Archive for June, 2000

Pornografia w sieci

Thursday, June 29th, 2000

Krakowska policja, po trwającym od marca br. śledztwie zatrzymała wczoraj mieszkańca Krakowa podejrzanego o rozpowszechnianie za pomocą Internetu pornografii z udziałem dzieci poniżej lat 15 i zwierząt. W mieszkaniu podejrzanego zabezpieczono komputer, skanery i dyskietki, które poddane zostaną szczegółowej analizie.

Cała sprawa zaczęła się w lutym br. Wtedy to właśnie z Biura Międzynarodowej Współpracy Policji z Wiednia i Kopenhagi do Krakowa dotarła informacja, że w Internecie założona została strona o charakterze typowo pornograficznym, której administratorem jest obywatel Polski. Na stronie tej znajdowały się zdjęcia pornograficzne z udziałem nieletnich i zwierząt, mnóstwo wulgaryzmów itp.

Administrator zamieścił w Internecie kilka zdjęć, ale jednocześnie publikował informację, że po opłaceniu za pomocą karty płatniczej pewnej kwoty, można uzyskać dostęp do nieporównanie większych ,atrakcji”. W tej sytuacji prokuratura wszczęła dochodzenie.

Wystąpiono o billingi połączeń internetowych, zasięgnęto też opinii biegłego, który jednoznacznie ocenił charakter owej strony jako pornografię.

Zatrzymany mężczyzna, młody człowiek, wczoraj był przesłuchiwany przez prokuratora. O jego dalszym losie zadecyduje sąd. Sprawcy grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Autor artykułu: mik

KsiIdz Tischner nie Nyje

Thursday, June 29th, 2000

W krakowskim szpitalu zmarł w drodO po długiej chorobie ks. prof. Jýzef Tischner. Miał 69 lat. Od trzech lat chorował na raka krtani. Przeszedł kilka powaNnych operacji. Pogrzeb odbOdzie siO prawdopodobnie w sobotO w Lopusznej koło Nowego Targu, rodzinnej wsi ksiOdza profesora.

Jýzef Tischner urodził siO w 1931 r. w Starym SIczu. UkoŔczył Wydział Teologiczny i Wydział Filozofii Uniwersytetu JagielloŔskiego, a takNe Wydział Filozofii Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Był uczniem Romana Ingardena.

Ojciec Adam Schulz, rzecznik Episkopatu Polski nazwał dmierd ksiOdza Tischnera ogromnI stratI nie tylko dla Kodcioła, ale rýwnieN dla Polski i Europy. Nic dziwnego – był on jednym z nielicznych filozofýw wysoko cenionych przez kolegýw i uwielbianych przez ludzi spoza krOgýw naukowych. Przyczynił siO do powstania Solidarnodci i ustalenia jej etyki, ale krytykował jej pýKniejsze spory i niekonsekwencjO. Znany był z poczucia humoru i wielkiego umiłowania gýralszczyzny. Przed czterema laty został wybrany Człowiekiem Roku ,Gazety Krakowskiej”.

Przed rokiem, w czasie jednej z ostatnich mszy dwiOtych odprawianych we własnym domu dla grona najbliNszych, mýwił szeptem: TO mszO ofiarujO za tych, co nie chcI, abym siO przeniýsł do lepszego dwiata.

- On chciał siO przeniedd do tego innego, lepszego dwiata – powiada Andrzej Kudasik, przyjaciel KsiOdza Profesora z Nowego Targu.

Ten ostatni raz ks. prof. Tischner publicznie pokazał siO na dlubie syna Kudasikýw – Bartka, 20 wrzednia 1997 roku w ZObie pod Tatrami. Wtedy juN słychad było chrypkO. Kilki dni pýKniej był w szpitalu, diagnoza – rak krtani. OperacjO przeprowadzono w Nowej Hucie. Po operacji Nartował w listach do przyjaciýł ze swojej sytuacji.

