Ciężarówki na parkingach

August 21st, 2001

Tylko w Krakowie zatrzymano wczoraj ponad 20 ciężarówek, które złamały zakaz poruszania się po małopolskich drogach pojazdów o masie całkowitej przekraczającej 12 ton. Taki zakaz obowiązuje przez lipiec i sierpień podczas weekendów, wczoraj wprowadzono go w związku z upałami.

- Zwykle kierowcy tłumaczyli się tym, że nie wiedzieli o zakazie. Kierowaliśmy wszystkich na wyznaczone parkingi – poinformowała krakowska policja drogowa.

Zakaz poruszania się po małopolskich drogach ciężarówek o masie całkowitej przekraczającej 12 ton wydano wczoraj w związku z upałami. Obowiązywał nie tylko w Małopolsce, ale też w województwach łódzkim, świętokrzyskim, mazowieckim, lubelskim i podkarpackim od godz. 11 do 23. Jeśli dziś nie zostanie uchylony przez Generalną Dyrekcję Dróg Publicznych, ciężarówki znów nie będą mogły się przemieszczać. Służy to ochronie i tak już mocno zdewastowanych dróg – podczas upałów tworzą się w rozgrzanym asfalcie koleiny. Zakaz nie obejmował transportu żywności, zwierząt, materiałów do budowy dróg i mostów oraz samochodów biorących udział w akcjach charytatywnych.

Ruch największych ciężarówek po wszystkich polskich drogach jest w lipcu i sierpniu zabroniony podczas wszystkich weekendów: w piątek od godziny 18 do 22, w sobotę od 7 do 14, w niedzielę od godz. 7 do 22. Ma to na celu zwiększenie bezpieczeństwa w okresie wakacyjnych podróży.

Wczoraj późnym wieczorem nie było jeszcze wiadomo, czy zakaz będzie obowiązywał również dzisiaj. Wszystko zależy od pogody.

Autor artykułu: JGH

Powiatowy szczyt w Bochni

August 21st, 2001

Ustawa o funduszu alimentacyjnym oraz sytuacja finansowa powiatowych urzędów pracy – to główne tematy poruszone podczas odbywającego się wczoraj w Bochni posiedzenia zarządu i komisji finansów Związku Powiatów Polskich.

W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele powiatów z całej Polski. Obecni byli także Antoni Jankowicz prezes Związku Powiatów Polskich, Rudolf Borusiewicz sekretarz generalny ZPP i Janusz Kot, prezes Regionalnej Izby Obrachunkowej w Krakowie. Podczas spotkania dyskutowano na temat poprawek, które do przyjętej przez Sejm 26 lipca ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, zgłosił Senat. Jedna z nich dotyczyła przekazania funduszu alimentacyjnego starostom.

- Jest to nic innego, jak tylko zdjęcie obowiązków z ZUS-u i przekazanie tego trudnego społecznie zadania starostom – powiedział Ludwik Węgrzyn, starosta powiatu bocheńskiego, przewodniczący komisji rewizyjnej ZPP.

Po ostrej dyskusji dotyczącej funduszu alimentacyjnego zdecydowano, że komisja finansów ZPP zwróci się do Sejmu z prośbą o odrzucenie poprawek Senatu i przyjęcie ustawy w formie przez Sejm uchwalonej.

Bezrobotni do bonkomatów

Drugim tematem poruszonym podczas spotkania była sytuacja finansowa powiatowych urzędów pracy. Na ten temat mówiła Grażyna Zielińska, prezes Krajowego Urzędu Pracy. Urząd przygotowuje się do zmiany sposobu wypłaty zasiłków. Jeden z pomysłów opiera się na pobieraniu zasiłków przy wykorzystaniu kart bankomatowych, na których zapisana byłyby data jak również wysokość zasiłku przysługującego bezrobotnemu. Prezes Zielińska mówiła także o zaciągnięciu kredytu w wysokości 945 mln złotych na zasiłki dla bezrobotnych. Poinformowała także o uruchomieniu środków na roboty publiczne i interwencyjne w tych powiatach i gminach, które zostały dotknięte powodzią. Rozmawiano także o planach przekazania 1 stycznia 2002 roku powiatom zadań dotyczących wydawania pozwoleń na pracę obcokrajowcom oraz sprawdzania legalności ich zatrudnienia.

