwa opuszczą Kraków przynajmniej na rok.

Autor artykułu: JGH

Trzy rocznice

Monday, July 17th, 2000

Kraków uroczyście świętował 590. rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem, 90. rocznicę odsłonięcia pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie oraz 140. rocznicę urodzin Ignacego Jana Paderewskiego.<p>
Główne obchody z udziałem władz państwowych i samorządowych rozpoczęła w sobotę msza św. w bazylice Mariackiej, po której uczestnicy przemaszerowali pod pomnik Grunwaldzki. Tu odbyła się zmiana warty honorowej, połączone chóry Krakowa i Niepołomic odśpiewały Bogurodzicę. Sybirak Zbigniew Zwarycz przyprowadził sztafetę Grunwaldzką zorganizowaną przez Polskie Towarzystwo Gimnastyczne ,Sokół". O znaczeniu zwycięstwa pod Grunwaldem mówił prezydent Krakowa Andrzej Gołaś.<p>
W niedzielę kolumna ,Sokoła" – w Krakowie odbywał się Grunwaldzki Zlot Sokolstwa Polskiego – przemaszerowała z Rynku na Wawel składając kwiaty na płycie Tadeusza Kościuszki, pod pomnikiem Katyńskim i na sarkofagu Władysława Jagiełły.<p>
Na zdjęciu koncert pod pomnikiem Grunwaldzkim.<p>
Fot. Jacek KOZIOŁ

Autor artykułu: R

Próba gwałtu w sanktuarium

Friday, July 14th, 2000

Policja prowadzi intensywne poszukiwania sprawcy napadu na siostrę zakonną na terenie zakopiańskiego Sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej na Krzeptówkach. Sprawca chciał zgwałcić zakonnicę, a kiedy straciła przytomność, pociął ją nożem.

W środę ok. godziny 21 siostra zakonna przygotowywała kwiaty na ołtarz w jednej z bocznych salek kaplicy. Napastnik wszedł do pomieszczenia nie zauważony, zaszedł swoją ofiarę od tyłu i chwycił za włosy, tak że siostra nie jest w stanie go rozpoznać, nie może też nakreślić portretu pamięciowego.

Trzymając ofiarę, napastnik wyszeptał, że zaraz ją zgwałci. Zakonnica zaczęła się szarpać i bronić, napastnik widząc, że nie jest w stanie obezwładnić ofiary, uderzył ją w głowę. Na kilka chwil zakonnica straciła przytomność. Kiedy się ocknęła, napastnika już nie było. Kobieta leżała na podłodze w kałuży krwi. Sprawca napaści zadał jej trzy cięcia jakimś ostrym narzędzie, prawdopodobnie nożem, jedno w klatkę piersiową, a dwa w nogę. Obrażenia nie zagrażają życiu poszkodowanej.

Zaalarmowani księża i zakonnice natychmiast wezwali na miejsce pogotowie i policję. Badania lekarskie w szpitalu wykluczyły gwałt. Policja do poszukiwań użyła psa tropiącego i jeszcze tego samego wieczoru zatrzymała w pobliżu Sanktuarium młodego turystę z Sosnowca, który zdaniem policjantów zachowywał się dziwnie. Następnego dnia chłopak został jednak zwolniony, a prowadzący śledztwo wykluczyli jego związek ze sprawą.

Jak zapewnia rzecznik zakopiańskiej policji nadkom. Jan Szymański, trwają intensywne poszukiwania sprawcy napaści na siostrę zakonną.

Autor artykułu: KS

Prywatyzacja po krakowsku

Friday, July 14th, 2000

Po burzliwych dyskusjach o stratach w budżecie miasta, o bolszewickim rozdawnictwie mieszkań, o podtykaniu krakowianom kiełbasy wyborczej, przegłosowano wczoraj w magistracie zmianę bonifikaty przy sprzedaży mieszkań komunalnych zwiększając ją z 80 do 90 proc. Dotychczasowi najemcy mogą za dwa tygodnie przystąpić do wykupu mieszkań za 10 proc. wartości.

Wyjątkiem są mieszkania w ścisłym centrum Krakowa (Planty) oraz w budynkach zabytkowych – bonifikata wynosi tam od 25 do 45 proc. Zniesione zostały także dopłaty, sięgające często ceny rynkowej, gdy na osobę przypadało więcej metrów kw. niż zakładała norma.