- Dowcipem potrafił rozładowad kaNdI sytuacjO – wspomina Roman DzioboŔ z Nowego Targu. Jeszcze ze szpitala pisał teN do przyjaciýł: ,Czasem mi siO widzi, Ne sI na tym dwiecie wiOksze nieszczOdcia niN to moje, ale przecieN dwiat miłodciI, a nie sprawiedliwodciI stoi,.
Po leczeniu wrýcił na rekonwalescencjO do Lopusznej, gdzie ma dom, pod traskliwI opiekO brata – prof. Mariana Tischnera i jego Nony Barbary. Mýwił szeptem, ale mýwił, nawet udzielał wywiadýw. To wtedy, przez ponad rok, grono przyjaciýł przyjeNdNało do niego na coniedzielne, prywatne msze dwiOte.

- Nigdy nie byłem tak blisko eucharystii – opowiada Andrzej Kudasik. – MoNe jeszcze tylko na mszy pod Turbaczem.

Te msze, organizowane od lat 80. przez ZwiIzek Podhalan w kapliczce papieskiej pod Turbaczem, to takNe pomysł Ks. Profesora. TysiIce ludzi przyjeNdNało z całej Polski, aby w pierwszI niedzielO sierpnia, na polanie gorczaŔskiej z widokiem na pýł dwiata, posłuchad Jego homilii. I on mimo natłoku zajOd starał siO byd, wiedział, jak bardzo jest tu potrzebny.

- Przez te trzy lata choroby wiele pracował, jakby siO spieszył – wspomina Wanda Szado Kudasik .

- Był nie tylko zwiIzany z LopusznI, np. przez pewien czas odprawiał tu co niedzielO mszO dw. o godzinie 11, ale bardzo konkretnie pomagał – opowiada proboszcz Lopusznej ks. Jerzy RaKny. – PamiOtam, na Wielkanioc 1999 roku, kiedy juN po operacji nie mýgł mýwid, przyjechał pomagad w rozdawaniu Komunii Św., bo wiadomo, Ne tego dnia jest to szczegýlnie potrzebne. Odczytałem wtedy Jego list, Nartował do zebranych, Ne nie ma ludzi zdrowych, sI tylko Kle zbadani. ,JeNeli tak jest, to rýNnica miOdzy mnI, a wami polega na tym, Ne mnie za dobrze zbadali” – pisał do łopusznian.

Pod koniec ub. roku w Londynie odbyła siO druga operacja gardła, po niej seria uciINliwych nadwietleŔ. Przyjechał do Lopusznej juN bardzo wyczerpany chorobI. JuN nie mýwił, porozumiewał siO z rodzinI piszIc listy w zeszycie. Uczył siO jednak od dwých ludzi z Krakowa, po podobnej operacji, jak moNna bOdzie mýwid wydychajIc powietrze przeponI. Przed trzema miesiIcami wyjechał z Lopusznej, juN ostatecznie. W Krakowie jeszcze prýbowano mu podawad autoszczepionkO, opracowanI w paryskim Instytucie Pasteura. Kiedy niedawno znýw trafił do szpitala, wdrýd przyjaciýł rozeszła siO wiedd, Ne jest bardzo Kle, Ne juN nawet nie chce nikogo przyjmowad.

- To był wielki, a przy tym bardzo prosty człowiek – mýwi Wanda Szado Kudasikowa. – Nienawidził głupoty, mýwił, Ne wszystko zło bierze siO z głupoty, ale w kaNdym człowieku szukał dobrego.

- PamiOtam, kiedy krOcilidmy ,Grzechy głýwne po gýralsku”, mýwimy Mu: gdzie sI te grzechy, przecieN pokazuje to, co najlepsze w gýralach – mýwi Roman DzioboŔ. – A On pyta: A na jakim tle najlepiej widad czarne? Na białym! Zło samo wszOdzie wchodzi, a dobro jest ciche, trzeba je pokazywad!

OstatniI wolI ks. prof. Jýzefa Tischnera było spoczId na cmentarzu w Lopusznej, chod jego rodzice spoczywajI w Starym SIczu, skId pochodził ojciec zmarłego. – To dobrze, spocznie miOdzy swymi – powiadajI w Lopusznej.

PozostanI miejsca, ktýre ukochał. Kaplica pod Turbaczem, zabytkowy kodciýłek w Lopusznej, o ktýrz tak dbał i ktýry kiedyd polecił uwadze całej radakcji Tygodnika Powszechnego, przywiezionej specjalnie nad Dunajec. PozostanI napisane ksiINki, mydli, zasiane wdrýd innych ludzi.