Autor artykułu: maw

Festyn rodzinny

August 21st, 2001

Piękna pogoda i wspaniała atmosfera towarzyszyły II Festynowi Rodzinnemu, który w minioną niedzielę odbył się w Jadownikach. Organizatorem imprezy był miejscowy oddział Caritas.

Festyn zainaugurował mecz piłki nożnej pomiędzy drużyną juniorów miejscowego LKS, a reprezentacją Zespołu Pieśni i Tańca Jadowniczanie (12:1). W konkursie rysunkowym ?Zdrowa rodzina bez nałogów? pierwsze miejsce zdobyła Ola Mastalerz, drugie Mariusz Kania, trzecie Adrian Kapusta.

Największym zainteresowaniem cieszył się konkurs muzyczny ?Mikrofon dla wszystkich?. Zwyciężyła Karolina Wiecha, druga była Magdalena Wiecha, trzecia Bernadeta Woźniak.

Odbył się także konkurs wiedzy o życiu i działalności Stefana Kardynała Wyszyńskiego, w którym wzięły udział dwie rodziny (Gołębiewscy, Pawlikowie). Imprezie towarzyszyło wiele atrakcji. Na scenie wystąpiły zespoły młodzieżowe i folklorystyczne. Dużym zainteresowaniem cieszyła się loteria fantowa. W ramach festynu odbyła się też aukcja.

Pod młotek trafiły przedmioty, ktróre ofiarowali sami mieszkańcy między innymi książki. Całkowity dochód z imprezy zostanie przeznaczony dla najbiedniejszych mieszkańców Jadownik.

Autor artykułu: (apol)

W F16 i morskiej wirówce

August 20th, 2001

Krakowska Fabryka Automatyki i Hydrauliki Georyt może zarobić duże pieniądze na atrakcyjnych kontraktach. Od ubiegłego roku fabryka produkuje elementy hydrauliczne do wojskowych i cywilnych samolotów amerykańskich, niebawem zacznie produkcję części do wirówek dla szwedzkiej firmy Alfa Laval. Georyt chce wejść na obce rynki również poprzez umowy z zagranicznymi producentami hydrauliki górniczej.

Krakowska Fabryka Automatyki i Hydrauliki Georyt jest od początku swego istnienia (powstała 1 sierpnia 1952 r.) związana z kopalniami. Specjalizuje się przede wszystkim w produkcji elementów hydrauliki sterowniczej wykorzystywanej w maszynach i urządzeniach górniczych. Ponieważ jednak sytuacja ekonomiczna polskich kopalń jest nie do pozazdroszczenia, Georyt od kilku lat szuka różnych rozwiązań i odbiorców swych wyrobów w innych branżach. Poszerza więc profil swej działalności, co owocuje intratnymi kontraktami i efektywną współpracą z polskimi i zagranicznymi partnerami z branży budowlanej, przemysłu morskiego, chemicznego.

Na szczególną uwagę zasługują zagraniczne umowy Georytu, zwłaszcza zawarty jesienią 2000 r. bezterminowy kontrakt z amerykańskim przemysłem lotniczym.

- Nasza fabryka jest jedyną w Polsce firmą spoza specjalistycznych zakładów przemysłu lotniczego, która nawiązała bezpośrednią współpracę z lotnictwem Stanów Zjednoczonych. Gdy niespełna rok temu wykonaliśmy próbną partię części do hydrauliki sterowniczej oraz zasilania systemów paliwowych, nasi nowi partnerzy bardzo wysoko ocenili wykonanie tych elementów. Bardzo szybko doszło więc do podpisania umowy i szybko rozpoczęliśmy produkcję części do silników samolotów wojskowych F16 i F18 oraz cywilnych, m.in. boeninga, airbusa. Wysoko wykwalifikowana kadra i doświadczeni pracownicy oraz zdobyte przez lata doświadczenia umożliwiają korzystną współpracę z firmami o światowej renomie. Pozwalają też uzyskać Georytowi pozycję uznanego producenta podzespołów i elementów hydraulicznych stosowanych w różnych branżach przemysłowych – mówi Jacek Urbańczyk, prezes zarządu Fabryki Automatyki i Hydrauliki Georyt w Krakowie.