Za przyjęciem uchwały zmieniającej zasady sprzedaży mieszkań komunalnych głosowało tylko 31 z 67 obecnych na sali radnych, przeciw było 8, wstrzymało się – 4, a 24 demonstracyjnie nie wzięło udziału w głosowaniu.

- Proponowaliśmy bonifikatę 95 proc. dla najuboższych i przeznaczenie pieniędzy ze sprzedaży mieszkań na budownictwo komunalne. Żadna z tych poprawek nie przeszła. Nie pozostało nam nic innego jak, nie głosować – mówił Mieczysław Łagosz z SLD. Sojusz od początku sprzeciwiał się projektowi.
Bogusław Kośmider z także przeciwnej takim zmianom Unii Wolności przytoczył opinię Wydziału Skarbu Urzędu Miasta Krakowa z adnotacją, że zwiększenie bonifikaty spowoduje deficyt w miejskim budżecie w wysokości 10-15 mln zł.

Także 4 radnych SKL wyłamało się z lansującej projekt AWS. Radny Jan Franczyk stwierdził, że powodem była obawa, iż mieszkańcy skuszeni atrakcyjną ceną wykupią mieszkania, po czym nie będzie ich stać na kosztowne remonty od lat zaniedbanych budynków.

Z dziesięciu poprawek do uchwały przyjęto tylko autopoprawkę zarządu miasta, mówiącą o zakazie sprzedaży mieszkań w budynkach wybudowanych bądź wyremontowanych przez gminę po 1990 roku oraz o zwrocie gminie bonifikaty, jeżeli lokal przed upływem 5 lat zostanie przenaczony na inne cele, niż mieszkalne.

Wiesław Misztal i Krzysztof Gurba z AWS, jedni z autorów projektu, przekonywali, że strat w budżecie nie będzie, gdyż bardziej przystępna cena zwiększy zainteresowanie wykupem. Najemcy będą także informowani o stanie technicznym budynków. Odpierając argumenty opozycji, dodali także, iż urząd jest przygotowany na obsługę procesu sprzedaży.

Obecnie gmina Kraków dysponuje 32 tysiącami mieszkań, od 1991 roku sprzedano ich 13 tysięcy.

Autor artykułu: Nit

Przegrana walka o życie Patryka

Friday, July 14th, 2000

W środę wieczorem zmarł w Krakowie jeden z rozdzielonych w czerwcu braci syjamskich. Chłopcu i lekarzom z Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Prokocimiu nie udało się przezwyciężyć bardzo poważnej niewydolności krążeniowej, która była też powodem przyspieszenia operacji rozdzielenia bliźniąt.

Dziewięciomiesięczny Patryk był od dłuższego czasu w stanie krytycznym. Jego problemy krążeniowo-oddechowe stały się zresztą przyczyną rozdzielenia braci na trzy miesiące wcześniej niż planowano. Niestety, mimo walki o życie chłopca nie udało się mu pomóc.

- Drugi z braci, Kamil, z każdym dniem wykazuje minimalną poprawę. Na jego przyszłość patrzymy z umiarkowanym optymizmem, choć wiele jeszcze przed nim – poinformował wczoraj doc. Adam Bysiek.
Kamil będzie musiał wkrótce podjąć próby samodzielnego oddychania. Na razie jest podłączony do respiratora, jego klatka piersiowa jest po poważnej ingerencji chirurgów bardzo słaba. Nauka oddychania może trwać nawet kilkanaście tygodni. Chłopiec jest już częściowo karmiony naturalnym pokarmem (przez sondę) i dobrze to znosi.

Kamil i Patryk byli parą bliźniąt syjamskich najdłużej pozostającą pod opieką krakowskich lekarzy.

W zeszłym roku przez kilka miesięcy przebywały w Prokocimiu pomyślnie rozdzielone w USA siostry Weronika i Wiktoria. W tym roku lekarze próbowali ratować życie także dwóch innych par sióstr syjamskich, jednak w obu przypadkach stan dzieci i rozmiar zrostu (m.in. wspólne serce) nie dawały nadziei. Jedna para sióstr zmarła w tydzień po urodzeniu, druga w wieku czterech miesięcy.