- BOdziemy o Nim mýwid ludziom, ktýrzy nie mieli szczOdcia poznad Go osobidcie – mýwi Wanda Szado – Kudasikowa.

Fot. archiwum GK

Autor artykułu: Krzysztof Strauchmann

Sandecja narzeka

Wednesday, June 28th, 2000

- To kolejna absurdalna decyzja PZPN – tak Zbigniew Stępniowski, prezes OZPN w Nowym Sączu, skomentował informację o barażowych meczach Sandecji z Hermanem Strug Tyczyn o III ligę.

Kierownik sądeckiej drużyny Roman Rzymek cały dzień poświęcił na telefony do piłkarzy, by sprowadzić ich na treningi do Nowego Sącza. Kilku z nich może mieć problemy. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by Kameruńczyk Michael Djabong, który planował wyjazd w rodzinne strony, mógł szybko pojawić się na zajęciach. Wczoraj Roman Rzymek zdobywał także pierwsze informacje o barażowym rywalu.

Informacja o decyzji Komisji ds. Nagłych PZPN mocno zdenerowała również prezesa Sandecji, Józefa Kantora:

- Skończyły się rozgrywki, a my dowiadujemy się o barażach. Jak mamy pozbierać zawodników? Sebastian Krupa przebywa za granicą. Nie ma z nim żadnego kontaktu. Prawdopodobnie nie wystąpi w barażowych meczach, a to spora dla nas strata. Nie wiem co z pozostałymi zawodnikami.

Pocieszające dla Sandecji może być to, iż w podobnej sytuacji jest jej rywal. Wiceprezes Hermana, Andrzej Zieliński i jego klubowi koledzy dzwonili wczoraj do zawodników. Dla 5-tysięcznego Tyczyna, gra w trzeciej lidze jest marzeniem, a baraże wielką szansąÉ

Autor artykułu: Dariusz Grzyb

Świętojańska noc wyborcza

Monday, June 26th, 2000

Historia Polski przecwałowała przez wodne ekrany najnowszej generacji w noc Kupały nad Wisłą w Krakowie. Były pogańskie obrzędy, waleczne rycerstwo, husaria, kościuszkowcy, ułani. Wreszcie na niebie radziecka gwiazda poszła w drobny mak i ukazali się kolejno – Wałęsa, Jan Paweł II mówiący: ,nie ma solidarności bez miłości”, znak ,Solidarności” i flaga Unii Europejskiej. Jakoś dziwnie porządek narodowych symboli zbiegł się z obecnością w loży honorowej Wianków 2000 Mariana Krzaklewskiego. Faktycznie, takiego widowiska jeszcze pod Wawelem nie byłoÉ

Od godz. 11 każdy mógł w minioną sobotę uczestniczyć w konkursie wianków, który, tradycyjnie, przeprowadzono pod wawelskim smokiem. Wianków było niewiele, ale te, które brały udział w konkursie wskazywały na sporą pomysłowość twórców. Kwiaty polne, gałązki wierzby iÉ folia spożywcza były w tym roku najmodniejsze. Pobiły je jednak późnym wieczorem świecące rogi i aureole z plastiku masowo sprzedawane na bulwarach wiślanych. Mimo wieczornego deszczu śpiewały modne w tym roku Brathanki (,Czerwone korale”), górale z Siwego Dymu, a deptającym po sobie i w błocie ludziom Maanam zagrało ,Kocham Cię kochanie moje”.

Po czym z wielką emocją zapowiadani przez konferansjera (,Gdzie ten człowiek, który przygotował tak fantastyczną imprezę?! Czegoś takiego jeszcze w Krakowie nie było!) weszli na scenę Bogusław Sonik, szef Festiwalu Kraków 2000, wiceprezydent Krakowa Teresa Starmach i honorowy gość Wianków 2000 Marian Krzaklewski, przewodniczący Klubu Parlamentarnego AWS, NSZZ Solidarność, kandydat na prezydenta. Odczytano kilka okolicznościowych strof i chyba wzruszony tym Kupała zaczął działaćÉ

- Rzucałem wianki, gdy miałem 11 lat – wyznał przez mikrofony lider ,Solidarności”.
Jego pojawienie się w Krakowie zostało przez tysiące widzów, zgromadzonych nad Wisłą i w Rynku Głównym przed transmitującym na żywo Wianki 2000 telebimem, przyjęte ogłuszającymiÉ gwizdami. Po jego krótkim i mało słyszalnym wystąpieniu, za namową konferansjera odliczono od 10 do 0 i z kilkuminutowym opóźnieniem rozpoczęto głośno reklamowane multimedialne show.