Korzystny dla fabryki okazać się może również kontrakt zawarty ze szwedzką firmą Alfa Laval, dla której Georyt produkowałby części zamienne do wirówek używanych w przetwórstwie olejów i przemyśle morskim. Partnerem w produkcji byłaby też wydzielona z krakowskiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego spółka z o.o., która już dostarcza do Szwecji separatory. Roczną wartość umowy z Alfa Laval szacuje się na 1-2 mln dolarów. Elementy hydrauliki sterowniczej kupują w Krakowie także niemieckie firmy.

Natomiast wśród niezwiązanych z górnictwem polskich odbiorców wyrobów Georytu jest m.in. Zakład Zespołów Napędowych Huty Stalowa Wola, bocheński Stalprodukt. Podkreślić jeszcze trzeba, że z Georytu pochodzą specjalne tarcze (konstrukcję opracowano w AGH), które podtrzymują stalowe liny mostu w Chabówce, a będą podtrzymywać liny mostu Zwierzynieckiego w Krakowie.

Autor artykułu: ECe

Dramatycznie i wesoło

August 20th, 2001

Przed nami kolejne, czwarte już Lato Teatralne Stowarzyszenia Dialog, w tym roku organizowane wspólnie ze Stowarzyszeniem ,Teatr Atelier – Kraków”. Między 20 a 31 sierpnia na scenie Teatru Zależnego Politechniki Krakowskiej przy ul. Kanoniczej 1, zobaczymy 6 spektakli, w tym dwie premiery.

,Dialog” i ,Atelier” podobnie jak inne teatry nieinsytucjonalne, podejmują trud zabiegania o finanse, sponsorów i repertuar. Dla artystów, którym chce się ,bawić” w tego typu przedsięwzięcia jest to próba szukania dla siebie ciekawych i satysfakcjonujących ról, a zarazem potrzeba sięgania do interesującego repertuaru i przebicia się z nim przede wszystkim do młodzieży. Stowarzyszenie Dialog założył 3 lata temu Edward Żentara, aktor filmowy i teatralny, znany z takich obrazów jak ,Siekierezada”, ,Życie za życie”, ,Karate po polsku”, aktualnie związany z Teatrem Rozmaitości w Warszawie. Wiceprezesem i współtwórcą repertuaru jest aktor i reżyser Tomasz Piasecki.

Powstałemu w 1997 r. Stowarzyszeniu ,Teatr Atelier – Kraków” prezesuje aktor Marek Kalita, związany z Teatrem Starym i Teatrem Rozmaitości w Warszawie. Tegoroczne Lato otworzy poniedziałkowy (powtórzony w środę, 22 sierpnia)) monodram Contra Heidegger ,Ja w trzeciej osobie” (proza Thomasa Bernharda) w przekładzie i reżyserii Marka Kędzierskiego i wykonaniu Marka Kality.

We wtorek (21 sierpnia) w monodramie ,Moniza Clavier” Sławomira Mrożka jako aktor i reżyser zaprezentuje się Edward Żentara.

Czwartek, piątek i sobota upłyną pod znakiem Kafki. W opartym na jego ,Procesie” spektaklu ,Józef K.” obok Marka Kality, autora adaptacji, reżysera i scenografa zobaczymy Ewę Sąsiadek, Szczęsnego Wrońskiego i Edwarda Żentarę. – To przerażająca, psychodeliczna wizja o zagubieniu i bezbronności człowieka w zbiurokratyzowanej machinie dzisiejszego świata. Sztuka, podobnie jak cała twórczość Kafki, dotyka ciemnych, niezwykle przejmujących i bolesnych aspektów egzystencji współczesnego człowieka – mówi kierownik literacki ,Dialogu” Szczęsny Wroński.

W niedzielę (26 sierpnia) przypomnienie ,Raskolnikowa” wg Fiodora Dostojewskiego – spektaklu z powodzeniem granego od kilku lat przez Marka Kalitę i Edwarda Żentarę.