Autor artykułu: JGH

Strategia Małopolski na 160 stronach

Tuesday, July 11th, 2000

– To strategia zrównoważonego rozwoju Małopolski, regionalnej solidarności – rekomendował grubą, liczącą 160 stron księgę wiceprzewodniczący Zarządu Województwa Małopolskiego, Janusz Sepioł. Wczoraj w Karczmie Regionalnej w Krynicy-Czarnym Potoku radni wojewódzcy przyjęli jednogłośnie projekt Strategii Rozwoju Województwa Małopolskiego. W przeddzień plenarnej sesji Sejmiku pracowały komisje, które wniosły sporo uwag do tego dokumentu, który ostatecznie ma zostać uchwalony w sierpniu.<p>
Przedstawiając Strategię marszałek Marek Nawara powiedział, że jest unikatowa w skali kraju, gdyż to kolektywne dzieło Małopolan, owoc rocznej dyskusji gospodarzy województwa z lokalnymi środowiskami, w której uczestniczyło ponad 700 liderów. Temu służyły warsztaty powiatowe, na których Zarząd Województwa zbierał powiatowe bolączki i dezyderaty i temu służyła tzw. Małopolska Lista Szans układana również przy pomocy Czytelników ,Gazety Krakowskiej".<p>
Nawara podkreślił, że Strategia stanie się podstawą do uchwalania planów województwa oraz podstawowym narzędziem w negocjowaniu jesienią z rządem Kontraktu dla Małopolski, a w dalszej kolejności wszelkich starań o unijny grosz.<p>
Szefowie komisji problemowych po kolei wyrażali akceptację dla Strategii, nie omieszkując jednak wytknąć braków i błędów dokumentu. Najwięcej głosów krytycznych zgłosili członkowie komisji ochrony środowiska (niedostrzeganie problemów gospodarki wodnej i zabezpieczenia przeciwpowodziowego) oraz rolnictwa (bagatelizowanie problemów wsi i rolnictwa). W tym samym duchu przemawiali w imieniu klubów ich szefowie.<p>
Wojciech Grzeszek (AWS) dziękując za mrówczą pracę autorom Strategii prosił, aby bardziej zhumanizowali język tego dokumentu, żeby on nie tylko pokazywał Małopolskę, ale także zaludniających ją, żywych ludzi. – Z tą Strategią jest tak jak z moją znajomą, z którą przed laty chadzałem do kina – rozpoczął swoje wystąpienie przedstawiciel Unii Wolności – Po wyjściu z kina ona wzdychała: ,Ten film mógł być lepszy". Nawet reprezentant SLD co do generaliów chwalił Strategię, zwracając jednak uwagę, że powina się cechować większą wrażliwością społeczną, w większym stopniu zauważać problemy środowisk i ludzi, które zagubiły się w obecnej rzeczywistości.<p>
Następnie nastąpiło głosowanie, podniósł się las rąk, niestety, żaden z piątki parlamentarzystów małopolskich, dzierżących jednocześnie mandat radnego wojewódzkiego, nie był obecny w tak doniosłej chwili. Obecnie, projekt Strategii zostanie poddany procesowi ostatecznej obróbki, uwzględniającej zgłoszone uwagi i zastrzeżenia. Preambuły (tzw.,Misji") nie trzeba zmieniać, Gierek by lepszej nie wymyślił: ,Małopolska- regionem szans wszechstronnego rozwoju ludzi i nowoczesnej gospodarki; silnym aktywnością swych mieszkańcówÉ<p>
Fot. Henryk SZEWCZYK

Autor artykułu: HSZ

Muszą podjąć walkę

Tuesday, July 11th, 2000

Po raz dziewiąty piłkarscy juniorzy krakowskiej Wisły zostali mistrzami Polski. Tym razem drużynę,która zdecydowanie przewyższała rywali, prowadził trener Dariusz Wójtowicz.