Na ekranach wodnych rozpoczęła się nafaszerowana symbolami długa lekcja historii w scenerii tańczących fontann (scenariusz Andrzej Horubała, reżyseria Bolesław Pawica). Podkreślała wszystkie ważne polskie daty. Chrzest, czasy piastowskie, potęga Jagiellonów. Przed oczami widzów stanęły nauka i kultura polska. Stańczyk zapowiedział zepsucie Rzeczpospolitej. Rozbiory, Insurekcja, pierwsza kadrowa, zbrodnie XX wieku, komunizm, Jan Paweł II, jego pierwsza pielgrzymka do Ojczyny i słowa ,Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi! Tej ziemi”. Wreszcie ,Solidarność” i flaga Unii Europejskiej.

W kontekście wizyty lidera ,Solidarności” ten porządek symboliki zapachniał wyborami.

Później faktycznie było to, na co tysiące krakowian czekało – wspaniałe fajerwerki.

Fot. Anna Osetek

Autor artykułu: Adrianna Ginał

Historia jednego palca

Monday, June 26th, 2000

Pani Beata, na przekór sądeckim lekarzom, posiada dotąd wskazujący palec prawej ręki. A wszystko dzięki swojemu uporowi i determinacji. – Chciałam przestrzec ludzi, by nie wierzyli święcie lekarzom. Czasami trzeba samemu pomyśleć – powiedziała wczoraj w redakcji ,Krakowskiej” mieszkanka Starego Sącza.

To się stało w sobotę, 3 czerwca. Pani Beata kosiarką elektryczną strzygła trawnik na działce warzywnej pod murami klasztoru ss. Klarysek, kiedy nagle pod ostrze podbiegł siedmioletni synek. Marcin straciłby rękę, gdyby nie mama, która w ostatniej chwili odrzuciła chłopca na bok. Dziecku nic się nie stało, natomiast palec wskazujący prawej ręki pani Beaty wisiał na skórce. Kobieta nie straciła jednak głowy, nie wpadła w panikę, w końcu jest absolwentką szkoły pięlęgniarskiej w Nowym Sączu, gdzie zawodu uczyły ją przedwojenne pielęgniarki.
- Dostawiłam ucięty palec do ręki – opowiada – zawiązałam szmatką i pobiegłam do najbliższego domu zatelefonować po pogotowie.
Nie było takiej potrzeby. Chłopak z tego domu bez namysłu zapalił samochód i odwiózł ranną kobietę do sądeckiego szpitala.
- Trzeba amputować palec, nie do uratowania – orzekł lekarz na izbie przyjęć.
- Nie! Broń Boże! Wróciło czucie – broniła palca pajentka. Skoro tak, to lekarz dał jej zastrzyk przeciwtężcowy, obmył ranę i założył opatrunek, wysyłając kobietę do Poradni Urazowo-Ortopedycznej. Dwukrotnie zmieniano tam pani Beacie opatrunek, jednak w środę wieczór ręka potwornie spuchła, z palca pociekła ropa i gorączka 40 st. Lekarz rejonowy stwierdził ropowicę, pierwszy stopień do gangreny. Trzeba natychmiast jechać do szpitala, bo straci pani nie tylko palec, ale całą rękę, a może i życie! Za kwadrans pani Beata już była w szpitalu. Tymczasem dyżurująca w izbie przyjęć pani doktor chirurg z buzią na nią.
- A gdzie skierowanie? – krzyczała – podsyłają nam tu nie wiadomo kogo, bo im się wypisywać nie chce.
Pani Beata rozpłakała się jak dziecko.
- Ja tu nie przyszłam dla przyjemności, ale po pomoc – łkała starosądeczanka. Pani doktor trochę zmiękło serce, opatrzyła ranę, ale nawet nie chciała słyszeć o pozostawieniu pacjentki w szpitalu. Kobieta wróciła do domu roztrzęsiona. Po drodze myślała, jak sobie poradzą, skoro straci palec. Oboje z mężem na bezrobociu, czwórka dzieci, dorabiała szyciem, a jak tu szyć bez palca, a może i całej ręki?! W tym całym nieszczęściu miała szczęście. Akurat do męża przyszedł kolega. Słyszał od kogoś, że w szpitalu w Leżajsku lekarze seryjnie przyszywają odcięte palce ze znakomitymi wynikami. Po prostu fachowcy od łączenia tego, co już po ludzku wydaje się nie do połączenia. W czwartek skoro świt wsiedli z mężem do malucha, zatankowali pełny bak, na co poszły całe rodzinne oszczędności i pojechali do Leżajska. Tamtejsi medycy byli bardzo zdziwienie, że aż ze Starego Sącza mają pacjentkę, ale po wysłuchaniu całej historii bez wahania położyli panią Beatę na chirurgię. Leżała tam 10 dni. Martwiła się co to będzie z kasą chorych, przecież Leżajsk to już Podkarpacka Kasa Chorych, ale ją pocieszono, że gdy w rachubę wchodzi mieć, albo nie mieć palca – kasy się dogadają między sobą. W Leżajsku dwa razy dziennie zmieniano jej opatrunek, dawano antybiotyk dożylnie, robiono kroplówkę, rano i wieczorem moczyła palec w specjalnym roztworze. Zwycięstwo! Cała redakcja sądeckiego oddziału ,Krakowskiej” oglądała wczoraj ten palec i, naszym zdaniem, pomijając gojącą się ranę, to super-palec, każdemu można takiego życzyć. Nasza Czytelniczka ze Starego Sącza wywijała nim na wszystkie strony.
Wczoraj pani Beata odwiedziła także dyrektora sądeckiego szpitala. Złożyła oficjalną skargę na tę panią doktor, która ją odprawiła z kwitkiem. Dyrektor przepraszałÉ