Od 27 do 29 sierpnia kolejna premiera. W reżyserii Tomasza Piaseckiego obejrzymy ,Emigrantów” Mrożka (występują Tomasz Piasecki i Edward Żentara). Na zakończenie – ,Kaczo” Bogusława Schaeffera w reżyserii Żentary, któremu partnerują na scenie Anna Musiałówna i Tomasz Piasecki.

Wszystkie spektakle prezentowane będą o godz.19.30 (kasa czynna od godz. 18.30).

Autor artykułu: mar

Przerwana passa porażek

August 20th, 2001

HUTNIK Kraków – ORLEN Płock 0:0. Sędziował P. Siedlecki ze Szczecina. Żółte kartki: Chmiest, Kostera – Woroniecki, Romuzga i Budka. Widzów 1,2 tys.

HUTNIK: Skórski – Powroźnik, Lewandowski, Szewczyk (24. Kostera) – Księżyc – Jasiak, Chmiest (64. Kołodziej), Bernas, Makuch – Białek, Lambo (81. Kępa).

ORLEN: Krupski – Pastuszka, Romuzga, Wojnecki – Sobolewski – Łobodziński (71. Szarnecki), Budka, Soczewka, Woroniecki (46. Maćkiewicz) – Iheanacho (25. Avaa), Geworgian.

Faworyzowany Orlen w pierwszych minutach zyskał przewagę w środku pola i po kilku akcjach ofensywnych inicjowanych głównie przez Budkę wydawało się, że trudno będzie Hutnikowi ustrzec się od straty gola. Nawet gdy od udanych interwencji zaczął swój występ bramkarz Skórski. Obrońcami Hutnika ,kręcili” Geworgian i Iheanacho, z głębi pola wspomagał gości w grze ofensywnej dobrze znający Hutnika Romuzga (w końcu się tu wychował).

Ale ten animusz zespołu z Płocka skończył się z chwilą przykrego wypadku jaki zdarzył się obrońcy Hutnika Szewczykowi oraz napastnikowi Orlenu, Iheanacho. Przy wyskoku do piłki onaj zderzyli się głowami i padli na murawę zalani krwią. Wyglądało to groźnie szczególnie w przypadku Szewczyka, który nie był w stanie opuścić boiska o własnych siłach. Obu piłkarzy ze stadionu wywiozła karetka na sygnale, ale jak później powiedział trener Władysław Łach, Szewczyk po założeniu szwów na rozbitą głowę powinien szybko dojść do siebie. A Iheanacho pojawił się na stadionie z powrotem jeszcze przed końcem spotkania.

Po tym wypadku do końca pierwszej połowy pewnie nic by się już nie działo, gdyby nie Księżyc. Defensywny pomocnik Hutnika kapitalnie uderzył z dystansu, ale Krupski zdołał piłkę odbić.

Po przerwie Hutnik grał zdecydowanie odważniej, co nie znaczy, że miał jakiś pomysł na ,rozbicie” solidnej obrony Orlenu z byłymi hutnikami, Romuzgą i Wojneckim w składzie. Brakowało dokładnych długich podań, które otwierałyby drogę do bramki Krupskiego. Szansą na gole mogły być w tej sytuacji strzały z dystansu bądź błędy defensywy rywala. Takie się zdarzyły, ale ani Lambo ani Makuch nie potrafili ich wykorzystać. A co do strzałów z dystansu, to zarówno po silnym uderzeniu Księżyca jak i technicznym strzale Makucha w ,okienko” Krupski pokazał, że zna swój fach wyśmienicie.

Hutnik meczu nie wygrał, ale w końcu przerwał passę ligowych porażek. I to w meczu, w którym z góry skazywano krakowian na przegraną. Oczywiście chciałoby się zwycięstwa, tym bardziej że sytuacje ku temu były, ale regularna dobra gra zespołu w końcu pewnie przyniesie zamierzone efekty. Tym bardziej, że te gole obiecuje Zakari Lambo…

Autor artykułu: Janusz KOZIOŁ

Kosa o meczu z Islandią

August 17th, 2001

Kamil Kosowski obok Grzegorza Patera zaliczył debiut w pierwszej reprezentacji Polski. Na razie skończyło się na 45 minutach. Czy będą następne powołania pokaże czas. Spytaliśmy ,Kosę” o wrażenia z występu przeciwko Islandii.

