W krakowskim szpitalu zmarł w drodO po długiej chorobie ks. prof. Jýzef Tischner. Miał 69 lat. Od trzech lat chorował na raka krtani. Przeszedł kilka powaNnych operacji. Pogrzeb odbOdzie siO prawdopodobnie w sobotO w Lopusznej koło Nowego Targu, rodzinnej wsi ksiOdza profesora.
Jýzef Tischner urodził siO w 1931 r. w Starym SIczu. UkoŔczył Wydział Teologiczny i Wydział Filozofii Uniwersytetu JagielloŔskiego, a takNe Wydział Filozofii Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Był uczniem Romana Ingardena.
Ojciec Adam Schulz, rzecznik Episkopatu Polski nazwał dmierd ksiOdza Tischnera ogromnI stratI nie tylko dla Kodcioła, ale rýwnieN dla Polski i Europy. Nic dziwnego – był on jednym z nielicznych filozofýw wysoko cenionych przez kolegýw i uwielbianych przez ludzi spoza krOgýw naukowych. Przyczynił siO do powstania Solidarnodci i ustalenia jej etyki, ale krytykował jej pýKniejsze spory i niekonsekwencjO. Znany był z poczucia humoru i wielkiego umiłowania gýralszczyzny. Przed czterema laty został wybrany Człowiekiem Roku ,Gazety Krakowskiej”.
Przed rokiem, w czasie jednej z ostatnich mszy dwiOtych odprawianych we własnym domu dla grona najbliNszych, mýwił szeptem: TO mszO ofiarujO za tych, co nie chcI, abym siO przeniýsł do lepszego dwiata.
- On chciał siO przeniedd do tego innego, lepszego dwiata – powiada Andrzej Kudasik, przyjaciel KsiOdza Profesora z Nowego Targu.
Ten ostatni raz ks. prof. Tischner publicznie pokazał siO na dlubie syna Kudasikýw – Bartka, 20 wrzednia 1997 roku w ZObie pod Tatrami. Wtedy juN słychad było chrypkO. Kilki dni pýKniej był w szpitalu, diagnoza – rak krtani. OperacjO przeprowadzono w Nowej Hucie. Po operacji Nartował w listach do przyjaciýł ze swojej sytuacji.
- Dowcipem potrafił rozładowad kaNdI sytuacjO – wspomina Roman DzioboŔ z Nowego Targu. Jeszcze ze szpitala pisał teN do przyjaciýł: ,Czasem mi siO widzi, Ne sI na tym dwiecie wiOksze nieszczOdcia niN to moje, ale przecieN dwiat miłodciI, a nie sprawiedliwodciI stoi,.
Po leczeniu wrýcił na rekonwalescencjO do Lopusznej, gdzie ma dom, pod traskliwI opiekO brata – prof. Mariana Tischnera i jego Nony Barbary. Mýwił szeptem, ale mýwił, nawet udzielał wywiadýw. To wtedy, przez ponad rok, grono przyjaciýł przyjeNdNało do niego na coniedzielne, prywatne msze dwiOte.
- Nigdy nie byłem tak blisko eucharystii – opowiada Andrzej Kudasik. – MoNe jeszcze tylko na mszy pod Turbaczem.
Te msze, organizowane od lat 80. przez ZwiIzek Podhalan w kapliczce papieskiej pod Turbaczem, to takNe pomysł Ks. Profesora. TysiIce ludzi przyjeNdNało z całej Polski, aby w pierwszI niedzielO sierpnia, na polanie gorczaŔskiej z widokiem na pýł dwiata, posłuchad Jego homilii. I on mimo natłoku zajOd starał siO byd, wiedział, jak bardzo jest tu potrzebny.
- Przez te trzy lata choroby wiele pracował, jakby siO spieszył – wspomina Wanda Szado Kudasik .
- Był nie tylko zwiIzany z LopusznI, np. przez pewien czas odprawiał tu co niedzielO mszO dw. o godzinie 11, ale bardzo konkretnie pomagał – opowiada proboszcz Lopusznej ks. Jerzy RaKny. – PamiOtam, na Wielkanioc 1999 roku, kiedy juN po operacji nie mýgł mýwid, przyjechał pomagad w rozdawaniu Komunii Św., bo wiadomo, Ne tego dnia jest to szczegýlnie potrzebne. Odczytałem wtedy Jego list, Nartował do zebranych, Ne nie ma ludzi zdrowych, sI tylko Kle zbadani. ,JeNeli tak jest, to rýNnica miOdzy mnI, a wami polega na tym, Ne mnie za dobrze zbadali” – pisał do łopusznian.
Pod koniec ub. roku w Londynie odbyła siO druga operacja gardła, po niej seria uciINliwych nadwietleŔ. Przyjechał do Lopusznej juN bardzo wyczerpany chorobI. JuN nie mýwił, porozumiewał siO z rodzinI piszIc listy w zeszycie. Uczył siO jednak od dwých ludzi z Krakowa, po podobnej operacji, jak moNna bOdzie mýwid wydychajIc powietrze przeponI. Przed trzema miesiIcami wyjechał z Lopusznej, juN ostatecznie. W Krakowie jeszcze prýbowano mu podawad autoszczepionkO, opracowanI w paryskim Instytucie Pasteura. Kiedy niedawno znýw trafił do szpitala, wdrýd przyjaciýł rozeszła siO wiedd, Ne jest bardzo Kle, Ne juN nawet nie chce nikogo przyjmowad.
- To był wielki, a przy tym bardzo prosty człowiek – mýwi Wanda Szado Kudasikowa. – Nienawidził głupoty, mýwił, Ne wszystko zło bierze siO z głupoty, ale w kaNdym człowieku szukał dobrego.
- PamiOtam, kiedy krOcilidmy ,Grzechy głýwne po gýralsku”, mýwimy Mu: gdzie sI te grzechy, przecieN pokazuje to, co najlepsze w gýralach – mýwi Roman DzioboŔ. – A On pyta: A na jakim tle najlepiej widad czarne? Na białym! Zło samo wszOdzie wchodzi, a dobro jest ciche, trzeba je pokazywad!
OstatniI wolI ks. prof. Jýzefa Tischnera było spoczId na cmentarzu w Lopusznej, chod jego rodzice spoczywajI w Starym SIczu, skId pochodził ojciec zmarłego. – To dobrze, spocznie miOdzy swymi – powiadajI w Lopusznej.
PozostanI miejsca, ktýre ukochał. Kaplica pod Turbaczem, zabytkowy kodciýłek w Lopusznej, o ktýrz tak dbał i ktýry kiedyd polecił uwadze całej radakcji Tygodnika Powszechnego, przywiezionej specjalnie nad Dunajec. PozostanI napisane ksiINki, mydli, zasiane wdrýd innych ludzi.
- BOdziemy o Nim mýwid ludziom, ktýrzy nie mieli szczOdcia poznad Go osobidcie – mýwi Wanda Szado – Kudasikowa.
Fot. archiwum GK
Autor artykułu: Krzysztof Strauchmann