- Przypilnujcie tych samochodów, żeby się nic nie stało, bo wierni będą się musieli składać na błotnik! – denerwuje się wydając polecenie swoim podwładnych szef patrolu drogowego w Chabówce. Kontrola pojazdu nie omija nawet księdza proboszcza z tutejszej parafii. Policjanci patrolują drogę wylotową z Rabki. Szukają bandyty, który w poniedziałek napadł na jeden z sześciu rabczańskich kantorów i zastrzelił jego właściciela.
- W zasadzie, to spóźniliście się – informuje nas z pobłażaniem policjant w średnim wieku. Widać, że jest tu szefem. Wydaje rozkazy siedząc w samochodzie. – Zatrzymaj ten autobus! – dyryguje. Rozmowę przerywają komunikaty nadawane przez krótkofalówkę. – Trzeba było na akcję przyjechać od razu po napadzie, jak wszyscy szli w teren. Brygada antyterrorystyczna jest wszędzie i nigdzie. Teraz ich na pewno nie znajdziecie. To jest duży teren. Napastnik może się spokojnie przemieszczać. Zresztą ja nie mogę mówić. Od tego jest rzecznik prasowy. Nie możemy nikomu ufać, jak pokażecie pozwolenie na piśmie od komendanta, wtedy porozmawiamy – policjant nie kryje ironii. – Ja wypełniam tylko swoje obowiązki.
Na plac kolejowy w Chabówce trudno wjechać. Drogę dojazdową blokuje policyjna nyska. Na jej boku widnieje napis ,Powstrzymać przemoc”. Trzech młodych policjantów zatrzymuje samochody jadące z Rabki. Są widoczni już z daleka, mimo iż policyjny wóz jest skryty za zakrętem. Na kuloodpornych kamizelkach mają odblaskowe, jaskrawożółte narzutki z napisem ,Policja”. Z daleka wyglądają jak funkcjonariusze ,drogówki”. Niedbale przerzucone przez ramię kałasznikowy świadczą jednak, że mają dzisiaj inną misję do spełnienia niż karanie mandatami za nadmierną prędkość. Ta ich zupełnie nie interesuje. – Panie kierowco, proszę otworzyć bagażnik – każdy z trzech policjantów w ciągu dnia zadał to pytanie już kilkaset razy. Funkcjonariusze nie wydają się jednak znużeni. Za każdym razem dokładnie lustrują pasażerów i sprawdzają otwierane bagażniki.
- Patrzymy na ludzi, którzy jadą danym pojazdem – tłumaczy jeden z policjantów. – Jeżeli w samochodzie siedzi tylko siwa pani, to wiadomo, że jej nie zatrzymujemy. Przecież nie wiezie w bagażniki uzbrojonego bandyty! Kontrolujemy autobusy, busy, samochody ciężarowe, generalnie pojazdy, w których łatwo jest się ukryć.
Podjeżdża czerwony volkswagen golf. – Proszę otworzyć bagażnik – polecenie policjanta mężczyzna traktuje z ociąganiem, niechętnie wychodzi z pojazdu. Funkcjonariusze rzucają na siebie badawcze spojrzenie. Rozumieją się bez słów. Może w końcu jakiś trop. Od wczoraj są na służbie, która nie wiadomo, kiedy się skończy. Sprawdzili setki samochodów, skontrolowali setki dokumentów tożsamości. I tak patroli na drogach wyjazdowych z miasta dzisiaj jest mniej niż wczoraj. Część kolegów odpoczywa po wczorajszej akcji, istnieje więc szansa, że wkrótce ktoś ich zastąpi. A może bandyta jedzie w tym bagażniku i w końcu starania ponad setki policjantów zostaną zakończone sukcesem?
Policjanci starają się wyglądać na opanowanych, skrzętnie kryją podniecenie, muszą się przecież zachowywać jak profesjonaliści. Na razie kałasznikowy dalej spoczywają na plecach, ale w razie czego, wystarczy im kilka sekund, aby ich użyć. Mężczyzna otwiera bagażnik. Zamiast spodziewanego bandyty wiezie dwie butle gazowe. To jest prawdziwy powód jego zdenerwowania. Drogówka już wlepiłaby mu mandat, funkcjonariuszy oddziału prewencji takie szczegóły jednak nie interesują. Starając się ukryć malujące się na twarzach rozczarowanie, każą mu odjechać. – Uwaga jedzie autobus, zza niego wyskakuje samochód. Zatrzymać go! – kolejne polecenie wydane i na rozmyślania, co by było, gdyby zamiast tych butli w środku jechał bandyta, nie ma już czasu.