- Mam mały niedosyt – mówi piłkarz. – Mecz był trochę szarpany, dominowała walka, a mało było płynnej gry. Nie było rozegrania w środkowej linii. Za bardzo chyba daliśmy sobie narzucić styl gry Islandczyków.

- Oglądając mecz można było odnieść wrażenie, że koledzy nie zawsze Pana dostrzegali. Czyżby nie mieli jeszcze zaufania?

- To był mój pierwszy występ w tym towarzystwie. Z wieloma zawodnikami grałem po raz pierwszy w życiu. Może stąd to wynikało. Z drugiej strony założenia taktyczne były takie żeby prostopadłymi podaniami uruchamiać naszych napastników, stąd częste podania bezpośrednio do nich.

- Rozmawiał Pan po meczu z trenerem Engelem o swoim występie?

- Nie była to jakaś długa rozmowa. Trener powiedział, że jest generalnie zadowolony z debiutantów. O samym meczu niewiele mówił, bo dopiero przed spotkaniem z Norwegią będzie je szczegółowo omawiał. Przed pożegnaniem powiedział mi tylko, żebym dalej robił swoje.

- Trener Smuda powiedział ,Gazecie Krakowskiej”, że razem z Grzegorzem Paterem jesteście brani pod uwagę przy ustalaniu składu na mecz z Odrą. Wystarczy sił?

- Po meczu z Islandią dość długo siedzieliśmy i rozmawialiśmy, a wstaliśmy już o piątej rano. Owszem była krótka odnowa, ale podróż była trochę męcząca. Na pewno nie jesteśmy na sto procent wypoczęci. Nie znaczy to, że szukam tłumaczenia. Wracamy do drużyny i będziemy rozmawiać z trenerem Smudą. Jeśli uzna on, że mamy grać, to wyjdziemy na boisko i damy z siebie wszystko.

Autor artykułu: bk

Wisła z Odrą bez Frankowskiego

August 17th, 2001

Już dzisiaj piłkarze Wisły Kraków zmierzą się w meczu piątej kolejki piłkarskiej ekstraklasy z Odrą Wodzisław Śląski. Rywal bardzo dobrze wystartował w nowym sezonie. Wodzisławianie poza wpadką w Lubinie wygrali do tej pory trzy mecze i dość niespodziewanie przewodzą w tabeli grupy A. Prawdziwy test czeka ich jednak dzisiaj o godz. 17 przy ul. Reymonta.

Trener Franciszek Smuda ma pewne kłopoty kadrowe, ale nie narzeka: – Mam 20 zawodników do dyspozycji i nawet jak ktoś ze składu wypada, to na jego miejsce wskakuje kolega i gra – mówi szkoleniowiec Wisły. – W meczu z Odrą wykluczony jest występ Tomasza Frankowskiego, który ma kontuzję pachwiny. Na kadrę pojechali młodzi, czyli Brożkowie i Kuzera. Na nogi staramy się natomiast postawić Głowackiego i myślę, że nam się to uda. Do dyspozycji będę miał również dwójkę kadrowiczów Kosowskiego i Patera. W meczu z Islandią zagrali tylko po 45 minut więc pewnie nie będą za bardzo zmęczeni i biorę ich pod uwagę przy ustalaniu składu. Cieszę, że gramy już w piątek. Ten dodatkowy dzień odpoczynku przed meczem z Barceloną bardzo się nam przyda. Widać było, że właśnie tego jednego dnia odpoczynku brakło nam w Zabrzu i w drugiej połowie drużyna nie miała już za wiele sił.

Franciszek Smuda nie przejmuje się tym, że w razie zwycięstwa Wisła może zostać liderem grupy A. – Jakie to teraz ma znaczenie – mówi. – Można być liderem nawet po rundzie jesiennej i co z tego. Prawdziwa walka o tytuł mistrza Polski rozegra się wiosną. Teraz trzeba zbierać punkty i tylko to się liczy, a najważniejsze, żeby być liderem po ostatniej wiosennej kolejce.