Fot. Stanisław Śmierciak

Autor artykułu: HSZ

W Oświęcimiu – Słowcki

Monday, June 26th, 2000

Jedną z ulic w Oświęcimiu nazwano aleją Juliusza Słowckiego. W tej sytuacji wypada przypomnieć, że Słowcki jest autorem m. in. ,Blldyny”, ,Krdiana”, ,Krla Dcha” oraz ,Mzepy” i nie ma, rzecz jasna, nic wspólnego z wieszczem narodowym – Juliuszem Słowackim, patronem ulic i alej w większości polskich miast.

Fot. Paweł Wodniak

Autor artykułu: paw

Zbierali na dzieci, wydawali w kasynach

Thursday, June 22nd, 2000

Prawdziwe kierownictwo fikcyjnej fundacji charytatywnej ,ABEBE” zatrzymali krakowscy policjanci. Fundacja zajmowała się zbieraniem datków na rzecz dzieci niepełnosprawnych. Pieniądze zbierane do puszek przez wolontariuszy przeznaczone miały być na leczenie i rehabilitację chorych dzieci.

Wolontariuszy werbowano poprzez ogłoszenia prasowe, wykorzystując ich rzeczywistą chęć pomocy chorym dzieciom. Za godzinę pracy oferowano im 10 złotych. Suma niemała ale zważywszy, że w ciągu dnia do jednej puszki można było zebrać od 300 do 1000 złotych, wcale nie oszałamiająca. Zebrane pieniądze wolontariusze przekazywali kierownictwu fundacji, które już dalej zagospodarowywało zebrane środki. Zagospodarowanie polegało na luksusowym życiu trójki wybrańców (gry w kasynach i tym podobne przyjemności). Oddawali się im z upodobaniem: 21-letni mieszkaniec Rumi w woj. pomorskim, 28-letni chrzanowianin oraz 16-letnia mieszkanka Gdańska od dwóch lat poszukiwana w związku z ucieczką z domu.