- Owszem, miałem przyjemność pracować z tymi akurat chłopcami, ale nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie wieloletnie zaangażowanie innych ludzi – stwierdza szkoleniowiec mistrzowskich juniorów – Choćby Stanisława Chemicza, który rozpoczynał piłkarską edukację wielu z nich w Szkółce Piłkarskiej Wisły, Antoniego i Henryka Szymanowskich, Andrzeja Iwana. Generalnie klub stworzył nam bardzo dobre, profesjonalne warunki do pracy, otoczył wszechstronną opieką. Cieszyć może i to, że na powrót doczekaliśmy się w Wiśle dobrego systemu nauczania futbolowego abecadła. Od wczesnej selekcji w Szkółce, poprzez bardzo dobre szkolenie w niej, oraz uzupełnianie zespołów – kiedy chłopcy skończą wiek trampkarza – najzdolniejszymi zawodnikami z innych klubów. Zdaję sobie sprawę, że jest to nowość w skali ogólnopolskiej i może budzić różne kontrowersje. Tylko, że taki akurat system od wielu lat sprawdza się m.in. we Francji, Holandii, Anglii, Hiszpanii czy we Włoszech… Wolno też pomarzyć o lepszej bazie treningowej przy Reymonta, ale przecież nie od razu Kraków zbudowano…

Dariusz Wójtowicz ma wcale bogatą przeszłość zawodniczą. Był reprezentantem Polski w juniorskich i młodzieżowych kategoriach wiekowych, medalistą ME, później więcej niż solidnym ligowym zawodnikiem. – To w dużym stopniu ułatwia mi porozumiewanie się z podopiecznymi. Chyba lepiej potrafię ich zrozumieć. Nie bez znaczenia jest także, iż znaleźliśmy wspólny język. Tak w sprawach czysto sportowych, jak również życiowych tych chłopaków. Mają przecież różne problemy, osobiste, z nauką. Wiedzą jednak, że zawsze mogą ze mną porozmawiać, zwrócić się o radę, o pomoc. Cóż, oni naprawdę potrzebują jeszcze dobrego słowa, oczekują, że w wielu kwestiach poniekąd pokieruje się nimi…

Wiślaccy mistrzowie Polski mają podpisane indywidualne umowy z klubem. Naturalnie za zgodą rodziców, z którymi trenerzy i działacze starają się utrzymywać systematyczny kontakt. Chłopcy otrzymują więc miesięczne stypendia, zamiejscowym Wisła opłaca internat, wyżywienie, dojazdy do domów. Trener Wójtowicz zwraca też uwagę na aspekt nauki: – Większość z nich uczęszczała lub uczęszcza do Zespołu Szkół Elektrycznych przy ulicy Kamieńskiego, niektórzy chodzili do piłkarskiej SMS, a kilku do SMS przy ulicy Grochowskiej. Cóż, różnie podchodzili i podchodzą do szkolnych obowiązków, do poszerzania swoich horyzontów. Choćby znajomość języków obcych jest u nich na poziomie średniej krajowej… Zauważam jednak, że oni zaczynają myśleć już inaczej, niż ich rówieśnicy jeszcze kilka lat temu. Zdają sobie sprawę, że aby coś osiągnąć po prostu muszą poważnie podchodzić do życia. Wierzyć w siebie, nie bać się podejmowania ryzyka. My staramy się im pomóc, ukierunkować. Choćby przekonywać, że są wprawdzie dobrzy, ale powinni być jeszcze lepsi, o wiele lepsi…

Kilku chłopców kończy właśnie wiek juniora. Inni mogą jeszcze przez sezon lub dwa występować w tej kategorii wiekowej. Generalnie jednak powoli zacznie się dla nich czas wielkiej próby sportowej. – Czy podejmą walkę o zaistnienie w dorosłym futbolu? – zastanawia się Dariusz Wójtowicz. – Muszą, jeśli nie chcą się zatrzymać, rozpłynąć w tłumie. Będzie to dla nich ciężka próba charakterów. Przebiją się tylko najodporniejsi, najbardziej świadomi, nie bojący się podjąć walki, wierzący w swoje możliwości. Wiem, że w Wiśle mają podpisać kontrakty tzw. motywacyjne, stymulujące do pracy. Otwiera się więc ogromne pole do popisu dla trenerów. Aby umiejętnie wprowadzać chłopaków w dorosłą piłkę, indywidualizować obciążenia i zadania, dużo z nimi rozmawiać, dawać do zrozumienia, że są potrzebni. Oczywiste jednak jest, że bez określonych predyspozycji psychicznych, nawet najbardziej uzdolniony junior nie wygra tej specyficznej walki. Ja jednak wierzę w tych chłopaków!

Autor artykułu: BAT