Wisła już tradycyjnie noc spędzi na krótkim zgrupowaniu. Chodzi o to, by piłkarze mogli w spokoju skoncentrować się przed meczem.
Odra bardzo poważnie traktuje dzisiejszy mecz. Wodzisławianie do Krakowa przyjechali już wczoraj. Trener Ryszard Wieczorek nie będzie mógł skorzystać z usług kontuzjowanego Michała Chałbińskiego. Pozostali zawodnicy są zdrowi. W Odrze zagra wypożyczony z Wisły Łukasz Sosin, który na pewno z przy ul. Reymonta będzie chciał pokazać się z jak najlepszej strony.

Autor artykułu: BK

Obława na mordercę

August 17th, 2001

- Przypilnujcie tych samochodów, żeby się nic nie stało, bo wierni będą się musieli składać na błotnik! – denerwuje się wydając polecenie swoim podwładnych szef patrolu drogowego w Chabówce. Kontrola pojazdu nie omija nawet księdza proboszcza z tutejszej parafii. Policjanci patrolują drogę wylotową z Rabki. Szukają bandyty, który w poniedziałek napadł na jeden z sześciu rabczańskich kantorów i zastrzelił jego właściciela.

- W zasadzie, to spóźniliście się – informuje nas z pobłażaniem policjant w średnim wieku. Widać, że jest tu szefem. Wydaje rozkazy siedząc w samochodzie. – Zatrzymaj ten autobus! – dyryguje. Rozmowę przerywają komunikaty nadawane przez krótkofalówkę. – Trzeba było na akcję przyjechać od razu po napadzie, jak wszyscy szli w teren. Brygada antyterrorystyczna jest wszędzie i nigdzie. Teraz ich na pewno nie znajdziecie. To jest duży teren. Napastnik może się spokojnie przemieszczać. Zresztą ja nie mogę mówić. Od tego jest rzecznik prasowy. Nie możemy nikomu ufać, jak pokażecie pozwolenie na piśmie od komendanta, wtedy porozmawiamy – policjant nie kryje ironii. – Ja wypełniam tylko swoje obowiązki.

Na plac kolejowy w Chabówce trudno wjechać. Drogę dojazdową blokuje policyjna nyska. Na jej boku widnieje napis ,Powstrzymać przemoc”. Trzech młodych policjantów zatrzymuje samochody jadące z Rabki. Są widoczni już z daleka, mimo iż policyjny wóz jest skryty za zakrętem. Na kuloodpornych kamizelkach mają odblaskowe, jaskrawożółte narzutki z napisem ,Policja”. Z daleka wyglądają jak funkcjonariusze ,drogówki”. Niedbale przerzucone przez ramię kałasznikowy świadczą jednak, że mają dzisiaj inną misję do spełnienia niż karanie mandatami za nadmierną prędkość. Ta ich zupełnie nie interesuje. – Panie kierowco, proszę otworzyć bagażnik – każdy z trzech policjantów w ciągu dnia zadał to pytanie już kilkaset razy. Funkcjonariusze nie wydają się jednak znużeni. Za każdym razem dokładnie lustrują pasażerów i sprawdzają otwierane bagażniki.

- Patrzymy na ludzi, którzy jadą danym pojazdem – tłumaczy jeden z policjantów. – Jeżeli w samochodzie siedzi tylko siwa pani, to wiadomo, że jej nie zatrzymujemy. Przecież nie wiezie w bagażniki uzbrojonego bandyty! Kontrolujemy autobusy, busy, samochody ciężarowe, generalnie pojazdy, w których łatwo jest się ukryć.

Podjeżdża czerwony volkswagen golf. – Proszę otworzyć bagażnik – polecenie policjanta mężczyzna traktuje z ociąganiem, niechętnie wychodzi z pojazdu. Funkcjonariusze rzucają na siebie badawcze spojrzenie. Rozumieją się bez słów. Może w końcu jakiś trop. Od wczoraj są na służbie, która nie wiadomo, kiedy się skończy. Sprawdzili setki samochodów, skontrolowali setki dokumentów tożsamości. I tak patroli na drogach wyjazdowych z miasta dzisiaj jest mniej niż wczoraj. Część kolegów odpoczywa po wczorajszej akcji, istnieje więc szansa, że wkrótce ktoś ich zastąpi. A może bandyta jedzie w tym bagażniku i w końcu starania ponad setki policjantów zostaną zakończone sukcesem?