Do dowodzącego akcją, który nie opuszcza samochodu ani na moment, podchodzi kobieta w średnim wieku. Jest przejęta, żywo gestykuluje. Prosi, aby policjant dał jej portret pamięciowy bandyty. Nie może ukryć podniecenia. – Moje córki chyba go wczoraj widziały – opowiada z wypiekami na twarzy. – Moje córki i siostrzenice bawiły się po południu. Koło nas w Rabie Wyżnej, koło przejazdu jest taka budka, już nieczynna. Nikt tam nie pracuje. One w pewnym momencie zobaczyły jakiegoś mężczyznę, który kucał w zaroślach. Wystraszyły się i uciekły, ale on był podobny do napastnika. Ukrywał się. Potrzebna mi jest ta podobizna, aby mogły zweryfikować to, co widziały!
W samochodzie wisi portret pamięciowy sprawcy. Funkcjonariusz odsyła jednak kobietę na komisariat w Rabce. – Tam dadzą pani ksero, dodatkowe informacje może też pani znaleźć na stronie internetowej – instruuje ją bez emocji. Pracuje już kilkanaście lat w policji. Wie, że ludzie zrobią wszystko, aby znaleźć się w centrum zainteresowania. A świadkowie, którym się wydaje, że coś lub kogoś widzieli tylko utrudniają poszukiwaniaÉ
Policjanci zatrzymują busa z Rabki do Spytkowic. Jedno spojrzenie po pasażerach i nakaz: – Proszę jechać dalej. Kierowca na tej trasie jeździ co godzinę. Dodatkowy przystanek już go nie irytuje, jak trzeba, to trzeba. Ludzie też rozmawiają tylko o jednym. – Podobno ktoś go wcześniej widział w parku. To musi być jakiś miejscowy. Poszedł w las, bo wiedział gdzie. Obcemu trudno by się było ukryć – mówi ze znawstwem jedna z pasażerek.
- Dawniej były gorsze czasy. Nie było co jeść ani w co się ubrać, a ludzie nie napadali na siebie. Teraz młodzi nie mają pieniędzy i nie wiedzą, co z sobą robić – wtrąca się do dyskusji staruszek.
Na Zaborni kolejna policyjna nyska. Policjanci nie stoją jednak przy drodze. Siedzą bezczynnie w otwartym samochodzie na parkingu przy dawnej ,Zaborniance” i wyraźnie się nudzą.
- Czekamy na dalsze polecenia – zapewnia jeden z dwóch funkcjonariuszy. Na pytanie, czy nie mogą czekać patrolując drogę z Zakopanego do Krakowa, odpowiada ze spokojem: – Nie mamy takich poleceń. W tej chwili trwa narada, my od rana czekamy.
Starszy policjant w oddziale prewencji pracuje już od 12 lat. Takie akcje to dla niego chleb powszedni, poniedziałkowy napad zbulwersował jednak także i jego. – Zakres naszego działania to całe województwo, ale zabójstwa nie zdarzają się codziennie. To było wyjątkowo okrutne.
Policjanci są na służbie od wczoraj. – Dzisiaj to w zasadzie, już nic się nie dzieje, ale wczoraj było ciężko – opowiada starszy, młodszy przysłuchuje się z zainteresowaniem. – Przez kilka godzin przeczesywaliśmy las między Rdzawką i Chabówką. To jest gęsty las, ukształtowanie terenu także utrudniało pracę: jary, wąwozy. Trudno było utrzymać kontakt wzrokowy z kolegami. Tę gęstwinę przeczesaliśmy kilka razy. Po południu zmienili nas policjanci, którzy pracowali z psami. Poszukiwania trwały do zmrokuÉ
Dla młodego funkcjonariusza to pierwsza tego typu akcja. – Ja pracuję w policji dopiero drugi rok – tłumaczy nieśmiało. – Ale byłem w wojsku, w podobnej formacji – zapewnia starając się zatrzeć wrażenie, że mógłby być niedoświadczonym młokosem. Obok na siedzeniu leży jego kałasznikow. Na co dzień nie chodzi się z taką bronią. – Ona ma ogromy zasięg rażenia. Gdyby ktoś strzelał z bliska, kula może zabić nawet kilka osób. Jest skuteczna w stu procentach. W zasadzie nie ma żadnego zabezpieczenia przed jej siłą rażenia – opowiada zapewniając jednocześnie, że gdyby stanął oko w oko z bandytą na pewno nie zawahałby się jej użyć. – Od razu na pewno bym nie strzelił. To za duża odpowiedzialność. Ja mam ludzi bronić, a nie atakować…
Autor artykułu: Agnieszka BIEL-HABIEDA