Jak ustaliła policja, na jedno z dzieci wolontariusze zebrali około 30 tys. złotych. Matce dziecka przekazano natomiast 1500 złotych. Wiadomo także, że przynajmniej kilka osób zostało w ten sposób wykorzystanych. Aby uwiarygodnić działalność wyposażano wolontariuszy w zdjęcie chorego dziecka, adres i telefon potrzebujących. Wszystko to sprawiało pozory legalnej działalności więc ludzie nie skąpili pieniędzy. Sieć wolontariuszy liczyła około 20 osób działających w różnych miastach Polski, m.in. w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu i Koszalinie. W Krakowie fundacja rozpoczęła działalność w marcu bieżącego roku.

Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie organizatorów procederu. Grozi im kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Autor artykułu: mik

Widowisko jakiego jeszcze nie było

Thursday, June 22nd, 2000

Potężne ekrany wodne, tryskające na 60 metrów podświetlane fontanny, koncerty zespołów Siwy Dym, Brathanki i Maanam, blisko godzinny spektakl sztucznych ogni uświetnią w najbliższą sobotę krakowską Noc Świętojańską, czyli Wianki 2000. Takiego widowiska jeszcze, nie tylko pod Wawelem, ale i w tej części Europy nie było. Podobne otworzyło targi EXPO w Hanowerze, ale nasze ma być i większe, i bardziej nowoczesne. Przewiduje się, że obejrzy je ok. 100 tysięcy krakowian i gości.

- Tegoroczne wianki to odpowiedź Festiwalu Kraków 2000 na sugestie mieszkańców i mediów, by w naszym mieście zorganizować wreszcie wielką imprezę na miarę roku 2000 – mówi Bogusław Sonik, dyrektor biura festiwalowego. – Po licznych rozmowach z ekspertami w dziedzinie widowisk plenerowych w kraju i za granicą zdecydowaliśmy, by wykorzystać do naszego pomysłu najnowsze techniki multimedialne, nie stosowane dotychczas w Polsce.

Organizację zlecono krakowskiej firmie TOProduction. – Zachowaliśmy tradycję konkursu na najpiękniejszy wianek, ale postawiliśmy przede wszystkim na efekty wizualne – wyjaśnia Halina Bisztyga z TOProduction. – Sprowadziliśmy z Francji i Niemiec sprzęt najnowszej generacji – ekrany wodne 20 na 20 metrów zawieszone na potężnych dźwigach, na które rzutowane będą historyczne obrazy, fontanny podświetlane kolorowymi światłami, reflektory Sky-Tower – wszystko, by widowisko było jak najbardziej efektowne. Do tego dojdzie jeszcze pół setki bębniarzy i najnowocześniejszy pokaz sztucznych ogni.

Wianki 2000 rozpocznie tradycyjny konkurs – od godz. 11 do 14 pod Smoka można przynosić wianki. Rywalizacja rozstrzygnięta zostanie o godz. 15, a na zwycięzców czeka radiomagnetofon i supernowoczesny plecak górski. Od 18.15 w zakolu Wisły pod Wawelem będą trwały koncerty grup Siwy Dym, Brathanki i Maanam. O 22 rozpocznie się wielkie multimedialne widowisko. Złożą się na nie dwie części: historyczna – ukazująca dzieje Krakowa od pogańskich obrzędów aż po wizyty papieża; oraz rozrywkowa widowisko, rozgrywające się w przestrzeni obu brzegów Wisły i na niebie.

Miejsca dla widzów to brzeg po stronie Wawelu w stronę Jubilata i od Wawelu do mostu Grunwaldzkiego – widoczność będzie z tych punktów jednakowa. Szykuje się więc wspaniała noc. Organizatorzy apelują jedynie, by samochody pozostawić w domu.

Autor artykułu: Adrianna GINAŁ

Rywale się zbroją

Wednesday, June 21st, 2000

W Wiśle na razie niewiele się mówi o transferach, za to rywale wicemistrzów Polski ,zbroją” się przed następnym sezonem. Jak na razie najagresywniej na rynku transferowym działają Petro, Polonia i Pogoń.