Policjanci starają się wyglądać na opanowanych, skrzętnie kryją podniecenie, muszą się przecież zachowywać jak profesjonaliści. Na razie kałasznikowy dalej spoczywają na plecach, ale w razie czego, wystarczy im kilka sekund, aby ich użyć. Mężczyzna otwiera bagażnik. Zamiast spodziewanego bandyty wiezie dwie butle gazowe. To jest prawdziwy powód jego zdenerwowania. Drogówka już wlepiłaby mu mandat, funkcjonariuszy oddziału prewencji takie szczegóły jednak nie interesują. Starając się ukryć malujące się na twarzach rozczarowanie, każą mu odjechać. – Uwaga jedzie autobus, zza niego wyskakuje samochód. Zatrzymać go! – kolejne polecenie wydane i na rozmyślania, co by było, gdyby zamiast tych butli w środku jechał bandyta, nie ma już czasu.

Do dowodzącego akcją, który nie opuszcza samochodu ani na moment, podchodzi kobieta w średnim wieku. Jest przejęta, żywo gestykuluje. Prosi, aby policjant dał jej portret pamięciowy bandyty. Nie może ukryć podniecenia. – Moje córki chyba go wczoraj widziały – opowiada z wypiekami na twarzy. – Moje córki i siostrzenice bawiły się po południu. Koło nas w Rabie Wyżnej, koło przejazdu jest taka budka, już nieczynna. Nikt tam nie pracuje. One w pewnym momencie zobaczyły jakiegoś mężczyznę, który kucał w zaroślach. Wystraszyły się i uciekły, ale on był podobny do napastnika. Ukrywał się. Potrzebna mi jest ta podobizna, aby mogły zweryfikować to, co widziały!

W samochodzie wisi portret pamięciowy sprawcy. Funkcjonariusz odsyła jednak kobietę na komisariat w Rabce. – Tam dadzą pani ksero, dodatkowe informacje może też pani znaleźć na stronie internetowej – instruuje ją bez emocji. Pracuje już kilkanaście lat w policji. Wie, że ludzie zrobią wszystko, aby znaleźć się w centrum zainteresowania. A świadkowie, którym się wydaje, że coś lub kogoś widzieli tylko utrudniają poszukiwaniaÉ

Policjanci zatrzymują busa z Rabki do Spytkowic. Jedno spojrzenie po pasażerach i nakaz: – Proszę jechać dalej. Kierowca na tej trasie jeździ co godzinę. Dodatkowy przystanek już go nie irytuje, jak trzeba, to trzeba. Ludzie też rozmawiają tylko o jednym. – Podobno ktoś go wcześniej widział w parku. To musi być jakiś miejscowy. Poszedł w las, bo wiedział gdzie. Obcemu trudno by się było ukryć – mówi ze znawstwem jedna z pasażerek.

- Dawniej były gorsze czasy. Nie było co jeść ani w co się ubrać, a ludzie nie napadali na siebie. Teraz młodzi nie mają pieniędzy i nie wiedzą, co z sobą robić – wtrąca się do dyskusji staruszek.

Na Zaborni kolejna policyjna nyska. Policjanci nie stoją jednak przy drodze. Siedzą bezczynnie w otwartym samochodzie na parkingu przy dawnej ,Zaborniance” i wyraźnie się nudzą.

- Czekamy na dalsze polecenia – zapewnia jeden z dwóch funkcjonariuszy. Na pytanie, czy nie mogą czekać patrolując drogę z Zakopanego do Krakowa, odpowiada ze spokojem: – Nie mamy takich poleceń. W tej chwili trwa narada, my od rana czekamy.

Starszy policjant w oddziale prewencji pracuje już od 12 lat. Takie akcje to dla niego chleb powszedni, poniedziałkowy napad zbulwersował jednak także i jego. – Zakres naszego działania to całe województwo, ale zabójstwa nie zdarzają się codziennie. To było wyjątkowo okrutne.
Policjanci są na służbie od wczoraj. – Dzisiaj to w zasadzie, już nic się nie dzieje, ale wczoraj było ciężko – opowiada starszy, młodszy przysłuchuje się z zainteresowaniem. – Przez kilka godzin przeczesywaliśmy las między Rdzawką i Chabówką. To jest gęsty las, ukształtowanie terenu także utrudniało pracę: jary, wąwozy. Trudno było utrzymać kontakt wzrokowy z kolegami. Tę gęstwinę przeczesaliśmy kilka razy. Po południu zmienili nas policjanci, którzy pracowali z psami. Poszukiwania trwały do zmrokuÉ

Dla młodego funkcjonariusza to pierwsza tego typu akcja. – Ja pracuję w policji dopiero drugi rok – tłumaczy nieśmiało. – Ale byłem w wojsku, w podobnej formacji – zapewnia starając się zatrzeć wrażenie, że mógłby być niedoświadczonym młokosem. Obok na siedzeniu leży jego kałasznikow. Na co dzień nie chodzi się z taką bronią. – Ona ma ogromy zasięg rażenia. Gdyby ktoś strzelał z bliska, kula może zabić nawet kilka osób. Jest skuteczna w stu procentach. W zasadzie nie ma żadnego zabezpieczenia przed jej siłą rażenia – opowiada zapewniając jednocześnie, że gdyby stanął oko w oko z bandytą na pewno nie zawahałby się jej użyć. – Od razu na pewno bym nie strzelił. To za duża odpowiedzialność. Ja mam ludzi bronić, a nie atakować…

Autor artykułu: Agnieszka BIEL-HABIEDA

Konno do Rzymu

August 16th, 2001

Władysław Mrowca Piekarz z Olczy konno wyruszy do Rzymu na spotkanie z papieżem. Zawiezie mu miniaturę Giewontu ze złotym krzyżem. Podróż trwać będzie prawie dwa miesiące.Będzie to kolejna wyprawa konna górala. Rok temu przemierzył całą Polskę, ustanawiając tym samym rekord Guinnessa. Tym razem nie będzie to jednak zwykły rajd.

- Nie zastanawiałem się nad ustanawianiem nowych rekordów. Ta wyprawa będzie czymś w rodzaju misji. Krzyż i miniaturę Giewontu wręczę papieżowi nie tylko w swoim imieniu, ale w imieniu wszyskich rodaków – mówi Władysław Mrowca Piekarz. Granitową miniaturę Giewontu o wymiarach 70 na 40 centymetrów ze złotym krzyżem i wizerunkiem Ojca Świętego w tle wykonuje samodzielnie. Okazją do wizyty w Rzymie jest 23. rocznica wyboru kardynała Karola Wojtyły na papieża oraz 100-lecie postawienia krzyża na Giewoncie. Chce wyruszyć na początku września. Audiencja odbędzie się 16 października. Pojedzie ubrany po góralsku. Do pokonania będzie miał ok. 2 tysięcy kilometrów. Trasa będzie wiodła przez Słowację, Austrię i Włochy. Wraz z góralem wyruszy busem weterynarz, tłumacz i kowal. Niezbędny sprzęt dla koni i jeźdźca załaduje się do przyczepy. Góral zabiera w podróż dwa konie: Tolę, która sprawdziła się podczas wyprawy wokół Polski, oraz ogiera Kuranta. Już teraz konie przechodzą kwarantannę: stoją w odosobnieniu, są odpowiednio odżywiane i pielęgnowane. Codziennie trenują.

- Jeżdżę nie tylko po polach, ale także w pobliżu dróg, czy torów. Konie muszą przyzwyczaić się do różnych warunków – mówi Władysław Mrowca Piekarz. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, podczas audiencji góral wjedzie konno po schodach, na szczycie których wręczy Ojcu Świętemu swój dar.

- Nie wiadomo jednak, jak to będzie dokładnie wyglądało, ponieważ na Placu Świętego Piotra będą wówczas tłumy – mówi. Z powrotem chce wrócić samochodem. Konie pojadą w przyczepie. Na razie szuka sponsrów, którzy pomogą mu sfinansować podróż.

- W zorganizowaniu wyprawy pomaga starosta. Pomoc obiecała też Polonia z Chicago. Wyprawa jest jednak bardzo kosztowna, dlatego wciąż szukam kogoś, kto pomoże mi ją sfinansować – mówi.

Autor artykułu: ASz