Z Polonią trenuje aż pięciu nowych piłkarzy. Są to Wyciszkiewicz i Kościuk z ŁKS Łódź, Kaczorowski i Scherfchen z Lecha Pozań oraz Argentyńczyk Hector Nunez. Z kolei Pogoń testuje głównie piłkarzy Legii, a to Skrzypka, Bednarza, Mosóra i Wiechowskiego. Ponadto do drużyny po występach w belgijskim Standardzie Liege wrócił były reprezentant Polski, Jaskulski. Pogoń chce również pozyskać z Wisły Dubickiego i Nicińskiego. Ten ostatni nie narzeka na brak ofert, starają się o niego również Amica i Katowice. Z kolei Petro jest bliskie finalizacji transferów (bądź wypożyczeń) Saganowskiego z ŁKS, Jurkowskiego ze Stomilu i Maćkiewicza z Lecha. Próbuje również pozyskać wiślaka Bukalskiego.

Beniaminek, Śląsk Wrocław, traci Waldemara Adamczyka (wyjeżdża na Cypr), a pozyskać chce Pawła Adamczyka (Odra Wodzisław), Moskala (Polonia) oraz Nazaruka i Cetnarowicza (Górnik Łęczna).

Z kolei najbliższe osłabień są zespoły Ruchu Chorzów i Legii. Bizacki i Włodarczyk z Ruchu jadą na testy do beniaminka Bundesligi, Energie Cottbus. Legia nie chce Bednarza, Mosóra i Wiechowskiego, a Legii nie chcą Czereszewski, Mięciel i Sokołowski! Wielu chce odejść, tymczasem ewentualnych następców jakoś nie widać.

Autor artykułu: k

Hutnik – remis nadziei

Monday, June 19th, 2000

ŚWIT Nowy Dwór – HUTNIK Kraków 1:1 (0:0)

ŚWIT: Pyskaty – Włódarczyk, Woroniecki (72. Łachacz), Zega, Górecki (57. Kłosowski) – Lamch, Kaczówka, Dziewulski (68. Klisys), Kondraszuk – Reginis, Rogan.
HUTNIK: Kwedyczenko – Wasilewski (58. Nowak), Grzebinoga, Szewczyk – Bernas (73. Przytuła), Prokop, Zięba, Makuch, Wawrów – Jasiak, Chmiest (52. Ankowski).
Remisując w Nowym Dworze krakowianie przedłużyli swoje nadzieje na pozostanie w II lidze. Do meczu ze Świtem piłkarze Hutnika wyszli z obronnym nastawieniem, myśląc przede wszystkim o zabezpieczeniu własnej bramki, niż o atakach. Z kolei Świt, który w razie zwycięstwa zapewniał już sobie ligowy byt, osiągnął przewagę w środku pola, ale znacznie gorzej było z finalizowaniem akcji ofensywnych. Nie radzili sobie z tym obaj napastnicy, Reginis i Rogan, w małym stopniu wspierał ich również doświadczony Kaczówka. Dopiero w 58 min. padła pierwsza bramka w tym spotkaniu. Po centrze Kaczówki nie obstawiony Włódarczyk zdobył bramkę strzałem głową. Hutnik podjął próbę odrobienia straty, niestety idealnej okazji nie wykorzystał Ankowski, który w sytuacji ,sam na sam” z bramkarzem Pyskatym trafił piłką w jego nogi. Chwilę później strzelec bramki Włódarczyk sfaulował w polu karnym Wawrowa i sędzia wskazał na 11 metr. Rzut karny na bramkę zamienił Prokop.
W końcówce spotkania o krok od zdobycia zwycięskiej bramki był Kaczówka, ale piłkę lecącą po jego strzale pod poprzeczkę zdołał wybić Kwedyczenko.
Tak więc remis stał się faktem i o tym, kto pozostanie w II lidze zadecyduje ostatnia kolejka. Wariantów finiszu jest wiele, niemniej w każdej sytuacji Hutnik musi mecz z Lechią wygrać. Jeżeli w tej ostatniej kolejce Świt, KSZO i Myszków zdobędą choćby po 1 pkt., to zwycięstwo Hutnika daje mu stuprocentowe utrzymanie. Gorzej, gdy na przykład przegra Myszków, z którym Hutnik m.in. przegrał 0:4. Wówczas w tabeli pomocniczej jaką zgodnie z regulaminem trzeba opracować, biorąc pod uwagę tylko mecze z udziałem zainteresowanych drużyn, Hutnik może ponieść klęskę. Choć i tutaj wariantów jest niemało, w zależności od tego ile drużyn i które skończą rozgrywki z dorobkiem 60 pkt. (Ja)

Autor artykułu: Ja